Paradygmat rozwoju

Musimy przewartościować nasze myślenie o miejscu Polski w regionie

Jeżeli chcemy dalej trwać w spokoju to musimy przewartościować nasze myślenie o miejscu Polski w regionie, w ten sposób żeby w sposób jednoznaczny określać nasze pryncypia, cele i aspiracje poprzez uwspólnianie polityki zagranicznej z polityką gospodarczą i polityką społeczną. Nie może być tak jak do tej pory, że nie jesteśmy zrozumiali dla otoczenia, ani transparentni dla własnych obywateli.

To co zrobiła część polskiej klasy politycznej w kontekście Ukrainy nie podlega nawet próbom zrozumienia kategoriami racji stanu, albowiem tego inaczej niż rozchwianie sytuacji międzynarodowej dla własnych wewnętrznych celów politycznych nie można określić. To bardzo smutne i nie dające się zrozumieć, ale nadal nie wiadomo poza ogólnymi frazesami i pustymi odniesieniami do Giedroycia jakie cele miała Polska JEDNOZNACZNIE, BEZAPELACYJNIE I BEZKOMPROMISOWO – popierając przewrót polityczny na Ukrainie, przy pełnym negowaniu jakichkolwiek stabilizacyjnych prób działań ze strony części społeczeństwa ukraińskiego, które nie chciało zgodzić się na kolor brunatny. O zniewagach pod adresem koncyliacyjnych zachowań wyjątkowo biernej jak na swoje możliwości Federacji Rosyjskiej nawet nie ma co wspominać, bo wstyd.

Równolegle zachowujemy się przecież niezrozumiale w sprawach energetycznych. Nasze sygnały, a nawet rzekoma ofensywa dyplomatyczna rządu w Polsce na forum Unii Europejskiej w sprawie kwestii wspólnych zakupów mediów energetycznych jest sprzeczna z zasadami wolnego rynku. Co jednak nie przeszkadza naszemu niestety i mimo wszystko rządowi – lansować tego źle rozumianego etatyzmu. Przecież jeżeli naszym celem ma być uniezależnienie się od zakupów energii w Federacji Rosyjskiej, to co jeżeli ona zaproponuje najkorzystniejszą cenę? Będziemy kupować energię przez Niemcy – obecny HUB energetyczny tego gigantycznego kolosa Gazpromu? Przecież to będzie gorzej niż obecnie, albowiem sami wpędzimy się w realia, przed którymi uciekamy, bez możliwości wycofania się, albowiem nasz udział będzie ważył na cenie globalnej. Dla każdego bowiem kto nie jest piramidalnym idiotą jest oczywistym, że przykładowo Niemcy dlatego mają niższą cenę od nas, gdyż kupują mniej więcej pięć razy więcej gazu. Może rzeczywiście cena dla nas jest zbyt wysoka i ma jakieś tam konotacje polityczne, jednakże czy chociaż traktowaliśmy Rosjan po partnersku? Proszę sobie przypomnieć koncepcję rozbudowy Jamału, to przecież rządy w Polsce (już nie ważne kogo, ale można sobie łatwo wyszukać) doprowadziły negocjacje do poziomu niemożliwych. Nawet kwestia położenia głupiego kabla, z wiązką światłowodów – do którego oczywiście moglibyśmy się podłączyć – stała się dla naszych pseudo-polityków czymś niemożliwym. Jeżeli byliśmy tak ograniczeni, że od dostępu do światłowodu uzależnialiśmy gigantyczną inwestycję o znaczeniu strategicznym, to nie dziwmy się, że poirytowani naszą nieobliczalnością Niemcy zdecydowali się na inwestycję po dnie Bałtyku! Kwestię forsowania węgla za czyste i ekologiczne paliwo przyszłości w ogóle wypada sobie podarować, ponieważ powtarzanie rządowych bzdur jest po prostu uwłaczające dla intelektu naszych partnerów. Europa przyjęła pod względem klimatycznym pewną politykę, my się już na nią zgodziliśmy, cyniczna próba stworzenia atmosfery międzynarodowego zagrożenia i zmiany realiów uzasadniająca w konsekwencji dalsze odwoływanie się do węgla jako zasobu strategicznego – jest łamaniem ustaleń. Na nic płacz, że zmieniły się realia, gołym okiem widać, że nasze machinacje były tak naiwne, że nikt w to nie wierzy.

W tym wszystkim jest jeszcze bardzo ważna polityka społeczna. Nie możemy dalej skazywać własnego społeczeństwa na bezalternatywność emigracji. Polityka prowadząca do utraty 5% populacji państwa w okresie jego rzekomej największej prosperity nie jest polityką, to przemyślana lub nie – wszystko jedno – ale konsekwentna akcja depopulacyjna. Zwieńczenie wielkiego dzieła neoliberalnych idiotów, wśród których zdarzali się totalni głupcy uznający brak polityki także za jakąś, może nawet najlepszą politykę. Niestety jest już tak bardzo źle, że prawdopodobnie nie da się odwrócić negatywnych trendów, które już zaistniały. Trzeba jednak w polityce społecznej – wystrzegać się emigracji międzykulturowej, ponieważ jak widać na przykładach państw zachodnich – polityka asymilacji obcych, a często po prostu wrogich i pasożytujących na społeczeństwach i państwach mniejszości kończy się w najlepszym razie tym, że wyjeżdżają na wycieczki jako mudżahedini – mordować innych ludzi do swoich pogrążonych w wojnach domowych starych ojczyzn. Musimy głośno i wyraźnie to zaakcentować – nie zrobimy z Polski slumsu dla obcych emigrantów, nie jesteśmy nikomu nic winni. Nie byliśmy mocarstwem kolonialnym, nie musimy przyjmować obcych kultur, poza rzecz jasna względami humanitarnymi – ludzka pomoc jest czymś pięknym i powinna być systemowo realizowana przez nasze państwo na o wiele większą skalę niż dotychczas. Przede wszystkim jednak trzeba wdrożyć programy mające na celu wyciąganie z biedy naszych własnych obywateli, wsparcie dla rodzin i inne mające na celu poprawę warunków i jakości życia ludzi w naszym kraju. Wskaźnik, ponad 80% maturzystów chętnych do emigracji – to wskaźnik upadku państwa. Nie można bowiem uważać za normalną sytuacji, w której większość młodych, wchodzących w wiek produkcyjny obywateli – za najbardziej optymalną opcję na życie uznaje (nawet hipotetycznie) ucieczkę z tego kraju.

W oparciu o połączenie wymienionych priorytetów możemy próbować na nowo określić swoje miejsce w Unii Europejskiej oraz wobec sąsiadów na Wschodzie, w tym w szczególności Białorusi i oczywiście Rosji. Od Ukrainy w sensie politycznym trzymajmy się jak najdalej, żeby nie być posądzonym o mieszanie się w cudze sprawy. Kraj tak skomplikowany jak Ukraina musi sobie albo sam poradzić z problemami i wyzwaniami, albo nikt mu nie pomoże. Co innego, jeżeli o pomoc zostaniemy poproszeni, wówczas – rzeczywiście w ramach instytucji międzynarodowych, ale także kontaktów bilateralnych można z Ukraińcami współdziałać. W dłuższej perspektywie, jeżeli tam się poukłada – na współpracy możemy wszyscy tylko zyskać.

Musimy przewartościować nasze myślenie o miejscu Polski w regionie. Bez uwzględniania interesów naszych sąsiadów i partnerów, bez elementarnego szacunku na najbardziej zaniedbywanych kierunkach, jak również bez określenia pryncypiów w polityce unijnej, dotyczących kluczowych kwestii społecznych – nie mamy co marzyć o spokoju. Ponieważ jako „mentor” lub „prawie-imperium” prędzej czy później zostaniemy odpowiednio potraktowani. Trzeba się wpasować na miarę naszego potencjału i naszych możliwości.

One Comment

  1. W naszym “landzie”, oczekiwania narodu
    i decyzje zarządzających nami już dawno
    rozbiegły się.
    To widoczne jest głównie w partactwie wschodnim.Ale nie
    tylko.Polityka po 89′,to chora polityka.
    Przygotowania do chorej polityki zagranicznej,
    widoczne już były w 1990/91? r. mam na myśli
    uznanie niepodległości Ukrainy, jako pierwsze
    państwo na świecie…w czasie gdy jeszcze żył
    ZSRR…mieszanie się w wewnętrzne sprawy
    suwerennej Białorusi, “awantura gruzińska” Kaczyńskiego,
    wymachiwanie pięścią w stronę Kremla,
    na drugim biegunie, Litwa…udawanie ślepego
    i głupiego Jasia.
    O czym MY NARÓD, jeszcze nie wiemy??
    Co ONI jeszcze namieszali(bezpaństwowcy,kosmopolici)
    a zarazem posiadacze kilku paszportów.
    ZGROZA.Dużo złej polityki, wbrew woli NARODU.
    PS Jamał, Jamał, czy to aby nie “czasy’ lewicowego
    p.premiera Oleksego??
    Tak w pamięci…utkwiło.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.