Musimy mieć zdolność do przeprowadzenia wojny zaczepnej

Nasz potencjał militarny musi umożliwiać nam nie tylko obronę, ale przede wszystkim możliwość przeprowadzenia wojny zaczepnej – wyprzedzającego ataku, z którym będzie musiał przez cały czas liczyć się potencjalny przeciwnik. Obrona własnego terytorium nie może opierać się na doktrynie wycofywania się, opóźniania i oczekiwania na pomoc sojuszników. To nie sprawdziło się w 1939-tym roku i bylibyśmy największymi głupcami w znanym rasie ludzkiej wszechświecie, jeżeli ponownie zawierzylibyśmy tylko i wyłącznie w siłę sojuszy.

Nie chodzi tu o zwykły potencjał odstraszania w arsenale jakim powinno być inteligentne uzbrojenie samonaprowadzające się (pociski typu Cruise) i inne. Chodzi o taką organizację i przygotowanie armii w każdym z jej komponentów – lądowym, powietrznym i morskim, a także kosmicznym i informatycznym żeby mieć zdolność do samodzielnego przeprowadzenia operacji ofensywnej – regularnej inwazji na terytorium państwa sąsiedniego. Wymaga to jak wskazano odpowiedniego przygotowania struktury armii, rezerw, zaopatrzenia arsenałów oraz dobrze skrojonej na całość logistyki.

Można postawić tezę, że armia konstruowana do zdolności ofensywnych wymaga dwa razy większych nakładów niż armia przeznaczona do obrony własnego terytorium. Logistyka kosztuje, środki napadu powietrznego (jak np. dwusilnikowy samolot) kosztują i zgodnie z zasadami prowadzenia wojny, trzeba mieć jeszcze przewagę ilościową nad przeciwnikiem na wybranych odcinkach natarcia. Żeby to miało sens, musi kosztować i to dużo, ponieważ nic samo z siebie się nie pojawi i nie zapłaci.

Te koszty jednak warto ponieść, ponieważ takie myślenie o obronie narodowej to zupełnie inna liga, zmuszająca potencjalnego nieprzyjaciela do przyjęcia adekwatnej formuły obrony, umożliwiającej już nie tylko szybki napad, ale przede wszystkim umiejętne powstrzymywanie jednostek państwa uważanego dotychczas za słabe i niedozbrojone. Zwykły samolot dwusilnikowy o dużym zasięgu może spowodować, że już sytuacja operacyjna w pierwszych dniach wojny będzie wyglądać inaczej. Podobnie ważne są okręty podwodne, zwłaszcza te z możliwością przenoszenia pocisków samosterujących – to idealny środek napadu ofensywnego dla takiego państwa jak nasze. Prawdopodobnie jest to jedyna broń umożliwiająca bezpieczne zaatakowanie przeciwnika z innego kierunku niż bezpośrednia granica. Przeciwnik licząc się z takim zagrożeniem musi zupełnie inaczej rozłożyć obronę, a ona przecież kosztuje. To oznacza dla niego wyższe koszty i inne rozłożenie akcentów militarnych niż jeżeli ma do czynienia z państwem posiadającym nawet dobrej klasy myśliwiec, ale o ograniczonym zasięgu i udźwigu. Liczy się przede wszystkim rozszerzona gama uzbrojenia jaką można wykorzystywać w różnych konfiguracjach, a współczesne myśliwce zachodnie naprawdę nie jest łatwo zestrzelić, nawet jeżeli dysponuje się doskonałą obroną, to jest to zawsze obrona, a to że jej jednostki zawsze są pierwsze na liście celów lotnictwa – nie trzeba nikomu tłumaczyć.

Nasze wojsko jest w pełni zawodowe, co więcej ma za sobą (i jest w trakcie) brutalnych doświadczeń wojennych, które zweryfikowały przynajmniej nastawienie żołnierzy do swojej profesji. Dzisiaj nie ma w naszej armii prawdopodobnie nikogo, kto nie rozumiałby, że to całe przedsięwzięcie jest jak najbardziej na serio. To już bardzo dużo, zwłaszcza że nagromadzony kapitał wiedzy wymusza pewne zmiany ograniczające biurokrację na rzecz prawdziwego wojska, dzisiaj dopiero jesteśmy w przededniu zmian. Jeżeli do posiadanego potencjału, oczywiście odpowiednio zreformowanego dodalibyśmy jeszcze rozsądnie skonstruowane rezerwy, a przy posiadanym potencjale ludnościowym możemy myśleć o 3-4 mln rezerwistów i rezerwistek, to rzeczywiście byłoby i czym się bronić i czym atakować. Dzięki potędze zachodniej technologii militarnej – moglibyśmy zniwelować ewentualną przewagę nieprzyjaciela pod względem siły żywej i środków walki. To oczywiście wymaga pieniędzy.

Jeżeli do całości dodalibyśmy jeszcze własny potencjał broni jądrowej, to wówczas bylibyśmy nie tylko liczącym się państwem w regionie, ale państwem z którym nawet najpotężniejsze państwa w otoczeniu musiałyby się liczyć.

Takiego myślenia wymaga od nas status państwa buforowego, które w razie konfliktu stanie się – czy to mu się podoba, czy nie Teatrem Działań Wojennych obcych wojsk. Jeżeli sojusznicy nie przyjdą z pomocą lub nie zdążą przyjść, ewentualnie zgodnie z historycznym prawem precedensu – zatrzymają się po osiągnięciu rubieży interesujących ich terytoriów naszego obecnego państwa – to nic nie zrobimy. Czeka nas znowu okupacja ewentualnie anihilacja. Dlatego musimy przełamać przekleństwo bycia pomiędzy potencjalnymi zagrożeniami – tak wzmacniając swój potencjał, żeby atak na nas oznaczał dla każdego śmiałka jakieś straty. Wówczas zupełnie inaczej podejmuje się decyzje, inaczej działa się pod presją strat. Tylko zdolność do przeprowadzenia wojny zaczepnej i takiego uderzenia przeciwnika, żeby na stałe był okaleczony może być trwałym gwarantem naszej niepodległości i przetrwania jako bytu narodowego w tej części świata. 300 lat ostatniej historii jest wystarczającym powodem uzasadniającym powyższe myślenie.

4 thoughts on “Musimy mieć zdolność do przeprowadzenia wojny zaczepnej

  • 30 lipca 2013 o 20:15
    Permalink

    Coraz więcej osób, nie tylko przy butelce zacnego trunku, ale także podczas luźniejszych rozmów pomiędzy osobami zawodowo zajmującymi się kwestiami bezpieczeństwa, podkreśla jeśli nie konieczność, to przynajmniej wielki pożytek z posiadania broni jądrowej przez Polskę. Również w kwestii charakteru wojny i potrzeby zaakceptowania faktu, że siłowa część polityki zagranicznej nie ogranicza się do obrony własnego terytorium, dyskusje akademickie odbiegają od tego co można przeczytać na najczęściej pacyfistycznie zabarwionych forach. To chyba dobry sygnał, świadczący o odchodzeniu od postawy rezygnacyjnej.

    Odpowiedz
  • 17 sierpnia 2015 o 21:56
    Permalink

    “Podobnie ważne są okręty podwodne, zwłaszcza te z możliwością przenoszenia pocisków samosterujących – to idealny środek napadu ofensywnego dla takiego państwa jak nasze.” – 4 bombowce z II Wojny Swiatowej przenoszą więcej materiału wybuchowego w swych bombach, niż trzy planowane okręty podwodne w głowicach Tomahawków. Na GB Trzecia Rzesza skutecznie wysłała ponad 2000 rakiet V1 i V2, ale na kierownictwo i wojsko GB nie miało to liczącego się wpływu. Na dworce kolejowe, tory, stacje radarowe, punkty dowodzenia, magazyny, przemysł itp. Trzeciej Rzeszy USA i GB zrzuciły miliony ton bomb i Trzecia Rzesza skapitulowała dopiero gdy polskie i rosyjskie wojska lądowe dotarły na ulice Berlina. Na Irak w 2003r. USA i GB wysłały na raz 800 Tomahaków a potem ok. 15.000 bomb kierowanych, ale mały Irak poddał się dopiero po utracie wojsk lądowych. Zdjęcie przed i po ataku Tomahawkiem: https://pbs.twimg.com/media/ByOixGlIEAArHGn.jpg Prawie nie ma różnicy. 60 Tomahawków z polskich okrętów podwodnych nie ma dla Rosji najmniejszego znaczenia, Rosjanie mogą się najwyżej pośmiać. Gdy przeciwnikiem nie jest kraj arabski lub Korea Płd., to nie liczy posiadanie broni atomowej, lecz tylko zdolność przetrwania własnej broni atomowej pierwszego atomowego i konwencjonalnego ataku, aby móc dokonać atomowego odwetu. Wobec USA, Rosji, Chin Indii, GB i Francji liczy się tylko zdolność do atomowego odwetu, a nie samo posiadanie broni atomowej. Zdolność do atomowego odwetu wymaga rządu dysponującego ponad budżetem wysokości ponad biliona euro. Polski rząd ma budżet wysokości niecałych 100 mld. euro. ____ Dlaczego inne państwa nie miałyby się z nami liczyć dlatego, że mamy wysoką stopę życiową, nowoczesny przemysł, Nagrody Nobla, lecz dlatego, że mamy zdolność do wojny zaczepnej? Przygotowywanie wojny zaczepnej to umysłowy prymitywizm oraz naruszenie polskiej konstytucji i jest ścigane przez polski kodeks karny.

    Odpowiedz
  • 17 sierpnia 2015 o 22:48
    Permalink

    Panie Piotrze – a czymże była nasza interwencja w Iraku? Szturm na isntalacje portowe w Um-Qasr? Tam nie było proszę pana mandatu ONZ, to była szanowny panie klasyczna wojna zaczepna.
    W tym tekście autor pisze o czymś innym – pisze o możliwości do przeprowadzenia takiej wojny. Oznacza to mniej więcej tyle, co dokonanie wojny prewencyjnej – dokładnie jak w warunkach irackich (mniejsza z tym czy był do tego powód) czy też tak jak w przypadku haniebnych bombardowań Serbii przez lotnictwo NATO.
    W swojej analizie pisze pan o możliwości przetrwania i odpowiedzi bronią jądrową, owszem to jest stan idealny, tylko problem polega na tym że ostatnie 300 lat historii powinno nauczyć nas, że nikt nie da nam czasu na żadną rycerskość i odpowiedź. W przypadku wojny staniemy się właśnie ofiarami wojny zaczepnej i takie pieprzenie o umysłowym prymitywizmie, łamaniu konstytucji itd., nie będzie miało żadnego znaczenia, ponieważ polska konstytucja nie będzie już obowiązywała. Właśnie dlatego ponieważ mamy takich sąsiadów a nie innych powinniśmy być w stanie przeprowadzić wojnę zaczepną – żeby podnieść nasz stopień bezpieczeństwa przez podwyższenie stopnia zagrożenia dla nieprzyjaciela. No ale pan woli samoograniczenie w postaci umysłowego prymitywizmy, oczywiście przegranej, bycia wydymanym, przegranym, zabitym. Proszę niech pan bardziej milczy niż myśli, żeby swoim redukcyjnym myśleniem nie przyczyniał się pan do osłabiania i tak słabego kraju. proszę pamiętać w przypadku wojny – nie będzie drugiej szansy. Albo jej unikniemy przez własny potencjał i zdolności – albo witaj piękna przygodo.

    Odpowiedz
  • 18 sierpnia 2015 o 01:31
    Permalink

    Autor utracił kontakt z rzeczywistością. 1. Udział w napaści na Irak nie był wojną prewencyjną, bo Irak ani nam, ani USA niczego nie zrobił, ani nie był nawet wstanie zrobić, bo nie miał ani statków, ani samolotów, ani rakiet zdolnych dotrzeć do Polski lub do USA. Po wojnie w 1991r. Irak utracił prawie całą armię, a inspektorzy ONZ potwierdzali, że nie ma broni masowego rażenia. Ludzie nie rozumieją, że dla USA możliwość drukowania dolarów oznacza więcej niż cokolwiek innego, to biliony dolarów bez pracy, ot tak z niczego. USA kontrolują światowe źródło energii na Bliskim Wschodzie, ale tu nic nie groziło, a Arabowie muszą sprzedawać gaz i ropę we własnym interesie. Rzecz w tym, że USA nie mogą drukować dowolnych ilości dolarów, lecz tyle, ile drukowane dolary mają pokrycie w towarach, np. w gazie i ropie. Arabowie wydobywali ropę i gaz i sprzedawali ją w dolarach, a USA drukowały dodatkowe dolary aby umożliwić handel dodatkowymi gazem i ropą. Wydobyty gaz i ropa są dla świata dodatkowym towarem i ilość pieniądza musi się zwiększyć aby ilość towarów odpowiadała ilości pieniądza. Gdyby USA wydrukowały za dużo dolarów, to ich wartość by spadła, a USA nic by z tego niemiały. Na Bliskim Wschodzie jest ropy i gazu za wiele bilionów dolarów i gdyby USA dodrukowywały te biliony w miarę wydobycia, to do wydobycia ostatniej resztki ropy i gazu USA wzbogaciłyby się o te biliony dolarów bez pracy, ot kilkoma kliknięciami myszką komputerową. USA były jednak chciwe, drukowały za dużo dolarów, Arabowie cieszyli się z zapłaty za ropę i gaz, a tu nagle ich dolary były co raz mniej warte. Nie wszystkie dolary udawało się na czas wymienić na towary, dolary w bankach traciły wartość, co oznaczało, że Arabowie sprzedali ropę/gaz taniej, za mniejszą cenę. Wobec takiego oszustwa część państw arabskich postanowiło przestać sprzedawać ropę/gaz za dolary i wspólnie z innymi państwami muzułmańskimi za przykładem UE powołać “arabskie euro” i sprzedawać tylko za nie. Dla USA skończyłaby się możliwość dodrukowywania dolarów w miarę wydobycia ropy/gazu, bo handel byłby w “arabskim euro” lub innych walutach, ale nie za dolary. Dlatego USA narzuciły Bliskiemu Wschodowi wojenny chaos przy pomocy kolorowych rewolucji i napaści na Irak, na Libię na Syrię. Polska napadła na Irak aby USA mogły nadal drukować dolary na pokrycie ropy/gazu z Bliskiego Wschodu. Polska wzięła udział w zbrodni gorszej niż Katyń.
    ___Polska nie jest wstanie przeprowadzić wojny prewencyjnej przeciwko Rosji, bo wówczas utraci gwarancje bezpieczeństwa NATO, a Rosja Polskę samą pokona, choćby atomowo. Przede wszystkim jednak Rosja jest zbyt słaba, aby zaatakować NATO lub zach. UE, bo wydaje na wojsko ok. 10% tego co NATO lub 30% tego, co zach. UE. To się nie zmieni w następnych 50 latach. Rosja jest demokratycznym państwem prawa, ma podział władz, zmianę władzy w wyborach. Rosja nie napada także na sąsiadów poza NATO, lecz zarówno w Gruzji, jak i w Ukrainie musiała się bronić – to potwierdza także STRATFOR. Jeśli Polska nie będzie atakować Rosji, to nic nam z jej strony nie grozi.
    ___Przygotowywanie wojny prewencyjnej jest niemoralne, jest zbrodnią przeciw pokojowi i przeciw ludzkości, i jest nielegalne wg prawa polskiego i międzynarodowego. Polska powinna ukarać odpowiedzialnych za napaść na Irak. To, że do tego jeszcze nie doszło, nie oznacza, że wojna prewencyjna nie jest zbrodnią – także wobec narodu polskiego, bo zagraża jego istnieniu.
    ___Czy do pana nie dociera, że Polska nie zbuduje zdolności do przetrwania polskiej broni atomowej – polska broń atomowa nie przetrwa uderzenia atomowego, bo aby to zapewnić budżet polskiego rządu musiałby być więcej niż 10 razy większy niż jest. Natomiast posiadając broń atomową nie zostawiamy Rosji wogóle wyboru – Rosja decydując się na atak na Polskę posiadającej broń atomową musi nas zaatakować także atomowo, aby uniemożliwić nam dokonanie atomowego odwetu. USA przegrały wojnę we Wietnamie i nie użyły broni atomowej. ZSRR przegrał wojnę w Afganistanie i także nie użył broni atomowej. Konwencjonalny atak Rosji Polska jest wstanie odeprzeć konwencjonalnie i taka zdolność Polsce wystarczy. Zdolność do wojny prewencyjnej nie jest potrzebna do odparcia ataku konwencjonalnego Rosji, ale jest zbrodnią przeciw pokojowi i przeciw ludzkości, a więcj także przeciw Polsce. To USA popychają nas do wojen przeciw Rosji w Międzymorzu – gdyby Smoleńsk był zamachem, to nie można wykluczyć, że to CIA dokonała tego zamachu aby poszczuć Polaków przeciw Rosji.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.