Paradygmat rozwoju

Musimy dać pracę ludziom „tu i teraz”!

 Prawdą jest, że nasze społeczeństwo to klub wiecznych „narzeka czy”, pesymistów, niezdolnych do cieszenia się z najbardziej pozytywnych rzeczy, których nie zauważają. Polska jest coraz częściej oceniania pozytywnie, ze względu na wysiłek i mobilizację rozwojową, które to powoli owocują. Jakiekolwiek próby mówienia przez rząd, że jest dobrze albo, chociaż że nie jest tak dramatycznie jak widzi to opozycja automatycznie są traktowane z podejrzliwością, ponieważ wiadomo – jak chwalą się, to znaczy, że to propaganda. Niezwykle trudno jest w naszym kraju być pozytywnym bohaterem i przedstawiać samego siebie i swoje dokonania w pozytywnym świetle.

Doszukujące się w Polsce wzrostu gospodarczego media zachodnie, trudno uznać za obiektywne, albowiem one nie mają pojęcia o tzw. „szarej codziennej rzeczywistości”, w której muszą żyć Polacy, i to głównie ci liczni, którzy na ten sukces pracują, a nie ci nieliczni, którzy ten sukces konsumują.

Poza Warszawą, trudno jest znaleźć jakąkolwiek sensowną pracę, albowiem o rynku pracy decyduje albo długość minispódniczki, albo lokalne koterie. Na kredyt w banku, zwłaszcza hipoteczny, jeżeli nie zarabia się 10 tys., zł netto w zasadzie nie ma, co liczyć, benzyna staje się dobrem luksusowym, samemu trzeba opłacać podstawowe leczenie i profilaktykę, urlop, jako taki to już coś niespotykanego dla Polaków, albowiem prawie nikogo nie stać na wyjazd tam gdzie by chciał, koszty utrzymania mieszkania zaczynają przekraczać akceptowalny poziom, co najgorsze żywność także drożeje, o używkach lepiej nie wspominać, jeżeli ktoś ma to nieszczęście i np. pali.

Z powyższego wynika, że Polakom jest o wiele trudniej dojrzeć ten wzrost, albowiem przygniatają ich trudności i realia życia codziennego, a przede wszystkim brak perspektyw, że może być lepiej. W zasadzie na to pomysłu nie miał jak dotychczas żaden rząd, od 22 lat reform słyszymy tylko i wyłącznie o tym, że nasza gospodarka jest w okresie transformacji i dostosowywania się! Co jest prawdopodobnie najbardziej złodziejskim kłamstwem, z jakim mamy do czynienia, albowiem warto się zapytać – jak ma wyglądać model, do którego z takim trudem się zbliżamy? Czy Polska stanie się ultra nowoczesnym krajem hi-tech, w którym roboty będą pracować za ludzi? A obywatele codziennie oglądać mecze i grillować kiełbaski w swoich ogródkach? Oczywiście, że nie, jednakże jakąś wizję „końca” okresu transformacji należy narodowi wskazać, bo jeszcze zaraz się okaże, że reformujemy się dłużej niż „komuna” psuła i coś jest nie tak z systemem, albowiem prawdopodobnie kłopoty tkwią w samym modelu wprowadzania reform? Tylko, kto powie to Polakom?

Polska i bez mówienia ludziom prawdy jest niezwykle trudna do życia, a jednak stopniowo się poprawia. Co prawda nadal mamy, co najwyżej połowę przeciętnej wydajności w gospodarce niemieckiej, ale nadal zarabiamy od Niemców 3-4 razy mniej. Oznacza to, że jesteśmy konkurencyjni głównie poprzez ograniczanie ceny, jaką przedsiębiorcy płaca za naszą pracę. W wyniku, czego, nadal 10 letnie auto zza Odry w Polsce to doskonały „prawie nowy” samochód. Nadal jesteśmy zbyt biedni i nas nie stać na napędzanie gospodarki popytem w wydaniu społeczeństw zamożnej Europy zachodniej. Problem polega na tym, że możemy już nie mieć okazji nadgonić, albowiem światu grozi kolejne przepoczwarzenie się kryzysu, w którym może się okazać, że całe nasze poświęcenie nie ma już znaczenia. W nowych realiach, ponownie zacznie się liczyć stary dobry merkantylizm, oszczędności i produkowanie na rynek. Nie da się budować gospodarki w oparciu o wirtualne wskaźniki, wynikające z wirtualnych transakcji na wirtualnych rynkach. Efekty widzimy właśnie na rynkach, okazały się zabójczo realne.

Stoimy przed szansą na poważną poprawę poziomu zamożności własnych obywateli, warunkiem do tego niezbędnym jest stymulowanie wzrostu produkcji na sprzedaż – musimy uczynić Polskę fabryką Europy, albowiem da to nam kilka lat stymulacji rozwoju gospodarczego w oparciu o dostępne póki, co czynniki. Za 10 lat, nie będziemy mieli tej szansy, albowiem nie będzie rąk do pracy. Nasze społeczeństwo się zwija. A nadal nie wypracujemy zdolność do generowania nadwyżki nieumożliwiającej czerpanie zysków, jako gospodarka, z nadwyżek kapitału. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, żeby produkować jak najwięcej, wszelkiego rodzaju produktów, usług i wszystkiego, na co jest zapotrzebowanie w Europie.

Nie ma znaczenia, że podobną strategię mają inne kraje regionu, a państwa zachodnie myślą o wycofywaniu produkcji i kapitałów do swoich central. Jeżeli będziemy w stanie zapewnić dobre produkty, po dobrych cenach, konkurencyjne jakościowo z zalewem azjatyckiej bylejakości – to wygramy. Zwłaszcza, że korzystamy z przywileju bycia automatycznie na Wspólnym Rynku. Nic nie jest dla nas niemożliwe.

Gdybyśmy mieli jakieś zasoby własnego kapitału i potrafili wykorzystać dostęp do zachodnich rynków, moglibyśmy wykreować własne marki, umożliwiające odbudowę własnego przemysłu. Niestety jest to bardzo trudne, ponieważ w zasadzie wszelkie szanse w tej sprawie zaprzepaszczono przez lata rządów idioto-liberałów, uważających, że „kapitał nie ma narodowości”, a globalizacja zaciera wszelkie różnice. Owszem, kapitał nie ma narodowości, ale ludzie robiący przelewy tego kapitału ją mają, a globalizacja faktycznie zaciera różnice, skazując przy tym, tych „zacieranych” na wymarcie, albowiem ze względu na brak zapotrzebowania na pracę dostosowaną do ich poziomu merytorycznego nie mają oni dochodów umożliwiających prokreację. To zjawisko, także nas dotyczy – Polacy płacą straszną cenę za transformację wedle wskazań idioto-liberałów i specjalistów od wszystkiego w kolejnych zarządach RP.

Reasumując, musimy posypać głowy popiołem, zacisnąć zęby i jeszcze więcej pracować, bardziej wydajnie i oszczędzać ile się tylko da. Nadrzędnym priorytetem rozwoju kraju, powinno stać się odtworzenie, a raczej budowa na nowo jego potencjału produkcyjnego. Nie ma znaczenia, że inwestowalibyśmy w technologie proste, a nie tak modne innowacyjne. Musimy dać pracę ludziom „tu i teraz”, taką, jaką są w stanie wykonywać, żeby wykorzystać ich potencjał i akumulować kapitał, wiedzę i umiejętności – przygotowując kraj do kolejnego etapu walki w procesach globalizacji. Jeżeli myślimy, że uda się zbudować gospodarkę opartą na fikcji bez niczego, w tym kapitału, a nawet uświadamiania sobie potrzeby posiadania produktów i usług innowacyjnych to jesteśmy w wielkim błędzie. Naszą szansą są kopalnie, huty, stocznie, przemysł, wszelkiego rodzaju usługi, a także masowa produkcja rolno-spożywcza i eksport. Musimy wykorzystać na tyle, na ile się da potencjał naszego społeczeństwa – albowiem po zapaści demograficznej, nie będzie już takiej możliwości.

Jeżeli nasz kraj ma wykorzystać okienko rozwojowe, jakie stwarza mu demografia, musimy dać ludziom pracę tu i teraz. Do tego taką, jaką są w stanie wykonywać.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

8 − five =