Paradygmat rozwoju

Mści się brak grupowań gospodarczych

 Mści się brak grupowań finansowo-gospodarczych, to znaczy holdingów zainteresowanych wytwarzaniem dób i usług na podstawie posiadanego finansowania, za pomocą dysponowaną myślą techniczną i w celu zapełnienia określonej niszy w rynku. Rząd podejmuje próby tworzenia tego typu podmiotów w branży zbrojeniowej, surowcowej, paliwowej, energetycznej, w bankowości – w oparciu o Giełdę Papierów Wartościowych mają one funkcjonować – wytwarzając dobra i dostarczając produkty potrzebne na rynku. Można tylko tym planom kibicować, jednakże nie chodzi tutaj o państwowe zarządzanie tego typu podmiotami, albowiem to zawsze ogranicza krańcową efektywność i oznacza wzrost kosztów dla budżetu państwa, czy to w formie ulg podatkowych, czy też innego typu dotacji, (które generalnie są zakazane przez UE).

Wielką niewiadomą jest projekt Inwestycje Polskie, albowiem nie wiadomo, w jakim kierunku to przedsięwzięcie pójdzie. Jeżeli będzie to kolejna czapka do zarządzania mieniem Skarbu Państwa to szkoda na to czasu, jeżeli natomiast byłby to podmiot wyposażony w prawo do formułowania własnej strategii, wyznaczania celów i agregowania zasobów do ich osiągnięcia, to jak najbardziej należy tą inicjatywę poprzeć, aczkolwiek wydaje się troszkę zbyt duża i zbyt uniwersalna – skrojona niejako do wszystkiego. To oczywiście subiektywne i bardzo wczesne wrażenie, jednakże nie można spodziewać się niczego pozytywnego po przedsięwzięciu, które ma nieść flagę i przecinać wstęgi. Raczej o wiele lepszym pomysłem byłoby powołanie struktury, wyposażonej w żywy pieniądz – majątek i realne władztwo, oparte na strategii – zaakceptowanej i wycenionej przez rynek! Udział państwa w takim przedsięwzięciu można włączyć pod hasłem „prywatyzacji”, tylko rozszerzonej o przekształcenie i rozbudowę działalności wraz z dokapitalizowaniem. Wszystko zgodnie z prawem unijnym, a realne – finansowe zarządzanie zagwarantowałoby większe prawdopodobieństwo poszanowania pieniądza, a nie zmarnowanie go na polityczne inwestycje w stylu nieszczęsna rafineria ropy naftowej w Możejkach.

Patrząc na naszą gospodarkę oraz otoczenie, w jakim funkcjonujemy, korzystając z posiadanego jeszcze potencjału można pokusić się o wytypowanie kilku dziedzin gospodarczych, w których powinny się specjalizować powołane w powyższy sposób podmioty. Wykorzystanie struktur holdingowych ma ten sens, że powinno umożliwić finansowanie działalności okresowo nierentownej z działalności rentownej – dla uzyskania korzyści skali i budowy potencjału, czy też zachowania takiegoż, który zniknąłby z rynku, jeżeli dana firma nie istniałaby, czy też nie zajmowała się daną dziedziną.

Pierwszym polem do działania z pewnością powinien być przemysł chemiczny, mający za zaplecze ciężką chemię, przetwórstwo istniejące w kraju i produkcję – głównie nawozów i substancji chemicznych – wzbogaconą o produkcję paliw syntetycznych, materiałów wybuchowych, tworzyw sztucznych, w tym włókien o podwyższonej wytrzymałości, które są potrzebne w przemyśle – opanowanie masowej produkcji wielu rodzajów tego typu materiałów, jak również żywić, utrwalaczy, klejów i innych substancji związanych z przemysłem opartym na nowych materiałach powinno być celem strategicznym całej branży. Jest przy tym oczywiste, że bez zakupu licencji i sponsorowania prac naukowych w tym zakresie się nie obejdzie. Naszym celem powinno być nabycie możliwości samodzielnego produkowania dużych struktur z nowoczesnych tworzyw sztucznych na skalę masową, przy zapewnieniu bazy finansowej z produkcji nawozów i innych substancji chemicznych oraz eksportu wszystkiego, co się da w dowolnych ilościach. Nie osiągniemy tu pozycji lidera, albowiem trzeba na to 20-30 lat i przełomu technologicznego w jakimś zakresie, jednakże z pewnością narodowy koncern chemiczny – z odpowiednią strategią i zapleczem naukowym mógłby być trzecią firmą w Europie i być w pierwszej dziesiątce na świecie pod względem sprzedaży.

Drugim polem do działania powinno być przetwórstwo paliw płynnych – przemysł naftowy. Bez tego nie może funkcjonować państwo, mamy tutaj dość dużą konsolidację, warto pomyśleć o pełnym skomasowaniu podmiotów obecnych na rynku w jeden podmiot i jego umiejętną prywatyzację w celu znalezienia współgracza globalnego, który byłby zainteresowany przekazaniem technologii, udostępnieniem złóż oraz w pełni powiązał dostawy paliw dla Polski i z Polski ze swoim – globalnym systemem zaopatrzenia. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wpuścić do gry dwa podmioty – jeden z zachodu a drugi z Rosji, jeżeli zachowalibyśmy kontrolę nad działalnością spółki. Umożliwiłoby to dywersyfikację i w jakiejś mierze pełnienie roli pomostu, albowiem naturalną rzeczą dla kapitału ze wschodu byłoby pozyskiwanie surowca z własnych źródeł. To w pewnej mierze mogłoby zwiększyć nasze bezpieczeństwo energetyczne, po pewnym czasie na nasz rynek i tak wejdą na poważnie potężne koncerny zachodnie, to tylko kwestia zachęt i odpowiedniego podejścia. Oczywiście szans na eksploatację źródeł niekonwencjonalnych nie można wykluczać, jednakże trzeba bazować nie na łupkach, ale na realnych i dostępnych zasobach.

Trzecim polem do działania powinien być przemysł stoczniowy – niestety zapomniany w Polsce i tak brutalnie potraktowany na początku kryzysu. Statek to doskonały produkt – nadający się na eksport, skupia w sobie całą gamę produktów z danego kraju, umożliwiając znaczne podbijanie PKB, jeżeli ma się odpowiednią skalę produkcji. Ponieważ wypadliśmy z rynku, trudno będzie na niego wrócić, jednakże nie ma rzeczy nie do odzyskania, zwłaszcza na tak wymagającym i wysoko konkurencyjnym rynku jak budownictwa statków handlowych. My moglibyśmy zakupić odpowiednie licencje – rozbudować własne biura projektowe i zacząć produkować jednostki niszowe, na które zawsze był, jest i będzie zbyt. W tym zakresie możemy konkurować ze stoczniami z Dalekiego Wschodu, albowiem oni, co prawda są elastyczni, jednakże przy odpowiednim podejściu bylibyśmy w stanie zrobić produkty lepsze, bardziej zaawansowane technologicznie, bezpieczniejsze i o większej efektywności. To bardzo ważna dziedzina przemysłu, która może być jedną z pereł naszej gospodarki, wymaga jedynie odpowiedniego podejścia.

Czwartym polem do działania powinna być produkcja oprogramowania. Na myśli ludzkiej zarabia się najlepiej. Mamy w kraju kilka firm i bardzo wielu niesłychanie zdolnych informatyków-programistów. Odpowiednie spięcie posiadanego potencjału w całość, danie takiemu potencjałowi kilka dużych zleceń, na jakich mógłby się wykazać i mamy gotowy potężny holding technologiczny, bardzo elastyczny – zdolny w jednym tygodniu do produkcji nowoczesnych gier komputerowych, a w drugim oprogramowania dla nowoczesnych robotów wojskowych pola walki – wszystko jest kwestią podejścia, inwestycji i zapewnienia finansowania. Po pewnym czasie – taki projekt stałby się wiodącą „krową mleczną” naszej gospodarki, albowiem zapewniałby gigantyczne zyski. Trzeba jednak przez określony czas pracować nad tym, żeby umiejętnie połączyć kilka dużych, kilkadziesiąt średnich i kilkaset małych firm oraz kilka tysięcy ciągle uczących się informatyków. Konieczne byłyby przejęcia podmiotów z zagranicy, do tego wspieranie migracji do Polski (drenaż mózgów). W efekcie starań otrzymalibyśmy coś, co stanowiłoby nową, jakość – samonapędzającą się, albowiem z programowania gier na komórki można przetrwać i żyć, natomiast przy okazji wykonać duży projekt w rodzaju oprogramowania inteligentnego dla najnowszych polskich radarów. To jest jeden z najbardziej realnych projektów – wymaga jedynie przełamania bariery skali i wejścia z dużym kapitałem.

Piątym polem do działania powinien być szeroko rozumiany przemysł elektro-maszynowy, czyli produkcja maszyn specjalistycznych, w tym maszyn do produkcji maszyn. Wyzwaniem powinno być skonstruowanie dowolnej linii produkcyjnej w oparciu o autorskie – w Polsce zaprojektowane i wykonane roboty przemysłowe, sprawdzające się w większości ciągów produkcyjnych. Powinniśmy mieć możliwość samodzielnego wytwarzania urządzeń powszechnych i możliwych do zaadaptowania, kopiując istniejące wzorce oraz kupując licencje tam gdzie to jest potrzebne. Nasz kraj, nadal będzie rozbudowywał swoje moce wytwórcze, dlatego warto jest zaproponować inwestorom gotowość wykonania całych ciągów technologicznych lub ich części w oparciu o miejscową myśl techniczną i funkcjonującą w oparciu o miejscowy serwis. Co jest szczególnie istotne zręby tego typu przemysłu w Polsce już funkcjonują, często, jako kooperanci zagranicznych gigantów, dlatego czas na komasację i pracę pod własną marką. Ten sektor gospodarki doskonale współpracowałby z branżą informatyczną.

Szóstym polem do działania powinien być przemysł przetwórstwa żywności i wtórnego wykorzystania odpadków żywności w biokomponenty do nawozów i biopaliw. Nasz kraj posiada olbrzymie możliwości produkowania wysokiej, jakości żywności. Umiejętne powiązanie wytwarzania z przetwórstwem – logistyką i marketingiem – zapewni nam sukces gospodarczy na miarę Polski XVI wieku! Nic nie stoi na przeszkodzie w rozwoju tego typu działalności – mającej na celu masową produkcję wysokiej, jakości standaryzowanych produktów żywnościowych, poza kwotami unijnej polityki rolnej. Jednakże nie ma barier nie do przebrnięcia – biorąc pod uwagę, że światowe zapotrzebowanie na żywność stale rośnie, nie możemy stracić szansy na masową produkcję i masowy eksport – wysoko przetworzonej żywności. Rynki Azji Dalekowschodniej, państw arabskich, Rosja i nasza Europa to gwarancja, że każda złotówka zainwestowana w ten biznes zwróci się wielokrotnie. Tymczasem jest dramatycznie, albowiem wyniku nadzwyczajnych działań – w istocie niezrozumiałym logiką uczciwego i rozsądnego człowieka – doprowadziliśmy do sytuacji, w której polski cukier jest tańszy w niemieckich sklepach dyskontowych niż u nas! O ile poprzednie pięć pól inwestycyjnych możemy najzwyczajniej zmarnować i zaprzepaścić, albowiem to nie jest możliwe, żeby cokolwiek się udało – to w kwestii produkcji żywności nic nie stoi na przeszkodzie, co więcej jest to w interesie państwa, albowiem olbrzymia ilość ludności wiejskiej wreszcie zaczęłaby dokładać się znacząco do PKB. Korzyści z uruchomienia tych rezerw mogłyby być nadzwyczajne! Prawdopodobnie nikt w Unii Europejskiej nie ma takich zasobów w rolnictwie jak my! Wystarczy je tylko uruchomić na odpowiednich zasadach, zapewnić standaryzację, logistykę i zbyt – poparty odpowiednim marketingiem. Tu nie ma filozofii, dobra żywność, w dobrej cenie – zawsze się sprzeda!

Oczywiście takie jak wskazane powyżej pola do aktywności gospodarczej wskazywać w nieskończoność, a przynajmniej wymienić około trzydziestu, w których gospodarka Polska, mogłaby się doskonale sprawdzić. Niestety na to wszystko trzeba kapitału i technologii, a ten możemy pozyskać głównie na zachodzie, jednakże trzeba do tego umiejętnie przekonać inwestorów. Właśnie w tym powinna tkwić siła idei rządowego projektu inwestycyjnego, albowiem bez tego komponentu – uczciwego liczenia kosztów i ponoszenia ryzyka – po prostu biznes się nie udaje. Poza tym, sprzedając się w części mamy szansę łatwiejszego wejścia na docelowe rynki, – ale uwaga – już nie, jako montownia – końcówki procesu logistycznego, ale jako partner! Do tego żeby nim być potrzebne jest jakieś własne finansowanie, dlatego rząd powinien pomyśleć o umiejętnym wykorzystaniu giełdy, banków i takiej konstrukcji odpisów od działalności np. w okresie pierwszych pięciu lat dla nowej działalności powyżej jakiegoś pułapu – żeby w zgodzie z prawem unijnym, które nas tutaj silnie ogranicza – móc wspierać tego typu podmioty w fazie inicjacyjnej. Oczywiście okres organizacji wzrostu to jedna pełna kadencja rządu, okres zaistnienia – druga, a pierwsze zyski na trzecią, a w przypadku niektórych z pól aktywności dopiero w czwartej. Oznacza to około 15-16 lat oczekiwania na efekty, przy założeniu, że zaczęłoby się działania już teraz. Jednakże to jest i tak niezbędne minimum, a przy dywersyfikacji tak pomyślanego holdingu lub kilku holdingów – możliwa byłaby dywersyfikacja gałęziowa na sektory technologiczne i tradycyjne, umożliwiająca względne bezpieczeństwo i bilansowanie się całości – nawet w przypadku gdyby część pól okazało się trudne do zagospodarowania np. ze względu na konkurencję, której nie mamy jak ograniczyć na własnym rynku. Aczkolwiek ten aspekt jest zarówno zagrożeniem jak i wielką szansą, gdyż przynajmniej teoretycznie – dzięki wspólnemu rynkowi i braku barier, nasze podmioty mogłyby orientować swoją strategię od razu na całą Unię Europejską. Zawsze wszystko zależy od podejścia, w tym przypadku bezpiecznikiem zapewniającym, że projektowane działanie nie byłoby dobrze płatną zabawą dla kilkuset panów i pań w eleganckich ubrankach przez kilka lat – byłby wymóg powiązania z rynkiem. Struktura wchodziłaby tylko na te pola, które znalazłyby finansowanie, stopniowo – do nasycenia finansowego umożliwiającego odnotowanie korzyści skali. Wszystko jest przed nami, a przyszłość należy do odważnych!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.