Ekonomia

Czy można ochronić się przed skutkami deflacji?

 W naszych obecnych realiach musimy się poważnie zastanowić, w jaki sposób ochronić się przed skutkami deflacji. Chodzi o ochronę na poziomie finansów publicznych oraz co może być o wiele bardziej istotne dla zwykłych szarych ludzi – na poziomie naszych domowych budżetów.

Przede wszystkim musimy nieco zmienić podejście do pieniądza, o ile do tej pory oglądaliśmy go z dwóch stron to teraz musimy go oglądać, co najmniej dwukrotnie – także po obrębie. Wartość pieniądza będzie rosła, ponieważ będzie można za niego coraz więcej kupić, a równolegle nasze dochody będą maleć. Przy braku inflacji – może być bardzo brutalnie, ciekawe czy rząd zdecyduje się na nominalne zmniejszanie świadczeń jak będzie miał mniej pieniędzy? Możemy mieć pewność, że ceny stosunkowo szybko zejdą do nowego poziomu równowagi, w tym większość będzie w detalu jedynie kosmetycznie korygowana, ponieważ od ceny uzależniona jest marża a od marży opodatkowanie. Więc wszelkiego rodzaju ruchy cen odwzorowują się potem na dochodach całego łańcucha logistycznego oraz na budżecie państwa. To nie może się nie odbić na naszych pensjach, rentach i emeryturach, chyba że państwo zachowa się mądrze i np. podwyższy emerytury kwotowo i np. wypłaci jednorazowy „podarunek” dla każdego emeryta, rencisty. Wówczas można byłoby pomyśleć o odwróceniu trendu, jednakże do tego daleko.

Równoległym problemem a zarazem mirażem, któremu możemy ulec jest siła pieniądza. Otóż, bowiem realnie mierzy się ją nie tymi cebulami lub jabłkami, jakie można za złotówki kupić, ale ilością Euro i Dolarów. Naszym największym dramatem byłoby nakręcanie się spirali deflacyjnej przy jednoczesnym wzroście wartości walut zagranicznych i złota. Wówczas zwykli ludzie biednieliby dwa razy bardziej.

Realnie, jeżeli ktoś posiada dzisiaj duże oszczędności w złotym powinien – bacznie obserwując rynek – pomyśleć o wymianie, chociaż części posiadanego zasobu na twardą walutę, oczywiście wcześniej konsultując się z ekspertem – doradców finansowych nie brakuje, który będzie w stanie zoptymalizować takie działania i wybrać dla nich odpowiedni moment. W każdym bądź razie dzisiaj jest dobry moment, żeby zdyskontować ewentualne tąpnięcie walutowe po wyborach samorządowych. No, ale jak ktoś ma oszczędności to znaczy, że wie, co robi i umie się nimi zajmować.

Uwaga nie mówimy tutaj o jakimś wielkim tąpnięciu na złotówce, chodzi o zmiany sięgające może 10-15% wartości w średniej perspektywie czasowej, co najmniej dwóch lub trzech kwartałów. Przecież rynki się spodziewają, że mogą mieć powód polityczny do zorganizowania spadków, więc jak zrobią run na spadki, to w taki sposób żeby nie stracić na obligacjach.

Z punktu widzenia finansów publicznych już widać, że niezbędna jest interwencja zupełnie na poważnie zwiększająca ilość pieniądza na rynku – zwłaszcza tam, gdzie jego wydatkowanie może mieć wpływ na praktycznie całą gospodarkę. Potrzebujemy luzowania ilościowego wspierającego rencistów i emerytów oraz może dodatkowo osoby chore na choroby nieuleczalne i rzadkie, (czyli przeważnie rencistów). W tych najsłabszych i najbiedniejszych państwo powinno wpompować odrobinę pieniędzy, – DLATEGO I TYLKO, DLATEGO PONIEWAŻ RADA POLITYKI PIENIĘŻNEJ NIE SPEŁNIA SWOJEJ ROLI UDOWADNIAJĄC, ŻE JEST ZBĘDNA! Jak to jest, bowiem możliwe, że jeszcze nie opuszczono stóp? Dlaczego tego nie zrobiono rok temu jak można było dać gospodarce jeszcze trochę wiatru w żagle? Być może dzięki temu dzisiaj nie myślelibyśmy o deflacji!

Realia są jakie są, czeka nas interesujący okres z punktu widzenia ekonomicznego. Jeżeli rząd nie będzie aktywnie działał, to może się okazać, że ponownie jak w 2008 roku koszty „tąpnięcia” będą amortyzować tylko zwykli ludzie. Jeżeli rząd na to liczy, że rynek sam zadziała – to potem nie ma prawa się dziwić, że stale spada dzietność i wyjechał kolejny milion Polaków do przetykania brytyjskich lub niemieckich kibli!

4 komentarze

  1. Wierny_Czytelnik

    Obawiam się, że będzie dokładnie na odwrót to znaczy bank centralny i ministerstwo pójdą na rękę wierzycielom a nie społeczeństwu.

  2. Poranny Skowronek

    Panie już dawno kto myślący wymienił wszystko ponad jedne swoje miesięczne dochody na Euro – nikt nie będzie ryzykował tego szaleństwa i wypłacał odsetki panom naszego życia!

  3. Ponad 70% polskiego społeczeństwa nie ma żadnych oszczędności, jest zatem szczęśliwa bo nie dotyczy ich problem deflacji, jeżeli już, to są zaniepokojeni inflacją.

    • Dodam jeszcze, że w czasach gdy chodziłam do szkoły istotnym przedmiotem była Logika. Daruję jesienny,złocisty liść klonu, który rośnie przed moją chałupą każdemu, jeżeli udowodni logicznie, że nauka zwana ekonomią stoi ponad logiką, mniemanologia dopuszczalna a nawet wskazana wskazana, byle z humorem.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.