Jest możliwe że globalizacja się zatrzyma – kto pierwszy zamknie drzwi zyska najwięcej?

graf. red.Jest możliwe, że globalizacja się zatrzyma, czy też może raczej zostanie spowolniona przez postępujący izolacjonizm największych państw i systemów gospodarczych świata. Jeżeli Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej, może zapoczątkować proces podziału organizmu gospodarczego z ambicjami politycznymi, który będzie polegał na budowie barier dających kontrolę lokalnym władzom nad procesami, które obecnie zachodziły w szerokości całej Wspólnoty. Jest bardzo prawdopodobne, że nowe restrykcje dotkną głównie prawa do przemieszczania się ludzi, jak również kapitału. Towarów nikt nie będzie powstrzymywał, chyba że szaleństwo izolacji będzie niekontrolowane.

Jeżeli w USA wygra kandydat zapowiadający radykalną zmianę całego szeregu polityk – pan Donald Trump, to może oznaczać, że ten potężny kraj, wszystko co będzie chciał od świata, to akceptowania swojej waluty. Z punktu widzenia ich potęgi dostęp do innych rynków finansowych to kwestia raczej formalna. Problem jest z olbrzymim długiem, który USA mają w znacznej części w Chinach. Jeżeli USA zdecydują się na zmianę polityki wobec Chin, izolując się gospodarczo i konfrontując militarnie, to Chińczycy mogą żądać jego spłaty. Tymczasem nie ma takich aktywów, które Chińczycy mogliby nabyć za posiadane Dolary, żeby nie spowodować szoku na rynku i przetasowania rzeczywistości. Jest duże ryzyko inflacji Dolara, ponieważ to jest najprostszy sposób na spłatę długów – po prostu wydrukowanie więcej zielonych papierków. Dużo taniego Dolara oznacza dla świata, że ten kto pierwszy sprzeda – zarobi najmniej, a ten kto będzie zwlekał ze sprzedażą, może otrzymać pieniądze o zupełnie innej wartości.

Samo nałożenie ceł na wyroby z krajów tanich przez kraje rozwinięte – np. pod pretekstem konieczności zrównoważenia kosztów socjalnych, ekologicznych i innych nie ponoszonych przy produkcji danych dóbr w ich krajowych wytwórniach – spowodowałoby olbrzymi szok dla Azji, albowiem tam już rosną płace. Koszty transportu do Ameryki i Europy w zasadzie są stałe, koncepcja Nowego Jedwabnego Szlaku miała stanowić alternatywę, ale czy się powiedzie, to dopiero zobaczymy. Jeżeli doszłaby do tego prawdziwa taryfa celna na importowane prawie wszystko, to będzie oznaczało pojawienie się bezrobocia i bankructw w takich krajach jak Chiny, gdzie wiele przedsiębiorstw finansowanych na rynku wewnętrznym i spłacających swoje zobowiązania z renty eksportowej, nie będzie stać na rolowanie zadłużenia. W konsekwencji spadnie tempo wzrostu gospodarczego Chin i innych krajów Dalekiej Azji, jak również możliwe są kryzysy, doskonale znane z Europy i USA. To może zrodzić nowe napięcia polityczne w tych państwach, a w szczególności w Chinach.

Z perspektywy średniego kraju europejskiego, który jest przyzwyczajony już do tego, że inni za niego decydują w najpoważniejszych sprawach, możemy stanąć w trudnej sytuacji. Sami eksportujemy bardzo wiele dóbr, które głównie są przetworzone i zawierają importowane komponenty, czy też same w ogóle są licencjonowanymi produktami wielkich globalnych marek. Wbrew pozorom w naszym kraju produkowane jest bardzo dużo dóbr wszelakich w olbrzymich ilościach. Nie zawsze kod kreskowy na opakowaniu to pokazuje, taka jest polityka marketingowa danego przedsiębiorcy. Jednakże kupując pastę do zębów lub ulubione cukierki-drażetki, w świadomości, że oto mamy do czynienia z prawdziwymi wyrobami „niemieckiej” chemii albo niemieckiego przemysłu czekoladowego – używamy produktów spod Poznania lub Torunia, produkowanych w ilości tylu „TIR-ów” dziennie na ile tylko wpłynęło w łańcuchu logistycznym zamówień. Kwestionowanie, czy też sztuczne przerywanie tych powiązań gospodarczych przez nasz kraj, można byłoby porównać do tego, jakby człowiek, sam chciał wyrwać sobie znaczną część żył. Bez marek, marketingu, reklamy, które zapewniają wielkie koncerny – nasze cukierki-drażetki lub proszek do prania, nie zarobiłyby nawet na konserwowanie maszyn na których się je produkuje. Takie są prawa rynku, nie można się na to buntować.

Jednakże to nie oznacza, że nie można pomóc rynkowi wszędzie tam, gdzie to jest możliwe, a selektywnie można bardzo wiele zdziałać ograniczając konkurencję z Azji. W interesie nas wszystkich byłoby przymknięcie drzwi przez Unię Europejską jako całość. Wówczas moglibyśmy wszyscy zyskać na ożywieniu rynku wewnętrznego po tym, jak pojawiłby się niezaspokojony przez Azję popyt na wytwory prac prostych i średnio złożonych. Oczywiście siłą rzeczy słabo płatnych, jednakże lepsza jest jakakolwiek praca pozwalająca na egzystencję, niż beznadziejna wegetacja na socjalu – bez jakiejkolwiek pozytywnej i liczącej się rynkowo aktywności. Dotyczy to w szczególności państw żyjących z podatków pośrednich.

Żyjemy w czasach w których wielka polityka może bardzo łatwo oddziaływać na wielką gospodarkę i wzajemnie. Przykład mieliśmy w 2008 roku, nie pierwszy i nie ostatni. Podobnie w zeszłym roku doszło do zbicia globalnych cen ropy naftowej, żeby zaatakować gospodarczo Federację Rosyjską. Trzeba być elastycznym, żeby być przygotowanym na zawirowania przyszłości.

3 komentarze do “Jest możliwe że globalizacja się zatrzyma – kto pierwszy zamknie drzwi zyska najwięcej?

  • 13 kwietnia 2016 o 05:45
    Permalink

    Niesłychanie przewrotne myślenie, chciałbym żeby w naszym rządzie byli zdolni to chociaż zrozumieć

    Odpowiedz
  • 13 kwietnia 2016 o 07:30
    Permalink

    Joachimie,z tym zrozumieniem będzie trudno ,styro matołki!

    Odpowiedz
  • 13 kwietnia 2016 o 15:41
    Permalink

    Inspirujący tekst.

    Gratulacje dla Autora.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.