Religia i państwo

Możliwe prowokacje podczas Światowych Dni Młodzieży czyli inno-kulturowi kaznodzieje?

 Spośród wielu licznych zagrożeń związanych z różnymi potencjalnie możliwymi zdarzeniami, które mogą zaistnieć podczas Światowych Dni Młodzieży a z istoty swojej natury nie będą pożądane przez organizatorów – szczególnie istotne są zagrożenia miękkie. To znaczy takie, które organizatorzy ze względu na ich legalny, a wręcz poprawny politycznie charakter będą zmuszeni tolerować, ale których wymiar i wymowa, może uderzać nie tylko w samą istotę spotkania, ale przede wszystkim, które mogą stanowić istotną prowokację o charakterze religijno-kulturowym, a w konsekwencji przyczynić się do zakłócenia przebiegu wydarzeń głównych.

Istotnym potencjalnie zagrożeniem – jest zamierzone uderzenie PR-wowo – marketingowe, które mogą przygotować inno-kulturowi kaznodzieje, w celu zwrócenia na siebie uwagi, przy okazji imprezy głównej. Chodzi o to, że inno-kulturowi kaznodzieje, mogą w taki sposób postępować, wykorzystując swobodę działalności religijnej w Polsce, jak i swobodę słowa i wypowiadania się, że w wyniku ich zabiegów – uwaga mediów będzie skierowana na nich, a przez to wykreują się, jako alternatywny byt opozycyjny do wydarzeń głównego nurtu. W tym samym nie byłoby nic złego, ale nie można przewidzieć, jak może się skończyć tego typu manifestacja, w przypadku, dyby doszło do reakcji tłumów. Przecież istota przekazu inno-kulturowego, co najmniej w przypadku jednej religii, to negacja podstawowych prawd wiary chrześcijańskiej. Chodzi, zatem o to, że tego nauczania nie da się pogodzić w jednym miejscu i jednym czasie, zwłaszcza przedstawianego, jako alternatywne, ponieważ może dojść do wydarzeń niemożliwych do kontrolowania, na których – wiadomo, kto by zyskał, jako pokrzywdzony, tego mechanizmu nie trzeba tłumaczyć. Prawa marketingu politycznego i zaawansowanego publicznego PR są takie same dla wszystkich.

W organizacji tego typu wydarzeń chodzi o uniknięcie wszelkiego typu zadrażnień i jakichkolwiek stanów nieustalonych. Nie można pozwolić na to, żeby ktokolwiek wykreował incydent, w wyniku, którego będzie uchodzić za męczennika, a przy tym komukolwiek stanie się krzywda. Chodzi przecież o bezpieczeństwo setek tysięcy ludzi i to w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Z powyższych względów, przepisy przejściowe dotyczące miejscowości, a nawet województwa gdzie będą organizowane główne wydarzenia, powinny – wykluczać prawo kogokolwiek do jakichkolwiek zgromadzeń publicznych, poza oczywiście wydarzeniami głównymi w okresie, co najmniej na tydzień przed ich rozpoczęciem i co najmniej na tydzień po ich zakończeniu, oczywiście z wyjątkiem wydarzeń zwyczajowych, odpowiednio wcześniej zgłoszonych stosownym władzom i przeprowadzanym na ich specjalne pozwolenie, w którym będzie jednoznacznie stwierdzone, że dane wydarzenie nie narusza tego specjalnego rozporządzenia. Co więcej można iść dalej i zakazać jakichkolwiek zgromadzeń – poza wydarzeniami osobistymi w domach prywatnych lub miejscach profesjonalnie wynajmujących lokale zamknięte – właśnie w lokalach zamkniętych o charakterze publicznym. Czyli można zakazać spotkań, na które nawet w lokalu zamkniętym może wejść, kto chce. Co oczywiście nie powinno dotyczyć podmiotów gospodarczych w zakresie działania ich organów statutowych, organizacji pozarządowych itd. Katalog wyłączeń można odpowiednio poszerzyć, tak żeby mieściło się tam w zasadzie każde wydarzenie, nie mające charaktery eventu, czegokolwiek organizowanego ad hoc. Na kilka dni – nie ma powodów, żeby takiego zakazu nie wprowadzić, ponieważ to jest jedyny sposób na to, że udałoby się uniknąć zmyślnych prowokacji.

Dodatkowo, jako trzeci poziom zabezpieczeń należałoby wprowadzić strefy zakazane dla jakichkolwiek zgromadzeń publicznych np. na krakowskim Rynku, Błoniach, czy też w rejonie samego wydarzenia koło Bazyliki Miłosierdzia Bożego na tzw. Białych Morzach. Chodzi o to, żeby wykluczyć bezpośrednie zetknięcie się protestujących przeciwko Światowym Dniom Młodzieży z pielgrzymami. Ponieważ służby porządkowe mogą nie być w stanie zapewnić bezpieczeństwa – mówimy o setkach tysięcy, być może o milionach ludzi. To jest okoliczność wyższa, uzasadniająca wymuszenie spokoju i wykluczenie nawet szansy na prowokacje.

Żeby nikt nie zarzucił władzom, że kneblują wolność słowa lub zakazują zgromadzeń – należałoby w określonym i odpowiednio zabezpieczonym miejscu w mieście wydarzeń – zagwarantować prawo do dowolnych protestów, które akurat musiałyby być przeprowadzone w konkretnych dniach. Jednak nie może być mowy o pozwoleniu na styczność z pielgrzymami, po prostu bezpieczeństwo jest najważniejsze.

Bez stosownych zabezpieczeń narażamy się na różne wykorzystywanie polskiego prawa przez różne strony, chcące sobie nawzajem dokuczyć. Wystarczy bowiem, żeby dwóch uczestników tego samego zdarzenia – tj. manifestacji i kontrmanifestacji złożyli na siebie doniesienia z tytułu rzekomego naruszenia uczuć religijnych – już mamy nie tylko skandal, ale sporo niepotrzebnych emocji, lansowanych głównie z nadzieją na pojawienie się w telewizji. Jakiekolwiek poważniejsze zajścia to w ogóle trudno sobie wyobrazić, to byłby dramat o poważnych konsekwencjach. W interesie państwa jest wprowadzenie tymczasowych i limitowanych terytorialnie ograniczeń, tak żeby służby mogły działać skutecznie, szybko i w sposób niezakłócony. Proszę pamiętać – panika tłumu milionowego jest nie do opanowania, to jest po prostu niemożliwe. Bezpieczeństwo ludzi w tym przypadku uzasadnia wszelkie konieczne działania na rzecz potrzeby ograniczenia praw obywatelskich.

4 komentarze

  1. Wszystko jest możliwe.

    Możliwa jest też nadgorliwość służb porządkowych oraz brak tłumaczy z np. portugalskiego.

    Całość popsuje na lata interesy w krakowskim przemyśle turystycznym.

    Może ale nie musi.

    Byłaby szkoda dla Krakowa i Polski na lata.

  2. Joachim Brudziński

    Bardzo, ale to naprawdę bardzo ważna sprawa. Terroryści mogą w ten sposób się ukrywać w tłumie i informować swoich wspólników o tym gdzie i jak zaatakować np. za pomocą noża lub rozpylania gazu. Panika pewna, a jak będzie panika – wszystko pójdzie w rozp….u

  3. Myślę, że Kościół w Polsce ma tak dużo funkcjonariuszy swoich wsparty jeszcze państwowymi służbami i zaangażowanymi woluntariuszami winien dać radę. Trzeba się modlić a Pan Bóg z Duchem Świętym winien wysłuchać, przecież to jest sprawa nie tylko wierzących ale całego narodu, przecież nie jesteśmy barbarzęńcami. Nieprawdaż.

    • krolowa bona

      @Mykola
      My oczywiscie nie jestesmy barbarzyncami ale barbarzyncy nimi sa , nieprawdaz ¿
      To tak , jak w tej anegdocie:
      “No i co Pan zamierza w tej sytuacji robic ?
      Chce zostac hodowca krolikow !
      Alez Pan nie ma pojecia o rozmnazaniu sie krolikow !
      No ja nie, ale kroliki maja ( pojecie o rozmnazaniu ….)

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.