Paradygmat rozwoju

Nie możemy po prostu wypiąć się wetem na Unię Europejską

 Nie możemy po prostu wypiąć się na Unię Europejską w kwestiach klimatyczno-energetycznych. Jeżeli rząd w Polsce zamierza przedstawić weto odnośnie celów klimatycznych sprowadzających się do ograniczenia emisji szkodliwych substancji, to powinien najpierw postarać się to szeroko i głęboko uzasadnić, nieco szerszym interesem niż spadek konkurencyjności naszej przestrzeni gospodarczej przez drożejący prąd.

Weto będzie oznaczać, że nie rozumiemy, czym jest Europa i na czym ona polega, naprawdę chociaż to się może wydawać przerażające, ale Unia Europejska nie jest tylko i wyłącznie unią transferową. Unia daje, ale na szczęście Unia także wymaga. Kwestie klimatyczne nie są podejmowane przez Unię dlatego, ponieważ Francuzi i Niemcy uparli się, żeby w Polsce podrożał prąd! To będzie nieunikniony skutek naszego zacofania i braku reform – w tym także rządu, którego kontynuatorką jest pani premier Kopacz. To nie jest wina Europy, że idzie do przodu, że się rozwija i że może stawać się bardziej konkurencyjna dzięki postępowi technicznemu w zakresie energetyki. Naprawdę dzisiaj spalanie węgla kamiennego w celach energetycznych TO MARNOWANIE DROGOCENNEGO SUROWCA!

To też nie jest tak, że nasze ewentualne weto będzie dla nas zupełnie obojętne i nie będzie wywierało negatywnych skutków. Po prostu przyznajemy wszystkim mówiąc wprost, że jesteśmy zacofani i biedni i musimy wetować postępowe europejskie pomysły – czy to jest polityka, jakiej pragniemy? Może czas zacząć zadawać niewygodne pytania – NA, CO POSZŁY UNIJNE PIENIĄDZE? I JESZCZE MNIEJ WYGODNE – JAK SĄ ZAPLANOWANE KOLEJNE? Dlaczego rząd w pełni świadomy kłopotów i trudności w energetyce rodem z końca XIX wieku – nie przeprowadził stosownych rozmów z Unią, żeby skoncentrować wysiłki inwestycyjne właśnie na tej branży – najbardziej kosztownej, gdzie bariera wejścia w jakąkolwiek inwestycję na serio to kilka miliardów złotych? Proszę się przygotować na to, że coraz więcej naszych europejskich przyjaciół może zacząć tego typu pytania publicznie zadawać, oni naprawdę na zachodzie mają wolną prasę i doskonale wiedzą co w Polsce się dzieje, tzn., na co wydajemy ICH pieniądze.

Mieliśmy olbrzymią szansę na modernizowanie kraju, na rzeczywisty skok jakościowy – poważne cywilizacyjne pójście do przodu. Tymczasem pieniądze zostały wydane na inwestycje w rodzaju – podświetlenie kościołów na wsiach lub parady mniejszości obyczajowych! Czy ktoś ma odwagę powiedzieć społeczeństwu, że się nie udało i nie ma efektów – nie ma wartości dodanej, nie ma synergii – nie ma postępu? Szkoda słów!

Zanim dojdzie do weta będziemy mieli szanse rozmawiać z naszymi europejskimi przyjaciółki w taki sposób, żeby spróbować coś wynegocjować. Może pójście w kierunku jakiegoś „koszyczka” wsparcia byłoby najrozsądniejsze? To znaczy chodzi o skonstruowanie takiego pakietu pomocy, żebyśmy z jednej strony otrzymali nieco więcej czasu, z drugiej płacili nieco mniejsze kary, a równolegle otrzymali wsparcie w zakresie energetyki odnawialnej i jądrowej? Z pewnością nie da się wyeliminować węgla w 100% to bez gigantycznych nakładów na np. sześć dużych elektrowni jądrowych po sześć dużych francuskich reaktorów w każdej – nie jest możliwe. Niestety nie mamy wolnych 400 mld złotych, bo mniej więcej tyle by to kosztowało na dzień dobry plus koszty dodatkowe. Jednakże z pewnością w dobie luzowania ilościowego pieniądza, którego koszt jest ekstremalnie tani – można pomyśleć o takim skredytowaniu potrzeb naszej gospodarki, żeby z czasem zejść np. do poziomu eliminacji 50% źródeł węglowych.

Jest w tym jeszcze jeden problem, o którym się nie mówi, albowiem energetyką jądrową można się zachwycać, co na pewno spodoba się w Paryżu, jednakże w Berlinie wywoła znaki zapytania. Poza tym jest jeszcze problem uzależnienia się od źródeł energii. Z węglem jest to o tyle proste, że dzwoni się do pewnej dużej spółki jednej lub drugiej i tydzień później pod elektrownią ląduje kilka pociągów z węglem. Nie ma z dostawami żadnego problemu, zarówno z kraju jak i importu. W przypadku paliwa jądrowego – problem jest z jego pozyskaniem, ale na tym niestety „zabawa” się nie kończy, albowiem składowanie odpadów bardzo dużo kosztuje.

Być może w naszym interesie jest pójście w stronę energetyki opartej na „mixie” wielogałęziowym tj. węgiel, jaki mamy, atom – bo jest potrzebny, obniża efektywnie koszty, do tego energia odnawialna w pełnym zakresie technologii. Mniej więcej takie są zresztą plany rządu, tylko nie da się zrozumieć, dlaczego od lat się o tym mówi, ale nadal się nic, albo niewiele dzieje w tej sprawie. Najlepszym przykładem jest po prostu horror związany z rynkiem energetyki wiatrowej. Chyba najlepiej, żeby państwo w ogóle w ten rynek nie ingerowało.

Wnioski – nie możemy po prostu wypiąć się na Unię Europejską, cele klimatyczne unii są także naszymi celami i w naszym długofalowym interesie jest pełne poparcie dla działań Unii Europejskiej w tym kierunku, ponieważ wymuszają one po pierwsze ochronę środowiska, – co jest priorytetem, a po drugie – modernizują gospodarkę. Zawsze o wiele lepiej jest negocjować i szukać konsensusu niż czekać, aż państwa zachodu wystawią nam rachunek za nasze weto. Rdzeniem naszej racji stanu jest to, żeby Polska nigdy i pod żadnymi względami nie pozostała hamulcowym pozytywnych przemian w Unii!

4 komentarze

  1. Po pierwsze, proszę nie kłamać. Polityka klimatyczna nie ogranicza emisji szkodliwych substancji. Ona ma ograniczać emisję CO2, którego szkodliwość jest co najmniej dyskusyjna, a wielkość emisji przez człowieka tak znikoma, że nie ma znaczenia dla zjawisk klimatycznych.

    Ta polityka jest po to, żeby wymusić na biednych państwach zakup w państwach bogatych urządzeń drogich, a kompletnie niepotrzebnych.

    Ponadto, dopóki do porozumień nie przystąpią USA, Chiny, Rosja, Indie i inni duzi emitenci CO2, UE nie powinna narzucać sobie żadnych ograniczeń, bo w efekcie tamte państwa stają się bardziej konkurencyjne kosztem UE.

    Dlatego weto Polski jest niezbędne, aby ostudzić rozpalone głowy w Europie.

    • Być może polskie weto pobudzi Europejczyków do konstatacji faktów. Bowiem obciążenie środowiska naturalnego dwutlenkiem węgla wcale nie zależy od poziomu jego emisji. To obciążenie jest zależne od jego wypadkowego stężenia w atmosferze. To zaś jest zależne od stanu zastanego oraz wypadkowej procesów emisji i sorpcji krążącego w środowisku CO2. Najefektywniejszymi absorberami atmosferycznego CO2 są rośliny. Otóż roślina , dla zbudowania 1 kg swojej suchej masy potrzebuje aż 1,45 kg dwutlenku węgla. O ile w przypadku roślin o jednorocznym cyklu rozwojowym dwutlenek jest gromadzony na krótki okres czasu , to w przypadku drzew zgromadzenie następuje na dziesiątki a nawet setki lat. następuje pod warunkiem, że te drzewa pozostaną żywe w lesie, albo zostaną przetworzone na budynki czy ich trwałe wyposażenie. Akurat my Polacy mamy najcięższe grzechy , nie tyle w emisji CO2 z węgla spalanego w celach energetycznych, co w bezmyślnym karczowaniu zasobów leśnych i zadrzewień poza leśnych. Nie potrafimy przy tym pozyskanego drewna wykorzystać do wytworzenia wyrobów o długim okresie użytkowania. Produkujemy z niego (bezmyślnie i nieefektywnie) energię elektryczną, papier (którego nie potrafimy poddać recyklingowi) i np palety o cyklu użytkowania wynoszącym kilka tygodni, albo kiepskie meble o cyklu kilkuletnim. Na tym więc powinniśmy oprzeć swoją strategię negocjacyjną. Owszem będziemy spalać węgiel, ale będziemy też zadrzewiać swój kraj . A powstałe drewno będziemy traktować jak cenny surowiec.

      • jeżeli Niemiec zużywa dwa razy więcej prądu niż Polak, to kto powinien oszczędzać?!?
        czy ktoś widział, jak oni gotują? Najpierw na przykład mięso zawijają w plastykową folię i gotują pół godziny, potem to mięso odpakowują i podsmażają na patelni na rumiano, a następnie to samo mięso wsadzają do piekarnika na 3 godziny !!! by doszło w temp. 50-65 stopni.
        U nas mięso – o ile kogoś stać – rzuca się na patelnię i przysmaża, ewentualnie poddusza godzinkę i nie zawraca głowy zawijaniem w folie i pieczeniem w piekarniku w temperaturze, jaką ma człowiek z gorączką pod pachą.
        To nie Niemcy mają nam dyktować, gdzie jeszcze mamy my, Polacy oszczędzać. To Niemcy powinni sie ograniczyć, bo niszczą naszą platetę Ziemię.

  2. @ nana, dodam swoje do komentarza, chodzi mi o zużycie energii w UE w to wchodzi również produkcja śmieci. Najwięcej śmieci w UE na mieszkańca produkuje Dania, Luksemburg a na trzecim miejscu są Niemcy. Podobnie jest z korzystaniem z wody, tu nie mam danych i wolę się nie wypisywać. Ciekawe są do czytania komentarze “nany”, przynajmniej w moim przypadku.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.