Paradygmat rozwoju

Czy możemy podnieść efektywność gospodarki przy wzroście cen energii i pracy?

 Problemem systemowym dla gospodarek poprzemysłowego zachodu jest poszukiwanie nowych sposobów generowania efektywności gospodarki, w warunkach wzrostu cen energii i pracy.

Najprostszą strategią działania w systemie wzrostu cen energii i pracy jest ograniczanie ich udziału w wartości składającej się na wartość dóbr czy też usług finalnych. Wiąże się to z ciągłym doskonaleniem technologii, w kierunku takich rozwiązań które będą na każdym etapie nieco mniej energochłonne ewentualnie takie projektowanie procesów technologicznych, żeby w jednej jednostce energii wykonać więcej niż jedną podziałkę składowych dotychczasowych procesów. Drugim sposobem jest ograniczanie ilości zatrudnianych ludzi, ewentualnie zatrudnianie ludzi o niższych oczekiwaniach płacowych, z mniejszymi kwalifikacjami, dzięki rozwiniętej stronie technologicznej i odpowiedniej logistyce realizowanych procesów.

Z takiego rozumowania funkcjonującego powszechnie w korporacjach od mniej więcej końca lat 80-tych wynikł pewien problem systemowy, który uwidocznił najwyraźniej tak ceniony przez wszystkich outsourcing. Niestety jak księgowi wzięli się za zarządzanie firmami poprzez wzrost ich wartości dla akcjonariuszy – skończyła się era planowania strategicznego opartego o klasycznie rozumiane składowe planistyczne gospodarki. Globalizacja wprowadziła element konkurencji zagranicznej (poza systemowej), czy też może lepiej powiedzieć – rozciągnęła dotychczasowe systemy gospodarek narodowych, ewentualnie stref regionalnych w jedną wielką wspólną sieć powiązań. Niestety globalizacja nie wymyśliła nic takiego, czym można zapewnić zachowanie standardu życia w gospodarkach podlegających transformacji do nowego – kształtującego się paradygmatu gospodarki opartej na wiedzy „przyszłości”.

Nasz aktualny problem polega na tym, że niestety gospodarki ciągle poprawiające swoją efektywność – eliminują ludzi, którzy nie są w stanie nadążyć za zmianami, ewentualnie popełniają własne lub wymuszane przez system błędy. Stąd mamy olbrzymie bezrobocie wśród młodych na południu Europy, jak również i w Polsce, jednakże nasi bezrobotni przeważnie nie mają rodziców na ustawionych fotelach i musieli ulec „niewidzialnej pięści rynku”.

W naszym przypadku dochodzi jeszcze problem starzenia się społeczeństwa oraz skutki masowej emigracji. Wytworzyła się olbrzymia przestrzeń zupełnej niewiadomej co do przyszłości, w której zaczyna królować nihilizm. Niewielu upatruje ostatniej szansy pod hasłem wzrostu wydajności dzięki poprawie metod zarządzania, statusu pracownika i przede wszystkim zwiększeniu procentowego udziału partycypacji pracowników w zyskach z ich pracy. W zamian za to powtarzane jest hasło reindustrializacji Europy, w istocie słuszne i jak najbardziej poprawne, jednakże oznaczające w praktyce doskonalenie istniejących i rozbudowę fabryk w dominujących krajach przemysłowych. Nikt rozsądny nie będzie budował przemysłu od zera w miejscach bez tradycji przemysłowej przy obowiązujących w Unii przepisach ochrony środowiska to nie tylko droga przez mękę, ale wręcz budowa „katedr na pustyni”. W ramach symbolizowania potęgi państwa można sobie pozwolić na mały interwencjonizm, ale na użytek publiczności nie takie błędy się już popełniało.

Być może tylko poprzez zwiększenie płac osób już zatrudnionych mielibyśmy szansę na zwieszenie efektywności całej gospodarki – jako swoistą ucieczkę do przodu. Większy popyt wymusi zwiększenie podaży, a co pociągnie za sobą rozwój i tak potrzebne miejsca pracy.

Efektywną alternatywą w wymiarze całego systemu jest już chyba tylko degrowth, ponieważ wszelkie działania rewitalizujące gospodarkę nie wytrzymują próby globalizacji i to nawet w tak potężnej Unii Europejskiej. Wszystko się rozbija o cenę i strumień dostępu do nośników energii w czasie. Chodzi o potencjał realny, a nie wyimaginowany. Bo w gospodarce liczy się tu i teras, pewność dostępu do surowców i rynków zbytu.

Przyszłość może być bardzo ciekawa pod tym względem, bo widać kilka wyraźnych trendów np. Niemcy mający mistrzowską organizację pracy – zdecydowali się na zieloną energię, skończyło się tak że państwo niemieckie dotuje energię dla koncernów, produkcja prądu z węgla brunatnego rośnie. My jesteśmy tylko gospodarką nadążną, więc prędzej czy później będziemy musieli się systemowo dostosować do otoczenia, co do tego proszę nie mieć żadnych wątpliwości.

4 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    W globalnej gospodarce powinniśmy płacić globalne podatki.
    Jest dysonans pomiędzy międzynarodowym zarabianiem pieniędzy i ich narodowym wydawaniem.
    To nie są spójne systemy i słabe państwa tego nie kontrolują.
    Raczej są kontrolowane.
    Więc po co jeszcze utrzymywać fikcję państw i narodów?

  2. no i znowu widac jakimi jestesmy niewolnikami systemu europejskiego. “Hura, na Rosje, zeby miec tani gaz” i dalej sie klaniac UE i USA.

  3. Nie mamy żadnej polityki, nawet tak zachwalany Piechociński jest nieskuteczny

  4. @Sta – zatem nalezy głosować na PSL, żeby przejęło władze.
    Wtedy Pan Piechociński okaże się bardziej skuteczny.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.