Może jednak inflacja?

Deflacyjny strach przesłania oczy analityków gospodarczych, powodując, że różne metody luzowania ilościowego dokonywane przez banki centralne są akceptowane przez rynki oraz przemilczane przez autorytety. W zasadzie nie można już mówić o autorytetach, albowiem nie ma nauki ekonomii w ogóle, natomiast finanse okazały się po prostu wysoce zaawansowaną i opartą na matematyce i psychologii – grą. Mamy świat, który masowo pompuje do gospodarek pieniądze – bojąc się kryzysu, jaki nastąpił w okresie międzywojennym. Nie ma, zatem lepszego dowodu na systemową słabość współczesnego systemu kapitalistycznego niż bankructwo idei – szaleństwa wolnego rynku.

Rządy ze strachu przed deflacją – robią, co mogą, żeby pobudzić gospodarkę. Odpowiedzią rynku na działania rządów jest – gromadzenie pieniądza, co jest niebezpieczne do tego stopnia, że potencjał się akumuluje, ale się nie uruchamia. Nigdy największe korporacje świata nie miały tyle gotówki, co dzisiaj! Chiny nagromadziły tak olbrzymie rezerwy walutowe, że mogą zachwiać wartością Dolara i to raczej na trwałe! Banki zrobią wszystko, żeby tylko nie udzielić kredytu – nawet zwykłemu człowiekowi – kolejne obostrzenia powodują, że dostęp do cudzego pieniądza oparty na zaufaniu i weryfikowany poprzez statystykę, (że większość uczciwych oddaje) oraz jakimś tam zabezpieczeniu w razie niepowodzenia – jest w praktyce niemożliwy. Przynajmniej w takim zakresie, w jakim gospodarka był przygotowana dotychczas. W efekcie banki pokiereszowane po początkowej fali kryzysowego tsunami – gromadzą kapitał – ile się da, żeby tylko mieć lepsze bilanse i obniżyć swoje lewarowanie do bezpiecznego poziomu dla już posiadanego zaangażowania. Jednym bezpiecznym pożyczkodawcą jawią się rządy i częściowo samorządy, – jeżeli jeszcze nie przekroczyły progów.

Zwykli ludzie – natomiast nie mają pieniędzy, albowiem on nie krąży w gospodarce, on czeka na okazję do zarobienia – czegokolwiek! W efekcie gospodarka się kurczy i ludzie mają do dyspozycji coraz mniejszą ilość dochodu rozporządzalnego. Powoduje to zmniejszenie się ilości możliwych opcji inwestycyjnych w czasie – jak to widać w perspektywie średniookresowej wszystko siada. Jednakże nadmiarowy pieniądz – przecież poluzowano biliony! I to w tzw. twardej walucie – jest – on nie zniknął, w każdej chwili najwięksi gracze mogą uruchomić fundusze nieosiągalne, dla co najmniej 60% krajów świata. Obecnie na rynku nie jest problemem znalezienie 10-20 mld Dolarów, problemem jest zagwarantowanie bezpiecznego ich zainwestowania – gwarantującego zwrot. Nie są rozwiązaniem inwestycje publiczne, ponieważ nie bardzo jest, w co inwestować na zachodzie – tą infrastrukturę, którą mają w pełni im wystarcza, a nadmiarowej już nie mieliby, z czego utrzymać. No chyba, że jakiś kraj potrzebuje zbudować elektrownie atomowe!

Istnieje poważne ryzyko, że z gospodarki balansującej na pograniczu deflacji – nagle – po uwolnieniu mas pieniądza – staniemy przed obliczem wściekłego demona inflacji. Byłoby to zjawisko niespotykane dotychczas w historii gospodarczej świata – wielka, ale cicha deflacja a zaraz po niej potworna inflacja, – której już się nie będzie dało ukryć. Wystarczy do tego jedynie uruchomić lawinę i to się samo spełni – albowiem ten, kto pierwszy skorzysta na rozkręcaniu gospodarki – ten nie straci, jako ostatni. Stąd też może dojść nawet do zachowań panicznych. Co gorsza – rządy mogą po cichu liczyć na ten scenariusz i go w jakiejś mierze wspierać, albowiem nic nie jest ich większym sojusznikiem w walce z zadłużeniem publicznym niż inflacja. Dla zwykłych ludzi oznaczałoby to jakiś stopień degradacji ekonomicznej, albowiem inflacja to zawsze wzrost cen – albo znikanie dóbr i ich reglamentacja za pomocą równoległych do pieniądza systemów reglamentacji.

My z naszą względnie dużą złotówką mamy ten problem, że na pewno staniemy na celowniku ataku spekulantów, w tym wielu naprawdę poważnych graczy – dysponujących wolnymi kapitałami porównywalnymi z zasobami rezerw naszego kraju. Możemy zostać w ogóle zmieceni i wdeptani w ziemię, płacąc straszną cenę ponownej pauperyzacji społeczeństwa za brak Euro. Ewentualnie przy dobrej strategii – możemy wygrać i bardzo, naprawdę dużo zyskać – w kontekście stania się bezpieczną przystanią dla poważnych i szanujących nas i swoje pieniądze inwestorów.

Trzeba mieć jednak świadomość, że jeżeli w strefie Euro pojawiłaby się inflacja – to automatycznie musi się ona pojawić i u nas, aczkolwiek wraz ze wzrostem zamówień i inwestycji mógłby jej towarzyszyć napędzany inflacyjnie wzrost gospodarczy.

4 thoughts on “Może jednak inflacja?

  • 24 marca 2013 o 09:52
    Permalink

    Oba diabły są złe.
    Deflacja – hamuje rozwój i zmniejsza zatrudnienie, ale stabilizuje finanse i łatwiej nad nią zapanować. Po prostu łatwiej się steruje WOLNYMI PRZEPŁYWAMI zasobów pracy i pieniądza, chociaż cierpią na spowolnieniu miliony.
    Inflacja tylko z pozoru rozkręca gospodarkę.
    W galopadzie cen i zarobków wszyscy tracimy.
    Najwięcej zwykły konsument i pracobiorca.
    Prz jakichś kataklizmach, o które dziś nietrudno – inflacja może wymknąć się spod kontroli.
    A to już przerabialiśmy.
    Chociaż lekka , 2-3 procentowa inflacja jest dopuszczalna, zwłaszcza że da się nad nią zapanować, o ile Państwo panuje nad sektorem finansowym.
    U nas nie panuje, więc jest jak jest.

    Odpowiedz
    • 25 marca 2013 o 13:04
      Permalink

      Oba dyjabły złe. Ale deflacja mniej niebezpieczna. Fakt.
      I wszystko dałoby się spokojnie przeżyć gdyby rządzący z Minfinem na czele zabrali się za robotę. REFORMY!!!
      Uproszczenia ustaw podatkowych, deregulacje gospodarki.
      Porządnie opracowane gwarancje kredytowe dla przedsiębiorców a nie dla banków. Bo dziś systemy pompują kasę w banki a nie w gospodarkę. A banki…jak to banki…jak tylko mogą coś spieprzyć to spieprzą.

      Parafrazując stary okrzyk:
      ROSTOWSKI MUSI ODEJŚĆ.

      PS. Nigdzie nie napisałem, że podatki należy obniżyć.
      Przydałoby się… Ale ważniejszym są uproszczenia.

      Odpowiedz
  • 25 marca 2013 o 20:31
    Permalink

    Może warto skorzystać z zachowań Islandii a wówczas finansjera czyli wielcy tego świata stają się mniej ważni, wręcz bezsilni.

    Odpowiedz
  • 22 kwietnia 2013 o 22:49
    Permalink

    Uważam, że inflacja jest gorsza od deflacji. W Japonii już drugą dekadę trwa deflacja, ale czy ludziom tam żyje się gorzej? Szczerzę wątpię. Tzw. Rozwój natomiast to sztuczny twór wykreowany bardziej przez zwiększenie podaży waluty, co przejawia się inflacją, niż faktyczny wzrost. W Polsce prawdziwa inflacja wynosi 13% i nie mowy o czymś takim jak wzrost gospodarczy – to tylko propaganda. Gdyby ktos kiedys myślał o tym to sugeruję przemyślenia na ten temat.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.