Mowy nie ma o żadnym referendum w sprawie Euro!

Polska wraz z podpisaniem traktatu akcesyjnego wyraziła zgodę na przyjęcie wspólnej waluty Unii Europejskiej – Euro. Niestety nie określono perspektywy czasowej, w jakiej powinniśmy to zrobić, dlatego nasi politycy mają szansę sprawę zepsuć, a dokładniej zepsuć opinię na temat naszego kraju. Jakiekolwiek majstrowanie przy kwestii przyjęcia Euro, – jakie stopniowo się ujawnia w wypowiedziach różnych genialnych scenarzystów politycznych to tylko i wyłącznie szkodzenie Polsce i bicie w pusty polityczny bęben. Od wspólnej waluty nie ma odstępstwa – to jest kwestia czasu, zanim będziemy gotowi, jak również podstawowa sprawa dla naszej racji stanu, albowiem widać jak bardzo jest to ważna kwestia zarówno w wymiarze politycznym i ekonomicznym, w zasadzie te sfery są równorzędne.

Najważniejszym argumentem przeciwników szybszego przyjęcia wspólnej waluty jest twierdzenie, że wahania kursowe złotówki amortyzują nas przed kryzysem – zapewniając zwiększenie efektywności ogólnej na skutek spadku ceny złotówki. Niestety rzadko się mówi o tym, że to działa także w drugą stronę, albowiem więcej płacimy za dobra importowane, w tym także komponenty, które są później reeksportowane. Stąd też, wszelkiego rodzaju korzyści z osłabienia złotówki są z zasady tymczasowe i funkcjonują najwyżej – średniookresowo. Na dłuższą metę spadek wartości złotówki oznacza i zawsze będzie oznaczał zubożenie społeczeństwa.

Stabilność walutowa jest wartością samą w sobie, albowiem umożliwia społeczeństwu i posiadaczom kapitału działanie w oparciu o stabilną i przewidywalną bazę, bez istnienia, której nie może być mowy o tworzeniu realnej gospodarki rynkowej, w której liczą się takie cechy jak efektywność, wydajność, roztropność i oszczędność. Możemy cieszyć się, że złotówka zamortyzowała nas przed szokiem kryzysowym, jednakże oznacza to także, że o ileś procent staliśmy się ubożsi – przy wolnym kursie walutowym i płytkości naszego rynku walutowego – kilkaset milionów Euro rzucone na rynek może doprowadzić do poważniejszego wahnięcia – warto mieć to na uwadze, gdy zastanawiamy się nad tym, komu w zasadzie zależy na utrzymywaniu złotówki.

Jeżeli argumenty ekonomiczne nie przekonują zainteresowanych, powinny przemówić argumenty polityczne. Po prostu bez Euro będziemy krajem drugiej kategorii w Unii Europejskiej, niedopuszczanym do kluczowych decyzji politycznych, rzutujących także na kwestie gospodarcze, albowiem staniemy z naszymi problemami i roszczeniami – wobec jednolitego stanowiska państw grupy Euro, z którym po prostu trudno jest się nie zgodzić, będąc małym – uzależnionym gospodarczo od tej strefy krajem.

Wprowadzenie Euro przyniesie nam liczne korzyści prestiżowe i umożliwi naszym politykom grę w pierwszej unijnej lidze a nie wyrażanie aspiracji do zajęcia w niej miejsca jak przyjmiemy Euro. To nie jest nawet kwestia wspólnej waluty, ale kwestia decyzji, czy się decydujemy na poważne zmiany i przebudowę naszego wspólnego domu, czy też chcemy być w środku – stojąc zarazem trochę z boku.

Powstaje jednak pytanie, – czego się wahamy? Przecież cały nasz dzisiejszy dobrobyt zawdzięczamy Unii Europejskiej i jest to dla nas najważniejsza sprawa w sensie problematyki państwowej, nie ma nic ważniejszego niż trwanie przy Unii i to jak najmocniejszej. Musi to oznaczać akceptację dla budowy zacieśnionej federacji – nawet kosztem utraty znamion niepodległości – w postaci konieczności utrzymywania ambasad. To wszystko to banały i fasada, – bo albo się na coś decydujemy i wchodzimy w to, czyniąc wszystko, co się da dla utrwalenia nowego porządku i mocnego zakotwiczenia nas w nim, albo możemy się wahać, jednakże trzeba uważać, żeby wahadło historii nie zrzuciło nas znowu do politycznego niebytu.

W zasadzie obecne nastawienie polskiej sceny politycznej do kwestii Euro i związanej z nią pogłębionej integracji europejskiej można określić jak zachwycanie się nad jeżem w parku – to takie ładne zwierzątko, bardzo zwinne, sympatyczne, wyciąga do przodu ryjek – no, ale wiadomo, że nie wolno go pogłaskać. Z jednej strony – w sferze publicznej pokutują argumenty, których autorem jest prawdopodobnie lobby finansistów zarabiających na handlu walutą, że złotówka nas amortyzuje. Z drugiej – mamy naturalny lęk, zwłaszcza prawicowej-prawicy, przed wszystkim, co się wiąże ze zrzekaniem się cząstek niepodległości. W tym kluczowe argumenty przeciwko regionalizacji, – jako nowemu szatanowi, który szykuje swoje widły na biedną Polskę, albowiem chce odebrać nam Opolszczyznę i Górny Śląsk – czyniąc je autonomią germańską!

Jednakże w ten sposób nie da się w ogóle dyskutować! To jest jakaś paranoja! W naszym interesie jest jak najszybsze stworzenie prawdziwej federacji europejskiej – obejmującej wspólny budżet centralny, politykę gospodarczą, politykę zagraniczną i politykę obronną. Nie jest nam potrzebna – sieć ambasad – niech się tym zajmie Europa, nie jest nam potrzebna rzesza urzędników – niech budżetem i planowaniem gospodarczym zajmie się Bruksela, my jedynie koncentrujmy się na wyznaczaniu kierunków generalnych oraz koordynacją polityk wewnątrz kraju. Narodowy Bank Polski po prostu trzeba byłoby najzwyczajniej w świecie zlikwidować, albowiem nie pełniłby swojej funkcji, – po co nam ten twór, jeżeli nie będzie waluty? W końcu siły zbrojne, – jeżeli na poważnie zaangażujemy się w Unię, jako federację – a taką decyzję podejmą wszystkie kraje – należy dążyć do europeizacji sił zbrojnych. Zmniejszy to koszty utrzymania wojska i zwiększy nasz potencjał obronny.

Zacznijmy myśleć po europejsku – to naprawdę coś więcej niż przyjmowanie kolejnych transz funduszy pomocowych, które wydajemy na budowę kanalizacji, autostrad i inne – niekoniecznie potrzebne kwestie! Bez zmiany sposobu myślenia nie ma mowy w ogóle o tym, żebyśmy stali się europejczykami! Co jest przy tym niesłychanie ważne – tą szansę mamy „tu i teraz”, ona prawdopodobnie się nie powtórzy.

5 komentarzy do “Mowy nie ma o żadnym referendum w sprawie Euro!

  • 18 grudnia 2012 o 09:20
    Permalink

    Panie Krakauer, to w koncu demokracja bezposrednia czy jednak nie? Euro nie jest niezbedna koniecznoscia, o czym wiedza zarowno Wielka Brytania, Szwecja, czy Dania. W Danii i Szwecji referendum bylo i przyjeciu Euro powiedziano nie. Szwecja to juz szczegolnie wredny przyklad bo referendum bylo zarowno za wstapieniem do Unii (w 1994), a pozniej za przyjeciem Euro (w 2003).

    Odpowiedz
    • 18 grudnia 2012 o 18:55
      Permalink

      Demokracja bezpośrednia – jak najbardziej, jednakże w tym przypadku to nie zachodzi. Na przyjęcie Euro zgodziliśmy się wraz z traktatem.

      Odpowiedz
      • 18 grudnia 2012 o 19:45
        Permalink

        Brytyjczycy tez sie zgodzili, tak jak i Szwedzi, z czego niewiele wynika. Najpierw gruntowna reforma gospodarki, a pózniej ewentualne przyjęcie Euro. Inaczej czeka nas ścieżka Grecka. Od zmiany waluty nie poprawi sie innowacyjności gospodarki, jakość wyższych uczelni, a nawet jakośc zapluskwionych pociągów PKP. First things first jak mawiają Anglicy. Euro jak najbardziej, ale nie teraz.

        Odpowiedz
  • 7 lutego 2013 o 12:18
    Permalink

    według premiera Dania i Szwecja to kraje drugiem kategorii?

    Odpowiedz
  • 10 marca 2013 o 13:12
    Permalink

    Obecnie rzad japonski nowego premiera Abe zmniejsza kurs jena aby powiekszyc konkurencyjnosc sprzedazy japonskich wyrobow. Odnotowano skutki pozytywne tej polityki dla gospodarki. Japonczycy wcale z tego powodu nie ubozeja, lecz odwrotnie. Japopnia wychodzi z kryzysu, a rzad Abe ma wysokie notowania opinii publicznej. Skad wiec takie przekonanie autora artykulu, ze spadek wartosci zlotowki oznacza zubozenie polskiego spoleczenstwa? Czyzby w Japonii panowaly inne prawa ekonomiczne niz w Polsce? Przed napisaniem takiego artykulu nalezy pouczyc sie nieco ekonomii. Obecnie wiekszosc krajow ktore wczesniej przyjely euro chcialoby ze strefy euro wyjsc. Koszty wyjscia sa jednak bardzo wysokie. Najnowsze badania wskazuja, ze 51% Niemcow jest przeciw euro, a ponad 70% jest przeciwna dalszej integracji. Polska powinna bronic sie przed euro jak tylko moze.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.