Moja droga


Wiernie służyłem mojemu Panu
Latami ciągnąłem ciężki wóz, orałem pole, nosiłem Go na grzbiecie
Nigdy nie usłyszałem dobrego słowa
Znam za to doskonale bat, kopniaki, krzyki, odór alkoholu

Nie narzekałem ani się nie skarżyłem
Ze spuszczonym łbem pracowałem
Popadłem w marazm, a czas powoli płynął

Starzałem się

Zacząłem być balastem, dlatego sprzedano mnie
Właściciel dostał dobra cenę
Odjeżdżając widziałem, jak stał pod sklepem w kolejce po flaszkę

Długo tak jechaliśmy stłoczeni w jednej masie
Byłem zmęczony
Upadłem
Nie mogłem wyswobodzić nogi
Inni po mnie deptali
Pozwoliłem na to

Uderzając o ziemie mój płomień życia
Został raz na zawsze zdmuchnięty
Agonia dobiegła końca
Jestem wolny

One thought on “Moja droga

  • 22 listopada 2014 o 15:57
    Permalink

    Wiem, że jest to alegoria, mnie z kolei przypomniała się scena opisana w “Zwierzęcym folwarku” Orwella dotycząca właśnie dokładnie takiej sytuacji. Ja z kolei uważam inaczej, czyli nie należy godzić się na traktowanie, które niszczy naszą godność, należy się buntować. Podam przykład z własnego podwórka. Swego czasu gdy jeszcze pracowałam zawodowo a była to już III RP moja szefowa (była znaczącą osobą w firmie) zaproponowała abym opowiadała jej co koleżanki i koledzy mówią/robią w czasie godzin pracy, stwierdziłam, że takie propozycje to nie do mnie i wyszłam. Oczywiście zostałam zdegradowana zarówno jak chodzi o stanowisko, dochody też się zmniejszyły. Jednak teraz będąc już na emeryturze mam satysfakcję, że nie poddałam się naciskom, czułabym do siebie niesmak. Dlatego uważam, że nie należy się poddawać, oczywiście jeżeli już się buntuję to powinno mieć to rozsądny wymiar a ze stratami należy się liczyć. Może krótko, w moim przypadku zadziałała miłość własna i to wystarczyło aby powiedzieć NIE.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.