Społeczeństwo

Mój przyjaciel Izraelczyk a lokalny koloryt

 Niedaleko mnie czasami pomieszkuje mój przyjaciel Izraelczyk, ma imię zaczynające się na literę M., więcej nie mogę o nim powiedzieć, ponieważ jest podoficerem izraelskiej armii – w stanie czynnym, a do Polski przyjeżdża odpocząć. Dorastaliśmy razem, chodziliśmy do jednej szkoły, klasy, siedzieliśmy w jednej ławce, słuchaliśmy tych samych bzdur o pantofelku czy czymś innym, równie dziwnym na lekcjach biologii, aż nadszedł rok przełomu a wtedy on i jego rodzina wyjechali do ziemi obiecanej „ich przodkom” – Izraela. Były to czasy, kiedy nam mieszkańcom Polski nawet trawa na zachodzie wydawała się bardziej zielona, lepsza i czystsza niż ta sama trawa w Polsce. Decyzja rodziny M., o emigracji była podyktowana głównie powodami ekonomicznymi oraz wsparciem osiadłej tam ciotki po smutnym 1968 roku. Dla M., był to szok, aczkolwiek nigdy nie zerwał w pełni relacji z Polską, albowiem posiada tu ciągle babcię i niezły kawałek rodziny.

Z opowiadań wiem, że pierwsze lata w tym dziwnym kraju – jak opisuje Izrael – M., były bardzo trudne. Brak znajomości języka, inny alfabet, dziwne obyczaje – narzucona do pewnego stopnia obrzędowość to wszystko było dla M. przerażające. Jednakże była też jedna charakterystyczna kwestia, która budziła od samego początku lęk i przerażenie M., była to kwestia palestyńska – obecność Arabów wówczas była w Izraelu powszechna, nie było jeszcze muru, po paru wybuchach w kawiarniach i autobusach stosunek społeczeństwa do tej części “ich społeczeństwa” zmienił się dogłębnie i dalece zmodyfikowano stosunek tamtejszego systemu represji do Arabów. System stał się bardziej restrykcyjny, M., nigdy nie miał i nie ma do dzisiaj arabskich kolegów, o koleżankach w ogóle nigdy nie myślał. Jego stosunek do Palestyńczyków jest wyuczony na instrukcjach i regulaminach określających reguły postępowania w Strefie Gazy, Hebronie lub innych miejscach bezpośredniej okupacji. Najdelikatniej mówiąc jego stosunek do Arabów jest wrogi. Nie bez przyczyny, ponieważ w jednym z zamachów na autobus czy też kawiarnię zginęła siostra M., nieco starsza bardzo ładna brunetka zachwycona Izraelem od samego początku, jako prawdziwym „zachodem”.

Od tego momentu M., zrozumiał że Izrael jest na serio – jak najbardziej na serio ma taki jak to on mówił „lokalny koloryt”. M., zreflektował się, że jeżeli chce przeżyć musi być silniejszy, sprytniejszy, bardziej inteligentny od swoich wrogów. Zmienił się przez to bardzo, przez lata ćwiczeń nabył tężyzny i odporności fizycznej, opanował sztukę walki, przeczytał kilka półek różnej maści filozofów – w trzech językach, z czterech które zna (hebrajski, angielski, polski) – po arabsku czyta tylko arabską prasę i strony internetowe pełne nienawiści. M., zawsze powtarza, że trzeba znać język swoich wrogów, jak się pytam czy to Arabski – zawsze się tajemniczo uśmiecha… Skończył studia na jednym z izraelskich uniwersytetów, jego dyplom jest zarazem równoważny z dyplomem pewnej dość znanej uczelni amerykańskiej, niestety ze względu m.in. na znajomość ze mną, jego niezdrowa fascynacja filozofią jest silnie niepraktyczna, zwłaszcza w kraju żyjącym z nowoczesnej technologii, którą najczęściej przetwarza w najnowocześniejszą broń albo owoce „Jaffa”. Więc czym może zajmować się w Izraelu filozof? Po prostu strzelaniem, tak więc M., jest w swoim strzelaniu doskonały, opanował tą sztukę do perfekcji, mniejsza już z tym z czego strzela, drogie to i groźne ustrojstwo…

Zawsze jak M., przyjeżdża do Polski – na lotnisku wyjmuje polski paszport. Pech chciał, że raz popełnił śmieszny w swojej wymowie błąd, albowiem wsiadł do samolotu w pełnym umundurowaniu – jak stał po wyjściu z jednostki. Oczywiście bez broni, ale w pełnym rynsztunku. Zreflektował się oczywiście w samolocie, ale było już za późno, a śpiesząc się nie zdążył się przebrać, myśląc że przebierze się w domu – w Krakowie… jakież to ludzkie… jakież to zwyczajne… żeby wyjść z bazy, gdzie obsługuje się ultra nowoczesny sprzęt w ciepłym Izraelu, wsiąść w samolot i przyjemnie myśleć o swoim mieszkaniu w Krakowie – prawdziwy fenomen. A może normalność? Polscy pogranicznicy chyba akurat w krakowskim porcie lotniczym muszą być przyzwyczajeni do widoku izraelskich mundurów, albowiem nikt mu nie zrobił żadnego problemu chociaż przyznaję – M., wyglądał groźnie, jednakże dystynkcje robią swoje i zawsze działają. Przechodzącemu przez kontrolę M., Polacy zasalutowali. Jego przerażenie minęło dopiero w samochodzie gdzie włożył na siebie przywiezioną „górę” od dresu.

Poza tym incydentem M., nienawidzi mówić o wojsku i służbie, za wszelką cenę unika tego tematu – tłumacząc się tajemnicą wojskową oraz niechęcią do łączenia światów. Polska to dla niego inny świat, inna normalność. Izrael to miejsce obowiązku, walki, starań i zarabiania całkiem niezłych pieniędzy. Ten doskonale wyszkolony i w zasadzie bezcenny specjalista wojskowy – super sprawna i efektywna maszyna do zabijania – w Polsce przedstawia sobą obraz czegoś pomiędzy literatem-intelektualistą a pasikonikiem wąchającym kwiatki.

Czasami M., przyjeżdża do Polski wraz z przyjaciółmi, albo udostępnia im klucze do swojego mieszkania. Przeważnie to koledzy z wojska z rodzinami, albo co bywa szczególnie fascynujące – koleżanki z wojska. Uwaga zawsze młode, niesłychanie atrakcyjne, wysportowane i umięśnione a zarazem uśmiechające się od ucha do ucha dziewczyny. O ile jeszcze z facetem wiadomo jak można zaprogramować pobyt, ba nawet z dwoma facetami i ich rodzinami. Wiadomo lotnisko – mieszkanie – Wawel, Kazimierz, fabryka Schindlera, rynek, Oświęcim, Wieliczka, supermarket – mieszkanie – lotnisko. Chyba, że mają specjalne życzenia – np. zobaczyć getto w Łodzi! Natomiast jak postąpić w przypadku czterech wręcz szokująco atrakcyjnych młodych kobiet? Pal sześć z problemem, że te niewinne czarnookie istotki – pięknie opalone, kruczowłose, o lśniących zębach i przeważnie wyrażające się nienaganną angielszczyzną najczęściej znają 1000 i jeden sposobów jak zabić człowieka jednym dotykiem bez użycia siły i w taki sposób, że ten się nie spodziewa, to o wiele ciekawsze są ich potrzeby i oczekiwania. Generalnie wszystkie kobiety mają te same słabe punkty i pewien sklep w Krakowie, gdzie są wystawiane końcówki serii obuwia pewnego polskiego producenta załatwia sprawę na pół dnia, no ale potem co z nimi zrobić? Fryzjer, tani! Spa? Jak najbardziej. To są proszę państwa prawdziwe problemy! A cały czas trzeba mieć świadomość, że te słodkie istotki to bezgłośne i niebojące się mężczyzn maszyny do zabijania, w co najmniej dwóch specjalnościach wojskowych. Umie to „to” pływać, udzielać pierwszej pomocy, wspinać się, spuszczać na linie, trzyma równowagę na balustradzie mostu (na Wiśle), ma na każdy temat swoje zdanie. O ile M., doskonale wie, że zdarzające się na krakowskich murach napisy w rodzaju „j….ć ż…w s………w” to „lokalny koloryt”, którym nie ma się co przejmować, to jak wytłumaczyć czterem izraelskim żołnierkom że Gwiazda Dawida namalowana na murze w zwisie z szubienicy to właśnie taki „lokalny koloryt”? Jeszcze śmieszniej jest jak trzeba im wyperswadować wynikającą z samoświadomości pilną potrzebę zamalowania takiego lokalnego kolorytu, zgłaszania go do ambasady izraelskiej lub przekonania co do konieczności zbombardowania noszącego tak hańbiący symbol budynku za pomocą bomb naprowadzanych laserowo – w czym akurat dziewczęta sądząc z podsyłanych filmików na Youtubie są doskonałe. Niestety widok takiego symbolu zawsze psuje na jeden dzień humory wycieczki, albowiem takiego kolorytu jak powtarzają za M., moi goście – nie ma nawet po palestyńskiej stronie słynnego muru, który w obszarach zabudowanych często bywa doskonałym podłożem do anty okupacyjnej propagandy. W każdym bądź razie uświadomienie młodym Izraelczykom, że Polacy nie chcą ich zabić i spalić w krematorium po zobaczeniu takiego obrazka nie jest rzeczą łatwą, generalnie jedynie z grzeczności nie obrażają gospodarza, aczkolwiek emocje zawsze widać – szczególnie u kobiet, nawet po ubiorze. O tym, że chyba największą, ale zarazem ekstremalnie przerażającą atrakcją Polski jest śnieg i lód na ulicach to chyba nie trzeba wspominać. No, ale co kraj to obyczaj, od czasu powstania w Krakowie dużych galerii handlowych zniknęła większość problemów w rodzaju „jak przyjąć gości”.

Aha – Izraelska oficer od Izraelki szeregowca jest nie do odróżnienia w zasadzie niczym, może tylko tym, że oficer – bardzo często rozmawia z dzieckiem po hebrajsku przez komórkę i biada temu, kto spróbuje jej zrobić z tego faktu wymówkę. Sam wzrok pani oficer potrafi być sprowadzający na ziemię, nie trzeba rozumieć w obcym języku.

Stosunek przeciętnych Izraelczyków z wyjątkiem oczywiście M., do Polski jest najdelikatniej mówiąc nadzwyczajny. Z jednej strony jesteśmy ziemią przeklętą, cmentarzem, miejscem tak strasznie zapisanym w pamięci że to nie czas i miejsce się na ten temat rozwodzić. Równolegle z drugiej strony – polski paszport jest jak najbardziej pożądanym dobrem, albowiem otwiera drzwi do wszystkich europejskich uczelni. Stąd też wynik znacznego zainteresowania Polską, aczkolwiek mróz i deszcz wywołuje przerażenie, no ale czego oczekiwać po dziewczynie z Eljatu, gdzie zawsze świeci słońce a morze samo jest ciepłe jak woda podgrzewana z naszego kranu w domach?

Robi się zimno, to znak że mój przyjaciel M., już myśli o przyjechaniu na swój coroczny pobyt do Polski. Jak mówi – kraju, gdzie jeszcze nie wybuchają bomby, co zawsze podkreśla patrząc na arabską obsługę licznych krakowskich kebabów. Swoją drogą bardzo lubię obserwować zdziwienie tychże jak M., poucza ich bezbłędną, płynną i najwyższej próby arabszczyzną – jak mają przyrządzać prawdziwy kebab. Zawsze się dziwią skąd ten niebieskooki i opalony Polak tak doskonale zna arabski i to w wersji podobno jordańskiej… Pewno przywiezie dwie koleżanki, z których jedną jak zwykle będę z przyjemnością gościł… oczywiście w drugim pokoju…, ale niech żyje polsko-izraelska przyjaźń… I nigdy się nie skończy…

14 komentarzy

  1. Do czasu, az Polska nauczy sie realnie, tak jak Izrael dbac o swoje bezpieczenstwo, co oznacza miedzy innymi skuteczna obrone terytorialne, szerokie wojskowe przeszkolenie ludnosci, wlaczajac plec piekna, do tego czasu bedzie nie bedzie traktowana powaznie. Z drugiej jednak strony na gruncie Panstwowym polsko-izraelska przyjazn nie jest bez skazy i przykro, ze nawet generalowie w Izraelu potrafia byc mocno niedouczeni z historii, ze przypomne przelot nad Oswiecimiem i slowa izraelskiego generała E.:„Musieliśmy słuchać Polaków przez 800 lat. Teraz już się ich słuchać nie musimy”. Jesli dodac do tego roszczenia diaspory przebywajacej w Stanach Zjednoczonych to mozna powiedziec, ze w kwestii przyjazni jest jeszcze sporo do zrobienia.

    • Z tym przelotem to była wielka sprawa w Izraelu! To był bardzo ważny symbol dla tych ludzi. Zdjęcie z eF-ki powyżej pokazujące klucz F-15 z Gwiazdą Dawida na skrzydłach ponad barakami Oświęcimia to jedna z ikon Izraelskiej armii. Co warto podkreślić prawdziwej armii 🙂

      • Zdaje sobie sprawę, ze był to bardzo ważny symbol. Ale czy mam rozumieć, ze zgadza sie Pan z punktem widzenia generała na temat postrzegania Polakow, który dowodził kluczem mysliwcow?

        • Nie wiem jaką on ma percepcję – stosując wykładnię literalną w sensie administracyjnym ma trochę racji ale nie przez 800 lat 🙂 No bo przez kawał czasu naszego państwa nie było 🙁 W każdym bądź razie byłbym daleki od jednostronnego oceniania współczesnych Izraelczyków z naszej perspektywy…

      • Akurat w oswiecimskich barakach to słuchać sie musieli Niemców, a Polacy byli traktowani dokładnie tak samo jak Żydzi przez tych samych oprawców zreszta. Moze zatem takie komentarze to powinni zachować raczej dla Niemców właśnie.
        Nie za bardzo widzę inna możliwość oceny tej wypowiedzi, bez względu na to czy jest jednostronna czy nie, natomiast rozumiem pewna zacietosc w wyrażeniu swojej woli akurat w tym miejscu. Tyle, ze generał pomylił adresata tych slow, co zreszta przytrafia sie nie tylko jemu ostatnimi czasy.

  2. Rzeczywiście na krakowskich murach są Gwiazdy Dawida namalowane w zwisie z szubienicy. W Warszawie tego nie ma. Te co były – zostały dawno zamalowane. To upodabnia Kraków do Łodzi.

  3. mojsheleeee… ale bajeczka… ta historia z wejsciem do samolotu w mundurze, czego podobno nawet nie zauwazyl ten tajemniczy m, to wogole cudenko… christian andersen to pestka kolo takiego bajkarza, jak krakauer

    • Oj tam, dana, czepiasz się! Si non e vero, e ben trovato!
      Pozdrawiam Jerozolimę – mam nadzieję, że spokój u Was!

    • Dana ..ty ……… ….. ! JudeoPOlonia nad wisla wam sie marzy ? nic z tego ! Rozwaliliscie nam kraj , ale zrobieniem z naszego kraju drugego …….. wam nie wyjdzie. Polacy coraz wiecej i glosniej mowia co mysla i zaczynaja sie bronic przed waszym najazdem Jestescie ……….. swiata . Wszedzie was niecierpia .Zostawcie nasz udreczony narod i nasz kraj w spokoju .

      • Szanowny Panie epitety proszę zostawić w swoim domu. Proszę szanować rozmówców i nasz portal.

      • abtyhasbar… mnie sie marzy israel bez rakiet z gazy… cala reszta moich marzen spelniona… israel piekny i rozwija sie super… nie obawiaj sie habibi, ze zalejmy polske… serdeczne pozdrowienia z nareszcie chlodnej jerozolimy… 😀

  4. XXXXXXXX – TREŚĆ OCENZUROWANO PONIEWAŻ BYŁA W NIEZNANYM JĘZYKU

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.