Mniej za więcej, czyli znikająca zawartość netto produktu w produkcie

Jednym z najskuteczniejszych sposobów na zdobycie przewagi konkurencyjnej w handlu jest właściwe wykreowanie produktu i przyzwyczajenie klientów do symboliki opakowań, utożsamianych bardzo często z samą zawartością netto. Zawsze do podstawowych zadań opakowania należało oddziaływanie na psychikę kupującego w ten sposób, by skłonić go do decyzji oznaczającej zakup danego produktu. Celem specjalistów od sprzedaży jest wywołanie wrażenia u klienta, że opakowanie odpowiada, za jakość produktu, w zasadzie ją identyfikuje. W wyrafinowanych koncepcjach sprzedażowych dochodzi do oddziaływania emocjonalnego na klienta poprzez wywołanie u niego potrzeby konsumpcyjnej poprzez skojarzenie jej z odczuciami – pozytywnymi emocjami związanymi już z samym opakowaniem. W praktyce specjaliści od marketingu robią z percepcją klientów, co chcą, kupujący – zwłaszcza w dużych sklepach nie ma szans, zwłaszcza jeżeli popełnia strategiczny błąd i idzie bez planu zakupowego – „się rozejrzeć”.

Nasz współczesny handel to prawdziwe wielkie osiągnięcie transformacji gospodarczej kraju. Sklepy są praktycznie wszędzie, otwarte prawie zawsze – poza przypadkami zamykania z okazji nielicznych świąt. Handel się udał, to niedoceniany bohater naszej gospodarki, dostarczający społeczeństwu towary w nieskończonym asortymencie i w zasadzie dowolnej ilości. Bez sytuacji nadzwyczajnych – nie ma żadnych zakłóceń w dostawach, wszystko jest możliwe. W naszych sklepach pojawiają się także dotychczas nieobecne produkty quasi i rzeczywiście luksusowe, często krajowej produkcji, ale najczęściej pod obcymi markami. Nie ma to znaczenia dla naszej analizy, liczy się sam fakt potencjalnie nieograniczonej dostępności dóbr, jakie wytwarza gospodarka.

Niestety od pewnego czasu nasilają się tendencje do zmniejszania ilości produktu w produkcie – dostępnego za daną cenę. Chleb niepokojąco się zmniejsza, bułki dzisiejsze to połowa bułek sprzed 15-20 lat! Wędliny zawierają więcej żelatyny niż mięsa (oczywiście nie wszystkie). O jakości wódek dzisiaj a w latach 70-tych można pisać książki i kręcić filmy – kto próbował, ten wie! Nawet puszki pewnego bardzo znanego napoju pewnego globalnego producenta – zmieniają objętość standardową z 0,33 na 0,25 – litra, przy zajęciu miejsca cenowego dotychczasowego większego opakowania. Są to nowe standardy – tak producenci radzą sobie z kryzysem – mniejszą ilością naszych pieniędzy. Oferują nam mniej produktów netto – w zamian za te teoretycznie niższe, ale w praktyce te same ceny, co dotychczasowe produkty standardowe. Część produktów netto po prostu znika. Przynosimy do domów mniej do konsumpcji, w zamian za te same pieniądze.

Oznacza to utajnioną inflację, albowiem w istocie mamy do czynienia z podwyżkami cen. Gdyż, jeżeli do tej pory litr substancji kupowaliśmy np. za 10 jednostek wartości, a obecnie nowa cena za np. 0,8 litra substancji ma wynosić dalej 10 jednostek wartości – możemy mówić o realnej podwyżce ceny o 20%. To coś niesamowitego, czego nie mierzy niestety nasza statystyka publiczna, z wyjątkiem szczegółowych badań cen. W praktyce „naciąganie” rzeczywistości, czy też „anty promocja” jest nie do wykrycia, ponieważ litr substancji (dana jednostka objętości danego produktu) może kosztować nadal dokładnie tyle samo ile kosztowała. Zmienia się jedynie podstawowe opakowanie, – w jakim sprzedawane są produkty jednostkowe. Nowa cena jednostkowa nie dyskontuje w całości zmniejszenia zawartości netto i mamy oto naszą mimowolną podwyżkę!

Jest to bardzo ciekawe zjawisko, bo dotychczas zwłaszcza w sektorze dóbr FMCG – sprzedawcy wręcz wmuszali klientom – szczególnie w sklepach wielkopowierzchniowych lub dyskontowych – 2 w cenie 1 lub drugi produkt gratis. To była powszechna praktyka promocyjna, umożliwiająca producentom pozbywanie się nadprodukcji (stały problem w kapitalizmie), a ludności gromadzenie zapasów. Chyba nie ma czytelnika, który nie kupowałby w ten sposób np. pasty do zębów? Łączone promocje to standard, tak było zawsze i w istocie stanowiło to problem, bo jak nie kupić „dwupaka”, jeżeli jest w cenie np. 130% ceny pojedynczego produktu? Przecież opłaca się! Tak myśleli wszyscy i kupowali na potęgę jak Polska długa i szeroka zwłaszcza, że „promocje” jakoś trwały wiecznie i nigdy lub prawie nigdy się nie kończyły, a nawet, jeżeli to tylko po to, żeby zaproponować produkt w nowym zestawieniu – pozornie jeszcze korzystniejszym! Przez długi czas sprzedawcy robili wszystko, żeby wmusić konsumentom jak najwięcej produktów w produkcie i do tego jeszcze produkty skojarzone! Nie było to zjawisko pojedyncze – dotyczyło to praktycznie całego przeglądu rynku – ilość „promocji” w supermarketach często po prostu utrudniała przemieszczanie się po nich. Odmawianie brania udziału w „poczęstunku” było standardem, albowiem szkoda było czasu na słuchanie o tym jak dany produkt jest wspaniały. Jednakże ten świat, który znamy – chyba wszędzie już poza Warszawą i jej bogatymi sklepami odchodzi w zapomnienie.

W powyższym kontekście nowe praktyki ekonomiczne naszych producentów – powodują, że coś bardzo niedobrego musi dziać się w gospodarce, albowiem jest to zwijanie się gospodarki samej z siebie i to uwaga – wyprzedzająco, albowiem jak dotychczas nie było jeszcze tąpnięcia – po prostu Polacy zaczęli myśleć przed podjęciem decyzji zakupowej! Jeżeli racjonalizacja wydawania pieniędzy przez społeczeństwo spowodowała tak w istocie paniczną reakcję producentów i skojarzonego z nimi handlu – to powstaje pytanie o rzeczywistą siłę naszego kapitalizmu. To się może skończyć sprzedawaniem „na wagę” i do indywidualnych opakowań nabywców, co było by może szczytem wszelkich roszczeń ekologów i w istocie czymś niezwykle korzystnym w długiej perspektywie czasowej (biliony opakowań to kolosalne zanieczyszczenie środowiska – koszty utylizacji), jednakże klienci mogliby się po prostu zbuntować.

Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, to wszystko, co się obecnie dzieje jest bardzo ciekawe, kryzys, czy też w istocie w przypadku Polski – nadal jedynie spowolnienie wzrostu gospodarczego – spowoduje zmiany, które w dłuższej perspektywie mogą nam wyjść na dobre.

2 myśli na temat “Mniej za więcej, czyli znikająca zawartość netto produktu w produkcie

  • 16 stycznia 2013 o 17:06
    Permalink

    Problematyka badania zawartości cukru w cukrze została juz dobrze opisana w literaturze.
    Nawet w jednym z filmów ..

    Odpowiedz
  • 16 stycznia 2013 o 22:41
    Permalink

    W swoim krótkim komentarzu chcę wskazać, z kolei inny aspekt zdobycia rynku przez obcy kapitał. Dotyczy on mianowicie jakości sprzedawanych nam Polakom towarów. Pierwszy z brzegu – proszki do prania. Te same proszki wytwarzane przez firmy obecne w Polsce dla niemieckigo konsumenta są chwalone przez polskie gospodynie jako dużo lepsze niż takie same sprzedawane przez markety w Polsce. Ceny tych proszków tu w Polsce i w Niemczech wedle mojej wiedzy nie różnią się zbytnio. Ostatnio miałem okazję obejrzeć i skosztować kawę nauralną mieloną przywiezioną z Włoch. Podczas wsypywania kopiastej łyżeczki do ulubionego kubeczka stwierdziłem, że kawa jest drobniej mielona niż sprzedawana w polskich marketach. W smaku była delikatniejsza. Opakowanie włoskiej kawy nie było jakieś krzykliwe, a nader skromne. I trzeci przykład – cukier, a raczej anegdotyczna ilość cukru w cukrze pokazana w filmie „Poszukiwany – poszukiwana”. O dziwo, my konsumenci nie zdajemy sobie sprawy że jesteśmy na słodko robieni w przysłowiowego konia. Pewien wytwórca „szwędaczka” twierdzi, że podczas procesu destylacji ostatnio otrzymywał produkt o stężeniu mniejszym o 10%, gdy używał cukru z kampani cukrowej z następnego roku, po zmniejszeniu ilości cukrowni w Polsce. Po przeanalizowaniu wszystkich aspektów produkcji doszedl do wniosku, że w cukrze nam sprzedawanym jest mniej cukru. Ostatnio zacząłem dokładniej przyglądać się temu co zostaje na dnie filiżanki po wypiciu herbaty i twierdzę, że coś w tym jest. Ale to są moje subiektywne odczucia. Pozdrawiam Autora i Czytelników

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.