Paradygmat rozwoju

Mit wspólnych interesów Niemiec i Polski – Nebenland 2.0

 Ciężko jest się wypowiadać wbrew opinii mainstreamu, niezwykle ciężko jest szukać małych dziur na połączeniu doskonale zespolonych koncepcji, niezwykle ciężkim a wręcz prawie niemożliwym – jest udowodnienie faktów widocznych gołym okiem, których większość nie chce dostrzec, nawet, jeżeli są prawdziwe. Tak brutalnie i prosto prawdziwe, że wręcz samemu trudno jest przejść do porządku dziennego nad udowodnionymi faktami.

Problem, który poruszymy poniżej dotyczy kwestii zasadniczej, najważniejszej dla naszego państwa i narodu, kwestii fundamentalnego znaczenia, niemającej precedensu i niesłychanie skomplikowanej, a przy tym wielokrotnie złożonej. Stosunki niemiecko-polskie, relacje pomiędzy naszymi państwami oraz polityka Niemiec względem Polski to sprawy najwyższej wagi, dla każdego fundamentalne. Nie będziemy tu omawiać polityki Polski względem Niemiec i relacji polsko-niemieckich, albowiem czegoś takiego nie ma, a atrapy, miraże i twory pozorne to w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a nie na forum Obserwatora Politycznego. Co najwyżej możemy mówić o pewnej polityce reakcji, albowiem taka jest, co prawda przypomina ostatnie podrygi konającej ostrygi, jednakże można pewne jej przejawy odnotować. Natomiast z bólem, nie ma, co mówić o próbach moderowania relacji polsko-niemieckich, albowiem nie jesteśmy portalem motoryzacyjnym i nie będziemy pisać o kupowaniu w Niemczech samochodów.

Smutnym faktem jest, że zarówno relacje między naszymi krajami i polityka, która te relacje konsumuje są jednostronne. Wszystkie poważne impulsy pochodzą z Berlina, to strona niemiecka jest podmiotem dominującym, mającym więcej do zaoferowania, dlatego nie można się jej zdroworozsądkowo dziwić, że jest kreatorem relacji i związanej z nimi polityki.

Polska przez wieki bardzo wiele skorzystała na sąsiedztwie z będącymi centrum cywilizacyjnym Europy krajami niemieckimi, niestety także bardzo wiele wycierpiała, zwłaszcza w ostatnim czasie wspólnego 1000-letniego sąsiedztwa. Patrząc na bilans, niestety więcej wycierpieliśmy niż zyskaliśmy, głównie w tym znaczeniu, że sąsiad był inicjatorem upadku naszej państwowości, a następnie przeciwstawiał się jej odtworzeniu, a po jej odtworzeniu traktował nas, jako zło konieczne, wobec którego opracował plan zniszczenia biologicznej i materialnej substancji naszego narodu i państwa. To rzecz bez precedensu od czasów zdobycia i zniszczenia przez rzymian Kartaginy. Ostatnia wojna na trwałe zmieniła kształt i zdolność do funkcjonowania państwa polskiego potencjał, jaki został w wyniku działania okupanta niemieckiego zmarnowany, zniszczony i wymordowany na trwałe ograniczył nasze możliwości rozwojowe. Konsekwencje podwójnie przegranej przez Polskę wojny, wepchnęły nas w nurt komunizmu, którego systemowa nieudolność zaowocowała wieloletnimi opóźnieniami w rozwoju, za które jeszcze przez jakiś czas będziemy płacić. Problem polega na tym, że nasze słabości doskonale wykorzystuje nasz potężny sąsiad, konsekwentnie punktując wszędzie tam, gdzie może zyskać przewagę. Z perspektywy czasu widać, jak wielkim błędem była rezygnacja z reparacji wojennych, albowiem takowe trzeba było brać, lub jasno w traktacie zdefiniować, że w ramach odszkodowania państwo niemieckie zrzeka się na naszą rzecz swoich dawnych terenów wschodnich „Ostgebiete”. A tak to jest jak jest, stan międzynarodowy jest uregulowany, jednakże roszczenia prywatnych właścicieli to zupełnie inna historia, państwo niemieckie nie wzięło na siebie odpowiedzialności majątkowej za mienie swoich byłych obywateli, które pozostało za Odrą i Nysą. Nieważne, albowiem i tak te tereny kiedyś stracimy, dlatego nie ma, o co kruszyć kopii.

Po zjednoczeniu, Niemcy dawny polityczny karzeł i gospodarczy mocarz postanowiły rozwijać się w oparciu o paradygmat europejski, tzn., wspierać rozwój Unii Europejskiej, jako przestrzeni do życia dla wszystkich Europejczyków, którzy do pełni szczęścia potrzebują pracować w filiach niemieckich koncernów, robić zakupy w niemieckich dyskontach, gdzie kupują produkty od niemieckich dostawców i ich kooperantów a do tego wszystkiego, co parę lat kupują doskonałe niemieckie lub pochodne samochody. Wizja niemieckiej Europy to wizja bardzo zamożnej, bezpiecznej i wygodnej Europy, w której wszyscy, którzy uznają potrzebę współpracy mają się dobrze. Jest to paradygmat koegzystencyjny, albowiem Niemcy od 22 lat koegzystują razem z resztą Europy i wszyscy jak dotychczas wychodzili na tym doskonale.

Jednakże ostatnim idiotą jest ten, kto uważa, że Unia Europejska jest dla Niemiec celem samym w sobie. Otóż nie, wielokrotnie podkreślały to niemieckie ciała sądownicze, orzekające w przypadku różnych ustaw specjalnych. Unia Europejska jest wspólnotą ponadnarodową, w której państwo niemieckie uczestniczy, ale państwo – Niemiecka Republika Federalna, jest beneficjentem Unii, który uczestniczy w niej dla własnych korzyści, przy czym korzyści wspólne, dodane i wynikające ze skali współpracy – są równie dzielone zgodnie z potencjałem pomiędzy poszczególne państwa. Jest to bardzo ważne rozgraniczenie, niesłychanie trudne, wręcz niemożliwe do zrozumienia dla Polaków, których elity z rozmysłem od 22 lat mylą cel ze środkami jego osiągnięcia. Dla nas przynależność do struktur zachodnich była celem! A nie środkiem do osiągnięcia dobrobytu i bezpieczeństwa! Taka jest różnica w paradygmatach naszych państw, a właściwie niemieckim i zerowym polskim, albowiem nasz kraj na dzień dzisiejszy nie ma żadnego paradygmatu rozwoju, dalej ślepo trwa w dogmatach przynależności do zbankrutowanych struktur zachodnich. Dla Niemiec, po 1990 roku, Unia Europejska i w mniejszym stopniu NATO to środki do celu, jakim jest bogactwo realizowane poprzez globalną supremację gospodarczą i technologiczną, umożliwiającą trwale wysoki poziom życia kolejnych pokoleń Niemców. Nic innego się nie liczy i nie ma znaczenia. NATO od swojego początku było kagańcem na RFN, Niemcy nie podważają jego sensu, albowiem póki, co opłaca się obecność USA w Europie, albowiem nie trzeba wydawać bilionów Euro na własną armię i nikt nie oskarża Europejczyków o budowanie twardego imperium. Jednakże, jeżeli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, to wystarczy, że sobie wyobrazi przekierowanie środków pomocowych na siły zbrojne Unii Europejskiej, a żarty szybko się skończą. Armia to tylko i wyłącznie narzędzie polityki, w momencie jak będzie potrzebna, się ją stworzy – można stwierdzić na poziomie równym z armią amerykańską, o wszystkim decyduje technologia, której w Unii mamy w nadmiarze.

W stosunku do Polski, kraju dla Niemiec szczególnego od 22 lat obowiązuje paradygmat „przyjaźń-bardziej-dawaj-niż-przepraszaj”, Niemcy konsekwentnie dążą do zamazania własnej winy i zapomnienia przez społeczność międzynarodową swojej winy wojennej, nigdzie nie była ona tak widoczna jak w Polsce. Polsce, które ponownie stała się wraz z wejściem do UE przedmiotem polityki niemieckiej krajem, wobec którego realizuje się pewną szczególną wizję: „Nebenland 2.0”. Polska to dla Niemiec bufor, izolujący kraje niemieckie od całego zła, które jest na wschodzie. To niezbędna przestrzeń cywilizacyjna, z której można i należy czerpać ile się tylko da, albowiem żeby gdzieś inwestować i wspierać – należy używać, a nade wszystko czynić daną przestrzeń użyteczną. Innymi słowy wszystko, co tutaj jest inwestowane musi pochodzić z naszego obszaru, ewentualne wsparcie jest przekazywane zawsze wtedy, kiedy widoczna jest przewaga użyteczności nad kosztami. W momencie rozbiorów, Niemcom bardziej opłacało się doprowadzić do formalnego upadku naszej państwowości, albowiem tereny Prus Królewskich i Wielkopolska stały się kręgosłupem spajającym państwowość Pruską. Współcześnie nie ma potrzeby sięgać po terytorium, bardziej się liczy ogólna sprawność państwa i efektywność funkcjonowania w jego przestrzeni. Stąd presja na czynniki rozwojowe i proekologiczne, albowiem o wiele lepiej jest sąsiadować Niemcom z Polską – doskonałym buforem niż bezpośrednio z Rosją, z którą nie ma żartów. Podobnie nam jest lepiej sąsiadować z Rosją właściwą nawet poprzez atrapę, jaką jest Białoruś niż bezpośrednio. Bufor, zawsze umożliwia dokonanie manewru i amortyzuje wszelkie ewentualne spory. W przypadku Niemiec szansą jest cała Rosja, jako kraj, z którym można gospodarczo i politycznie współpracować, z wykorzystaniem całego potencjału Unii. Jednakże w momencie zmiany okoliczności, zawsze można rozegrać Polską, a póki, co działać z wykorzystaniem wzmacniacza niemieckiego potencjału, jakim jest Unia Europejska i właśnie m.in. Polska.

Z punktu widzenia interesów państwa niemieckiego, utrata terytoriów na rzecz Polski jest zwyczajnym marnotrawieniem wynikającego z nich potencjału. Polskie gospodarowanie na tych terenach, jedynie w części wynagradza niemieckie straty, przynajmniej tak długo jak długo, jako bufor jesteśmy korzystni, a zyski z naszej przestrzeni w długiej perspektywie czasowej przekraczają koszty. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, co do powyższego, proszę się zastanowić, czy Niemcy chciałyby mieć z drugiej strony, jako sąsiada państwo równie silne jak Francja, albo naszą przysłowiową „drugą Japonię”? Odpowiedź może być tylko negatywna, albowiem nikomu nie zależy na konkurowaniu, o wiele lepiej i wygodniej jest mieć przestrzeń – Nebenland, którą można modelować i to państwo niemieckie od 22 lat bardzo skutecznie robi.

W wyniku przekształceń gospodarczych, staliśmy się generalnie gospodarką nadążną, nasze powodzenie zależy od tego, co sprzedamy głównie Niemcom, co wyeksportujemy do Niemiec. Ten rynek to oczywiste błogosławieństwo, ale nie w tak asymetrycznym zestawieniu jak nasze! W tamtą stronę wysyłamy przysłowiowe krasnale i komponenty, a importujemy gotowe dobra najwyższej jakości i środki produkcji. W takim układzie, nigdy nie będzie równowagi, zwłaszcza, że nasz tradycyjny i naturalny atut – rolnictwo, mamy o wiele mniej wydajne od naszych sąsiadów i po prostu nie eksportujemy na poziomie możliwości naszego potencjału. Nie przeskoczymy z poziomu komponentów i subproduktów, na poziom marek i innowacji. Nie można mieć złudzeń.

Nasze uzależnienie gospodarcze pogarsza polityka grantowa Unii Europejskiej, albowiem jesteśmy skazani na strategiczne upośledzenie myślenia o rozwoju, gdyż bez grantów nie wyobrażamy sobie możliwości inwestowania, poza tym nie mamy własnych kapitałów, albowiem banki są zagraniczne i po prostu rozwojowo jesteśmy, jako system dysfunkcyjni. W przeciwieństwie do doskonale zorganizowanego państwa niemieckiego, w którym powiązania gospodarcze są niesłychanie silne i przez to zdolne do samoregulacji oraz ekspansji dla dobra całej wspólnoty.

Wszystko to rzutuje na nasze zdolności polityczne. Polska przez ostatnie lata opierała swoją politykę względem Republiki Federalnej Niemiec na osobie pana Władysława Bartoszewskiego, którego Niemcy szanują, ale niestety autorytet moralny to za mało, żeby wywierać wpływ i rozmawiać jak równy z równym. Klientelizm Warszawy względem Berlina najdobitniej ujawnił się podczas polskiej niemocy przy budowie gazociągu po dnie Bałtyku. Pamiętne są słowa pana R. Sikorskiego, który porównał gazociąg do paktu Ribbentrop-Mołotow, albowiem w ten sposób RFN zapewniło sobie niezakłócone dostawy gazu, umożliwiające pominięcie Polski, Białorusi i Ukrainy. Stworzyło to Rosjanom zupełnie nowe możliwości realizowania polityki, której jednym ze skutków jest obecnie m.in. to, że musimy płacić cenę wyższa niż Niemcy! Chociaż nasze zużycie jest ułamkiem zużycia niemieckiego i w zasadzie nic by nie szkodziło, przejęcie kompetencji rozmów z Gazpromem przez Unię Europejską a nie państwa narodowe. W przypadku rozpadu Unii Europejskiej – rura zostanie! Nikt jej nie ruszy, biorąc pod uwagę łączny potencjał Floty Bałtyckiej i Bundesmarine, albo inaczej – ruszanie jej byłoby szaleństwem i powodem natychmiastowej wojny, tu nie ma litości, tu są interesy.

Kolejną porażką pokazującą prawdziwe intencje Niemiec, realizowane długofalowo względem Polski była porażka polskiej Prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, – czyli sześć słynnych strzałek. Polska miała historyczną szansę, żeby przyciągnąć Ukrainę do Unii Europejskiej, zabrakło nam sił i determinacji. Siły to głównie poparcie Niemiec, które szelmowsko milczały oburzając się na Greków palących kukły Angeli Merkel, mieli doskonałą wymówkę – kryzys Euro, potrzeba reakcji, zupełne niedostrzeżenie historycznego procesu, jakim była próba przyciągnięcia Ukrainy. Niestety Niemcy mają wobec Ukrainy własną politykę i jest to polityka podległa polityce względem Rosji. Nikomu w Europie nie zależało na tym, żeby przyciągnąć Ukrainę, bez względu na stosunkowo mały koszt takiego działania a gigantyczne korzyści, w tym polityczne. Strefy wpływów zostały podzielone, a osamotnienie Polski i odpuszczenie Ukrainy, pokazało jak mało znaczymy i że generalnie nie jesteśmy już krajem zdolnym do samodzielnego stanowienia polityki, zwłaszcza w wymiarze wspólnotowym i na kierunkach strategicznych. Ostatnim aktem polskiej samodzielności, była wyprawa Lecha Kaczyńskiego do Gruzji, poza tym nie zrobiliśmy nic samodzielnego we własnym interesie, nie jesteśmy graczem rozgrywającym i bez sprytnej zmiany polityki nie będziemy już nigdy.

W dniu dzisiejszym, każdy polski polityk, który podniesie kwestię niemiecką, chociażby w kontekście naszej podległości gospodarczej i pełnego uzależnienia finansowego – natychmiast zyskuje łatkę oszołoma, a następnie znika z mediów. A kto jest ich wiodącym właścicielem? Nie twórzmy mitów i teorii spiskowych. Potrzebne jest rozsądne i dyskretne działanie, umożliwiające nam zagwarantowanie niepodległości i niezawisłości, postawienie potężnego sąsiada przed faktem dokonanym, po którym albo zaakceptuje on Polskę jako partnera, być może nie jako 1:1, ale 2:1, ze względu na różnicę potencjałów, ale mimo wszystko jako partnera a nie Nebenland, dla którego nagle stwarza się plan 2.0, pozwalając wierzyć jego skundlonej i przekupnej elicie, że oto się osiągnęło upragnioną przynależność do struktur zachodnich, raj utracony, krainę wiecznej szczęśliwości.

Jedynie broń atomowa i środki jej przenoszenia, jest w stanie zapewnić nam bezpieczeństwo ze strony naszych sąsiadów. Nic innego nie jest w stanie nam tego zapewnić. W kwestiach gospodarczych, należy rozpocząć od nowa pracę od podstaw, sprytnie wykorzystując zagraniczne wzorce i tworzyć struktury alternatywne, stopniowo przejmujące własną przestrzeń gospodarczą a docelowo zdolne do ekspansji. Alternatywą dla gospodarczego uniezależnienia się od Niemiec, może być eksport wysokiej jakości żywności na nowe rosnące rynki – Bliski Wschód i Azja. Nie ma alternatywy, nasze sąsiedztwo to ciągłe współzawodnictwo, kooperacja daje większość korzyści tylko jednej stronie. W polityce międzynarodowej, zwłaszcza z takim partnerem jak Niemcy, nie można mieć żadnych złudzeń. Pierwszą rzeczą, jaką można zrobić będąc naturalnym, jedynym i najbardziej korzystnym kierunkiem takiego państwa jak Niemcy, jest organizacja państwa na wzór Izraela, kolejny krok – broń atomowa, równolegle rozwój eksportu żywności, która we współczesnym świecie staje się towarem strategicznym. Przy okazji można rozwijać członkostwo w Unii Europejskiej, przynajmniej tak długo jak długo jest to dla nas korzystne, traktując ją tak samo – dokładnie na wzór niemiecki, jako bardzo istotne narzędzie wspierające nasz rozwój i eksport.

Nie można mieć złudzeń, liczy się pragmatyzm nie mamy z tym krajem żadnych w3spólnych interesów nawet w perspektywie średniookresowej, a ciągła podległość, podporządkowanie się i podpięcie własnego wagonika prędzej czy później doprowadzi nas do komór gazowych i krematoriów. Jest, co czerpać z wzorców niemieckich, jednych z najlepszych na świecie. Obyśmy nie musieli płacić strasznego rachunku gipsowanych gardeł i wiązanych drutem kolczastym rąk, za głupotę naszych skundlonych elit.

12 komentarzy

  1. Ciekawe spojrzenie na temat stosunkow na zachod od Odry. Ponizej kilka moich obserwacji.

    1) W wyniku przeksztalcen gospodarczych w wykorzystywaniu szans jakie zaoferowala Polska transformacja udzial wzial caly zachod, czerpiac z tego wymierne korzysci, wlacznie z naszymi tak zwanymi sojusznikami. W tym aspekcie Niemcy nie sa odosobnione, nalezy o tym glosno mowic.
    W tym wzgledzie po prostu uwazam, ze nie nalezy winic przyslowiowych “innych” za nasza wlasna glupote.
    Czy Japonia, Korea Pld. lub Chiny rozwinelyby sie do obecnych poteg nie majac na poczatku drogi “szklarniowych” warunkow w postaci keiretsu, czeboli czy innych form SOE oraz ochrony przed zagraniczna konkurencja? Moim zdaniem nie.

    2) Ministerstwo Krucjat Zagranicznych generalnie nie prowadzi zadnej aktywnej polityki wobec zadnego liczacego sie kraju, nie tylko wobec Niemiec.
    Prosze wybaczyc porownanie, ale w epoce slusznie minionej polityka zagraniczna byla na duzo wyzszym poziomie i to pomimo tego, ze byla mocno ograniczona.
    Obecnie poklepywanie przez wielkich tego swiata opanowano niemalze do perfekcji. Wielokrotnie podkreslalem to takze na lamach Obserwatora, ze obstawiamy stare sojusze (dotyczy to kazdej partii w Sejmie) nie widzac tektonicznych zmian w swiatowej architekturze. Wczesniej czy pozniej ta slepota sie zemsci. Dla naszego wlasnego dobra, oby bylo to pozniej.

    3) Elity mamy slabe, wrecz zalosnie slabe, a w dodatku coraz czesciej dochodze do wniosku, ze nadawaly sie tylko i wylacznie do obalenia ustroju slusznie minionego. Do budowania normalnego Panstwa sie nie nadaja chociazby dlatego, ze prawie nikt z obecnych elit nie wie (bo i skad) jak normale Panstwo funkcjonuje (o budowie takich mechanizmow juz nie wspominajac). Jedyne co zna to ustroj poprzedni, dlatego obecnie widac karykaturalne przepoczwarzenie tego co bylo przez jednego z komentatorow dowcipnie nazwane ATRAPIA.
    Elity uwierzyly w “Koniec historii” Fukuyamy tak mocno, ze nawet nie wysilano sie na nic wiecej oprocz “moralnego autorytetu”. Wejdziemy do UE i NATO, a reszta sie zrobi sama, bedzie juz tylko dobrze.
    Wzmocnione to zostalo slepym przejeciem amerykanskiego (podkreslam to celowo) systemu wartosci zupelnie nieprzystajacego do polskich warunkow, ani spolecznych, ani geopolitycznych, czemu nasze zaslepione miloscia do wielkiego brata elity przyklasnely. Mam na mysli skrajny indywidualizm, konsumeryzm podparty zlotym cielcem wzrostu PKB, powielanie bredni o tym, ze “kapital nie ma narodowosci” i tak dalej. Ameryka moze sobie na to pozwolic poniewaz jest imperium, a na dodatek nie ma zadnych rywali w najblizszej okolicy.
    Dziwnym trafem Niemcy, ani Francja nie zdecydowaly sie na przeszczep amerykanskich wzorcow na swoj grunt, mimo ze ekonomicznie sa o wiele bardziej predysponowani do tego. Oba kraje posiadaja swoj wlasny system finansowy -nie wiem kto kupi brednie ze Deutsche Bank nie jest niemiecki, a BNP Paribas francuski.

    4) Obronnosc to temat rzeka. Izrael dostaje kolosalne dotacje co roku od Kongresu na zbrojenia. Polska dostala dwie zuzyte fregaty, ktore mialy byc zezlomowane, a zostaly naprawione u naszego sojusznika za pieniadze polskiego podatnika, na dodatek kilka starych transportowcow tez do remontu.
    To znaczaca roznica, ktora swietnie obrazuje jak “strategicznym” sojusznikiem jestesmy dla Ameryki.
    Innymi slowy z tej milosci wiecej owocow nie bedzie, zwlaszcza po umowie Rosneft-ExxonMobil, a to znowu zasluga elit, ktore przez ponad 20 lat nie potrafily prowadzic real-politik i pragmatycznie stawiac polskiego interesu w rozmowach z glownym filarem NATO jakim sa Amerykanie.
    Niemniej jednak zgoda co do tego, ze izraelski sposob organizacji panstwa powinien sluzyc za przyklad.
    Jest jedno, ale – ktory z politykow w III RP glosno powie o przywroceniu powszechnego szkolenia wojskowego (niekoniecznie w formie poboru), o tym ze nalezy wiecej srodkow przeznaczyc na realna budowe rodzimych zdolnosci obronnych i zbrojeniowke, a nie kupowanie wszystkiego na zachodzie. Nie widze jakos chetnego.

    5) Bron ABC(C) – tutaj pelna zgoda co do tego, czego nam potrzeba do zagwarantowania integralnosci. Priorytet to A i drugie C (Cybernetyczna), pozniej reszta.
    Wciaz jest szansa na zaangazowanie ogromnego polskiego talentu informatycznego do drugiego C, tyle ze trzeba miec jakas wizje szersza zaangazowania rodzimej kadry inzynierow niz sprowadzanie biura projektowego jednej z popularnych przegladarek do Wroclawia. Mozliwie szybko zanim wszyscy wyjada do Iralndii i UK realizowac sie za rozsadne pieniadze.
    Co do A to oczywiscie jest najsilniejsza polisa jaka mozna miec, tyle ze Narodowe Centrum Badan Jadrowych jest wedlug doniesien medialnych na skraju bankructwa.
    Pierwszym krokiem do A powinna byc budowa wlasnych elektrowni atomowych, bo to byloby realne doswiadczenie zdobyte w praktyce z tematami atomowymi.
    Kilka miesiecy temu zalozylem sie z kolega, ze jak przyjdzie do budowy elektrowni atomowej to pewnie powstanie jakies tam nowe Narodowe Centrum Atomistyki, a na jego czele zasiadzie polityk nie majacy o tym pojecia.
    Dzisiaj sobie te butelke odkorkuje, ale bez radosci, bo jak to bedzie wygladac podobnie do Narodowego Centrum Sportu (a mam dziwne przeczucie, ze bedzie) to koncertowo zostanie to spaprane.

    Brak realizmu wszystkich opcji politycznych jest zastanawiajacy. Wszyscy patrza na zachod – PO na ten za miedza, PiS na ten za oceanem. Na polnoc i poludnie nikt o wschodzie, i tym bliskim i dalekim nawet nie wspominajac.

  2. Stach Głąbiński

    Ilość bredni nagromadzonych w tym artykule przerasta możliwość sprostowania wszystkich błędnych lub dyskusyjnych stwierdzeń. Poprzestanę na kilku.
    Rozwój gospodarczy i cywilizacyjny Polski w okresie PRL-u można porównać w naszej historii tylko z podobnym wzrostem w wiekach XIV-XV i z postępem, jaki dokonany został na naszych ziemiach w 2-giej połowie XIX wieku.
    Do nieszczęść narodowych, jakimi były kolejno: “potop” szwedzki, rozbiory i tragedia 2-giej wojny światowej walnie przyczynili się nasi przodkowie, wina zaś naszych sąsiadów w znacznej mierze sprowadza się do czynnika określonego przysłowiem “okazja czyni złodzieja”.
    Sens Unii Europejskiej wynika z globalizacji. W obecnych warunkach problemów decydujących o naszym być, albo nie być, nie da się rozwiązywać w ramach państewka wielkości Polski czy Niemiec. W sytuacji, gdy ustalenia obejmujące wszystkie kraje napotykają na olbrzymie trudności (przykład konferencja Rio+ w ubiegłym miesiącu) kraje, którym zależy na zapewnieniu jakiej takiej przyszłości swoim obywatelom, muszą jednoczyć się. Kwestia, kto na tym więcej, a kto mniej skorzysta zależy głównie od tego, jakie wykształcenie zapewni się obywatelom i jak osiągnięte w ten sposób zasoby wiedzy i umiejętności potrafi wykorzystać, czyli krótko mówiąc zależy od rozsądku, którego zasoby, jak widać m. in. z pisaniny krakauera, mamy ograniczone.
    Dyskutować o kwestiach militarnych i innych pomniejszych nie mam zamiaru, gdyż uważam, że przekroczyłbym granice nakazane przez rozsądek.

    • Pozwolę sobie na małą ripostę, otóż ani komentowanie ani myślenie nie jest nakazane szanowny Panie 🙂 a wnioski wyciągacie państwo czytelnicy sami.
      Serdecznie pozdrawiam
      k.

    • Ja natomiast pozwole sobie na zadanie kilku pytan, na ktore Pan Stach Glabinski z pewnoscia bezproblemowo odpowie.

      1) Nigdy nie osmielilbym sie krytykowac cywilizacyjnych dokonan ustroju walczacego z problemami nieznanymi gdzie indziej, aczkolwiek gryzie mnie dostepnosc danych ekonomicznych niepotwierdzajacych wyzszosci socrealizmu w wydaniu PRL nad innymi systemami.
      Polska po wojnie startowala z poziomu bardzo zblizonego do Hiszpanii, a poniewaz potencjal ludnosciowy jest podobny to Polska powinna byc obecnie na podobnym poziomie rozwoju jesli nie wyzszym.
      Krotki rzut oka na HDI, PKB per capita lub tez wycieczka na polwysep Iberyjski potwierdza obraz zgola odmienny.
      Bylbym niezmiernie zobowiazany jesli wyjasni mi Pan dlaczego tak jest?

      2) W swej arogancji znani ekonomisci (mozna poczytac na FT) niektorzy z nagroda Nobla nawet smia twierdzic, ze obecny model funkcjonowania UE faworyzuje Niemcy, a przemodelowanie go w kierunku w jakim dazy jeszcze to poglebi.
      Globalizacja oczywiscie niezmiernie wazna jest (szczegolnie dla firm, ktore na tym zyskuja), w zwiazku z czym prosze podac chociaz jedna polska firme posiadajaca globalna marke?

      3) Traktaty z RIO i tym podobne dla krajow rozwijajacych sie maja jedna, aczkolwiek dosc znaczaca wade – faworyzuja kraje rozwiniete (postindustrialne).
      Ja jestem jak najbardziej chetny obnizaniu poziomu emisji CO2, pod warunkiem ze kosztami emisji obciazany zostanie nie kraj producenta, ale kraj finalnego konsumenta (podobna koncepcja jak VAT).
      Dziwnym trafem na to chetnych jest niewielu, nie mam pojecia dlaczego.
      Pan z pewnoscia to wie, wiec ja sie chetnie od Pana dowiem?

      4) Wyksztalcenie rzecz niezmiernie wazna, szczegolnie jesli wykorzystana w kraju i dla dobra kraju.
      Jakims dziwnym trafem spora grupa mlodych wykorzystuje je poza “zielona wyspa” nie widzac dla siebie perspektyw w RP.
      Czy moze Pan powiedziec dlaczego to gospodarka zielonej wyspy nie jest w stanie zaabsorbowac tych glow dla wlasnej korzysci? Mam jakies dziwne wrazzenie, ze w hinterlandzie potrzeba glownie wykonujacych prace nazwijmy to proste jak na przyklad montaz.

      5) Prosze sie odniesc do kwestii militarnych i pomniejszych, ja jestem bardzo ciekaw.
      Dziwnym sposobem obecny jedynie sluszny sojusznik rozwoju technologii militarnych nie uwaza za przekroczenie rozsadku i to pomimo o niebo lepszej sytuacji geostrategicznej.

      6) Przerabialismy juz jedna integracje w poprzednim systemie, ktory mial trwac zawsze. Bylbym ostrozniejszy w ferowaniu wyrokow co do przyszlosci obecnego ukladu, zwlaszcza w obliczu obecnego kryzysu, kotry najwyrazniej umknal Pana uwadze.

      Pozdrawiam, oczekujac na odpowiedzi na nurtujace mnie pytania.

      • A ja tam, nie siliłbym się o pytanie o cokolwiek tego pana, zasugerowałem mu jako stałemu czytelnikowi potrzebę wsparcia naszej inicjatywy… i cisza. Po co z takim kimś dyskutować? Dla racji? Chyba szkoda czasu 🙂 Serdecznie pozdrawiam

  3. Dawno się tak nie uśmiałem. Autorowi polecam wyjście spod kamienia pod którym siedzi i poszerzenie wiedzy o świecie zamiast tuszowania swojej ignorancji z pomocą kilku ładnie brzmiących frazesów. Wie Pan, to tak jak z szyciem paragrafu na człowieka. Papier jest cierpliwy i każdą głupotę przyjmie. Szkoda tylko, że poza wodolejstwem, to samej merytoryki jest w pańskich wypocinach niewiele:)

    ps. wiedzę z historii również radzę uzupełnić, bo się Pan kiedyś skompromituje polemizując w gronie ludzi wykształconych… a nie tylko wyuczonych.

    • Świetny tekst, otwierający oczy, ale nie dla lemingów i “wyksztauciuchów” roszczących sobie monopol na rzeczywistość

    • youngcontrarian

      Panie majuszm,

      “Dawno się tak nie uśmiałem.” “wypociny…glupota…lanie wody”

      I to ma byc Panski konstruktywny argument/polemika z autorem ?
      Kto tu sie osmiesza ?
      Albo przyjmie Pan zasady wymiany pogladow przyjete w cywilizowanych spoleczenstwach albo wstrzyma sie Pan od prymitywnych i przede wszystkim jalowych komentarzy.

      Pozdrawiam ,
      youngcontrarian – Nowy Jork

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.