Wojskowość

Mistrale a tarcza antyrakietowa, czy postawimy się sojusznikowi i kto na tym skorzysta?

 Troszkę głośno się zrobiło o pewnym wywiadzie z nowym wicepremierem panem Tomaszem Siemoniakiem – ministrem obrony narodowej. Abstrahując od tego co powiedział, liczy się to jak to odebrali nasi zagraniczni partnerzy. Jeżeli rzeczywiście pozwolilibyśmy sobie na „ukaranie” Francji rezygnacją z zakupu ich technologii tarczy antyrakietowej (Thales-MBDA) ze względu na sprzedaż przez ten kraj okrętów bojowych dla Federacji Rosyjskiej, która – jak należy się domyślać z tej retoryki zagraża nam już bezpośrednio, to byłaby rewolucja w dotychczasowej polityce Polski.

W ogóle za sam pomysł, że moglibyśmy się tak postawić należy się panu Siemoniakowi pomnik! Oczywiście Mistrale dla Rosji nie stanowią dla nas nadzwyczajnego zagrożenia, ponieważ zatopienie tak dużego okrętu na Bałtyku to czysta przyjemność, jednakże liczy się sam fakt. Francja nie może sprzedawać uzbrojenia ofensywnego państwu, które może zagrozić jej sojusznikowi – Francuzi muszą się na coś zdecydować, ewentualnie – to umiejętnie zrekompensować.

Tutaj otwiera się wdzięczne pole do spekulacji. Po pierwsze bowiem – może być to zwykła gra – na obniżenie ceny lub zyskanie poszerzonej opcji offsetowej z Paryża. Po drugie – może to być niestety „manewr” polityczny mający na celu wyeliminowanie doskonałego europejskiego producenta na rzecz kontrahenta atlantyckiego – oferującego również rewelacyjny produkt będący wzorcem w swojej klasie.

Problem polega na tym, że takiej zniewagi Francja nie doznała od czasów inwazji na Kanał Sueski, naprawdę to nie jest kraj, któremu można mówić co ma robić, ewentualnie szantażować go gospodarczo. Francja jest wielka, technologicznie prawie niezależna – każdy kto z nią zadrze politycznie i gospodarczo prędzej czy później tego pożałuje.

Powinniśmy z przyczyn praktycznych kupować europejskie uzbrojenie, ponieważ w ten sposób wspieramy europejskie miejsca pracy, a przy okazji możemy wejść w kooperację z europejskimi potentatami w produkcji uzbrojenia. Jeżeli ziściłyby się plany rządu, żeby uzyskać akcje jednego z wielkich europejskich koncernów zbrojeniowych w zamian za wkład w postaci polskiego potencjału – to byłaby zmiana epokowa! Z tego względu powinno nam zależeć na tym, żeby wspierać tak bardzo jak bardzo się da unijny przemysł zbrojeniowy.

W takim układzie nie ma problemu z ewentualnym zarzutem politycznym, że pieniądze jakie otrzymujemy w ramach unijnej pomocy – wydajemy na drogie zabawki w Waszyngtonie. Niestety jest w tym dużo prawdy, ponieważ to się bilansuje, pieniądze oszczędzone na inwestycjach – możemy wydać na broń, a góra Euro z Brukseli i tak czeka na wydanie.

Dodatkowo współpraca z Francją to jest wartość sama w sobie, ponieważ Francuzi akurat posiadają całą gamę produktów, których bardzo pożądamy. Po pierwsze to broń różnego rodzaju i technologie wojskowe mające cały szereg zastosowań. Po drugie łodzie podwodne, które oni uparli się montować u nas, tylko my nie bardzo chcemy! Po trzecie elektrownie atomowe – Francja dysponuje doskonałą technologią. Po czwarte samolot wielozadaniowy wraz z całą rodziną uzbrojenia – mogący być doskonałym uzupełnieniem dla naszych nielicznych F-16 ii nie trzeba się nikogo prosić o kody do komputera, żeby móc zrzucić bombę inaczej niż grawitacyjnie. Potencjał Francji jest olbrzymi, to jest ostatni kraj z którym powinniśmy się sprzeczać na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Ze współpracy możemy mieć gigantyczne korzyści.

O wiele rozsądniejszą polityką byłoby zamiast potencjalnie oponować przeciwko sprzedaży Mistrali dla Rosji – porozmawiać o specjalnych warunkach dotyczących budowy i nabycia okrętów podwodnych typu Scorpene i przenoszonych przez nie rodzajów uzbrojenia. Dodatkowo – w pakiecie można spróbować pozyskać dywizjon lub dwa rakiet Exocet, najlepiej jeszcze zakupić co najmniej z 12 doskonałych samolotów Rafale. W tym sensie, żeby wynegocjować specjalne warunki w atmosferze wielkiej przyjaźni. Sprzedanie nowoczesnego uzbrojenia – po dobrej cenie Polsce nie będzie dla Francji żadnym problemem, a wręcz przeciwnie – umocni przyjaźń między naszymi państwami. Natomiast jeżeli o „polskim szantażu” zrobi się głośno, to nie można mieć złudzeń – Francja, żeby nie ucierpiała jej duma i wielkość, będzie musiała zachować się adekwatnie do sytuacji.

Reasumując, współpraca wojskowo-przemysłowa z Francją jest wartością samą w sobie. Ilość możliwych opcji jakie można pozyskać z Francji jest tak gigantyczna i stwarza zupełnie nowe możliwości dla naszej gospodarki i armii, że opłaca się przełknąć Mistrale. Ukształtowanie wybrzeża i zasady użycia takich okrętów powodują, że zastosowanie ich w operacji wodno-powietrznej przeciwko Polsce może mieć ograniczony charakter jedynie do rejonów bezpośrednio osłanianych przez rosyjskie siły morskie. Samodzielne operowanie lub operowanie takiego okrętu wraz z zespołem wsparcia po zachodnim Bałtyku, a już na pewno na zachód od Bornholmu – to doskonały cel dla NATO. Z powyższego względu nie ma się o co napinać, aczkolwiek oczywiście państwa Bałtyckie i Ukraina po otrzymaniu przez Rosję tych okrętów znajdują się automatycznie w nowej sytuacji.

2 komentarze

  1. Nie wierzę w to że nasi są gotowi się przeciwstawić sojusznikom, przecież to jasne że tu chodzi o wybranie jedynie słusznej opcji zza wielkiej wody. Dodajmy ona nie jest zła, ale miejsc pracy od tego w Europie nie przybędzie, czyli będziemy biedniejsi

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.