Paradygmat rozwoju

Ministrami gospodarki i finansów powinni być losowo dobrani przedsiębiorcy

 Ponieważ w obecnym rządzie nie ma czegoś takiego jak centralne wyznaczanie i przestrzeganie wypełniania wyznaczonych priorytetów strategicznych – każdy z ministrów sobie „skrobie jak może”, a przeważnie mogą mało lub jeszcze mniej niż im się wydaje w zależności od tego czy mamy do czynienia z ministrem/”ministrą” technokratą, celebrytą, czy też posiadającym silne plecy i trzymanie przez zewnętrzne grupy interesu.

Z powyższego powodu rząd nawet nie próbuje koordynować kluczowych polityk, zwłaszcza w sferze reform systemu, których po prostu nie przeprowadza. Nad tym wszystkim nadrzędną czapą jest jedno z największych polskich przekleństw czyli myślenie resortowe, to znaczy postrzeganie spraw z perspektywy interesów konkretnego resortu a nie realizacji elementu polityki państwa. Tak po prostu jest i nikomu nigdy nie udało się tego przekleństwa wyeliminować i prawdopodobnie się nie uda, bez kompleksowej modyfikacji sposobu funkcjonowania naszej administracji.

Teoretycznie władzę posiadają członkowie rządu, tj. Prezes Rady Ministrów i poszczególni ministrowie. W praktyce jest inaczej, albowiem kluczową osobą w każdym resorcie jest jego Dyrektor generalny. Powodem jest władanie przez niego zasobem kadrowym, to znaczy może skutecznie kogoś zwolnić, przesunąć lub przyjąć. Wiceministrowie przeważnie realizują jakieś konkretne zadania jakie zostały im powierzone do realizacji – z nielicznymi wyjątkami przeważnie „szału nie robią”, często ich kompetencje wchodzą w konflikt z kompetencjami pełnomocników działających w ramach ministerstw, czy też całymi agencjami rządowymi, którymi teoretycznie kierują ale w praktyce sytuacja jest diametralnie odrębna. Trzeba pamiętać, że w naszej administracji rządzi i decyduje zasada – podpisania pisma przez ministra lub osobę przez niego upoważnioną. Celem działania całych pionów administracji jest po prostu przygotowywanie pism i wymienianie się nimi. To w ten sposób działa – i co jest najważniejsze, w zasadzie działa nieźle, albowiem kraj w zasadzie funkcjonuje – co widać po tym, że reaguje na bodźce.

Trudno jest rozważyć, czy problemem naszej administracji jest nieudolność administracji wykonawczej, czy też abstrakcyjność i oderwanie kierownictwa politycznego? Nie jest tajemnicą w Warszawie, że w niektórych „celebryckich” ministerstwach – nikt poważnie swojego „ministra/ministry” nie traktuje poważnie, ponieważ to co widzimy w telewizji to jedynie mały procent ich smutnej codziennej rzeczywistości. Jeżeli nie ma się autorytetu politycznego, można wzbudzić jedynie strach, ale strach trzeba umieć wzbudzić – inaczej wzbudza się w sposób żałosny śmieszność.

Ponieważ nasi ministrowie nie są politycznymi osobowościami to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ten rząd lub przyszłe rządy – oparł się na mechanizmie losowania mającym zagwarantować dopływ świeżej krwi i nowych nieskażonych przez niemoc pomysłów do realizacji. Ministrów gospodarki i finansów należałoby wybrać spośród przedsiębiorców, prowadzących przez co najmniej 10 lat nieprzerwanie działalność gospodarczą w Polsce, którzy zgłosili by się do udziału w konkursie. Nie ma innego sposobu na ożywienie z marazmu tych molochów i wprowadzenie zmian takich jakie są pożądane przez te najbardziej zainteresowane środowiska.

Tacy ministrowie z przypadku – nie mieliby nic do stracenia, a istnieje poważne prawdopodobieństwo, że trafiłoby się na „państwowców” posiadających etos i potrzebę „dobrej roboty”. W ten sposób ci ludzie mieliby możliwość skutecznego oddziaływania na zmianę nastawienia kluczowych dla gospodarki części administracji państwowej – jak aparat skarbowy oraz w części przynajmniej izby gospodarcze, do czegoś się jednak przydające (np. do promocji). Byłby to eksperyment, ale jeżeli obecne dwa rządy – z przypadkowymi ministrami znikąd, albo nie wiadomo czyje interesy reprezentującymi – to nie jest eksperyment, to w czym problem? Po prostu inny poziom ryzyka, a zresztą każdego ministra można bardzo szybko odwołać. Jednakże nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy powierzyli władzę w tych kluczowych zakresach – przedsiębiorcom. Może oni wprowadzą na tyle ułatwienia i udogodnienia w systemie, że innym przedsiębiorcom będzie łatwiej pracować i będą mogli tworzyć miejsca pracy. A przecież nie ma niczego ważniejszego niż tworzenia miejsc pracy w gospodarce, ponieważ to zawsze napędza popyt, a popyt oznacza zwiększanie produkcji.

Niech żyją polscy przedsiębiorcy – to oni utrzymują cały system.

2 komentarze

  1. wieczorynka

    Podpisuję się pod tytułem artykułu, dodam jeszcze, że przedsiębiorcy powinni być całkowicie niezależni i nieprzekupni.Warunek niezależności a zwłaszcza nieprzekupności jest trudny, jednak ja sądzę, że jest iluś takich przedsiębiorców w Polsce.

  2. Ale @autor walnął o beton!
    Który z prawdziwych przedsiębiorców zgodzi się zarabiać kilka razy mniej niż w swoim biznesie?
    Jakieś rekompensaty za utracone zarobki @autor przewiduje?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.