Polityka

Miller na śniadaniu z Tuskiem. Możliwa koalicja PO z SLD?

 Niewiele wiemy o porannym spotkaniu dwóch polityków. Podobno śniadanie było “smaczne” i omawiano “kwestie techniczne”, a cała rozmowa miała “charakter kurtuazyjny”. Na briefingu prasowym Leszek Miller zapowiedział, że klub SLD będzie wspierać “rozsądne” propozycje rządu. Czy to początek bardziej daleko idącej współpracy?

Całej sytuacji z niepokojem przygląda się Waldemar Pawlak. Robi dobrą minę do złej gry, zapewnia, że nie rusza go spotkanie dwóch mężczyzn. Czym nagły przypływ miłości premiera Tuska do Sojuszu Lewicy Demokratycznej jest spowodowany?

To dobre zagranie z punktu widzenia pozycji Platformy w rozmowach koalicyjnych z PSL. Donald Tusk może powiedzieć “Waldiemu” – “Albo zgadzasz się na naszą propozycję, albo bierzemy do koalicji Sojusz, który jest w sytuacji podbramkowej i przyjmie każdą naszą propozycję”. Spór z ludowcami skoncentrował się wokół Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, szef rządu widziałby na stanowisku szefa tego resortu swojego doradcę Michała Boniego, a nie Jolantę Fedak, która według wielu ekspertów jest fatalnym ministrem. Z kolei pani Fedak nie dostała się do Sejmu i Pawlak nie chce zostawić jej bez pracy. Może chodzić także o propozycje wicepremiera, jeśli chodzi o stworzenie “superresortu” czyli włączenie do Ministerstwa Gospodarki części prerogatyw Ministerstwa Ochrony Środowiska dotyczących energetyki. Pawlak chciałby mieć bezpośredni wpływ na proces wydawania koncesji na wydobycie gazu łupkowego. Polska to według wielu geologów “łupkowe El Dorado”, zatem to ogromna władza.  Władza, której premier Tusk nie chce tak łatwo oddać.

Możliwy jest inny scenariusz – SLD drugim koalicjantem. Koalicja rządowa dysponuje wtedy ogromną większością 260 głosów i nie musi w sprawie poszczególnych głosowań dogadywać się z Palikotem. Myślę, że postkomuniści z SLD liczą na taki właśnie scenariusz. Dlatego Ryszard Kalisz tak “potulnie” przyjął wygraną Millera w wyborach na szefa klubu parlamentarnego. Uważa, że teka ministra sprawiedliwości jest w zasięgu ręku, ministrem Edukacji mogłaby zostać druga wiceprzewodnicząca klubu Krystyna Łybacka (podobno Platforma ma problem ze znalezieniem fachowca na to stanowisko,  słabej minister Hall premier chce się jak najszybciej pozbyć), a Miller dostałby propozycję bycia np. wicemarszałkiem Sejmu, albo wydzielono by mu jakiś nowy resort z już istniejących.

I ostatni wariant – SLD pełni rolę tzw. “cichodajki”. Wspiera rząd nieformalnie, głosując za wybranymi projektami i cały czas pełni rolę straszaka dla ludowców. A ludzie związani z lewicą obejmują “okołorządowe” synekury” w administracji na szczeblu centralnym i lokalnym. Działacze w regionie są zadowoleni, nikt nie kwestionuje przywództwa Millera, a on może sobie spokojnie brylować na salonach i występować w mediach, co jak widać bardzo lubi.

Na koniec warto zadać sobie pytanie. Czy to koniec SLD? Związanie się Sojuszu z PO, może oznaczać ustawienie się tej partii w roli przystawki wobec Platformy, tak jak było z Samoobroną i LPR. Wielu ludzi lewicy przeszło do ekipy PO, mogą to zrobić i inni. Tusk dąży do wyklarowania jasnego podziału na polskiej scenie politycznej: PO – to proeuropejska, umiarkowana partia centrowa, centrolewicowa, druga siłą jest skupiający wokół siebie prawicowe środowiska PiS. Najchętniej wyeliminowałby i partię Kaczyńskiego, ale wtedy nie było, przeciw komu walczyć, a trzeba by zacząć rządzić, do czego premier kompletnie się przecież nie nadaje i świetnie sam sobie z tego zdaje sprawę. Nie ma miejsca w tym modelu na mniejsze partie. SLD wchłonięte przez PO? To całkiem możliwe.

Maciej K.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.