Polityka

Milczący 10 kwietnia?

 Zbliża się druga rocznica katastrofy lotniczej polskiego samolotu Tu 154m na smoleńskim lotnisku, z parą prezydencką i dostojnikami państwowymi na pokładzie. Delegacja państwowa udawała się na obchody kolejnej rocznicy Zbrodni Katyńskiej – mordu dokonanego przez państwo radzieckie na polakach w 1940r.

Pierwsza rocznica wydarzeń była okazją do wielu niepotrzebnych i niezdrowych emocji, polegających na publicznym demonstrowaniu stosunku do pamięci o tym wydarzeniu przez tłum skupiony w Warszawie pod pałacem prezydenckim. Wiele negatywnych emocji wydano także w mediach, w tym tych elektronicznych – obywatelskich, w których silnie celują prawicowi blogerzy.

Oskarżanie o zdradę narodową rządzących, a nawet jawne wskazywanie na winę, w tym bezpośrednią, – jako inicjatorów „zamachu” pod adresem najwyższych władz publicznych było i jest standardem najostrzejszych komentatorów. Wypadek, katastrofa, zamach, wybuchy, strzały, prawdopodobieństwo przeżycia katastrofy przez kilka osób i ich dobicie przez „zamachowców”, kontrowersje wokół samowolnie przymocowanego napisu na głazie na miejscu katastrofy, wreszcie krzyż na Krakowskim Przedmieściu, porażka Kościoła, jad z mediów dywagowanie, dlaczego premier poleciał wcześniej, bezsilność władzy – dotychczas niespotykającej się z takim morzem nienawiści – wojna Polsko – Polska, faktyczny rozpad społeczeństwa na dwa obozy, w tym pączkowanie z obozu prawicowego wielu coraz mniejszych podobozów. To nasza po smoleńska rzeczywistość.

Nie ulega wątpliwości, że sam wypadek 10 kwietnia to wyraz słabości naszego państwa, słabości instytucjonalno-systemowej, albowiem nie potrafiliśmy zorganizować bezpiecznie wizyty, w sposób wykluczający wszelkie możliwe do przewidzenia prawdopodobieństwa wypadku lub zamachu. Nie ulega także wątpliwości, że organizacja dochodzenia wyjaśniającego i udział w nim strony polskiej to porażka naszego rządu, który nie potrafił w sposób efektywny zagwarantować sobie pozycji nazwijmy to partnerskiej – równouprawnionej. A przynajmniej nie udało mu się spowodować, żeby tak wyglądać w krajowych i światowych mediach. W pewnej mierze, rząd Rzeczpospolitej stał się petentem rosyjskich organów dochodzeniowych, pozwalając na bezwzględne rozgrywanie sprawy po myśli Rosjan.

Z perspektywy czasu – jakkolwiek by to brutalnie nie zabrzmiało, nie ma żadnego znaczenia przyczyna katastrofy. To czy przestrzegano czy nie procedury, czy obsługa lotniska popełniła błąd mniejszy czy większy, czy bała się oskarżeń o utrudnianie Polakom dostępu do Katynia, czy celowo z czyjegoś poruczenia pozwalała lądować – to wszystko już nie ma znaczenia, ale z pewnością będzie dostarczało jeszcze przez dziesiątki lat pożywki dla wielu umysłów spragnionych odkrywania mrocznych sekretów i tajemnic. Dywagacje na temat wytrzymałości kadłuba samolotu Tu 154m i brzóz rosnących pod Smoleńskiem w ogóle warto sobie darować. To wszystko już nie ma żadnego, najmniejszego znaczenia. Liczy się pamięć ofiar i wspomnienie po nich, pełne zadumy, szacunku i żalu – albowiem Polska straciła wielu wspaniałych synów i wiele wspaniałych córek. Zresztą nic więcej niż pamięć nam nie pozostało. Poza nieszczęsnym samolotem, którego wrak leży na płycie lotniska, – którego nie udało się mu osiągnąć. Warunki przechowywania wraku i okres – ile to trwa, budzą niepokój władz polski i polskiej opinii publicznej. W pewnym sensie rząd przyznał się do porażki dyplomatycznej w odzyskaniu własności, którą Rosjanie przetrzymują pod pozorem własnych procedur – śledztwo się toczy.

Z tego tylko względu, żeby niepotrzebnie nie dawać przyzwolenia na mieszanie w naszym kotle przez siły zewnętrzne nie powinniśmy się faktami smoleńskimi w żadnej mierze emocjonować. W ostateczności, chociaż świeża, to nie jest to największa katastrofa w naszej historii. A na pewno już nie jest to największy dramat Polaków na ziemi rosyjskiej. Nigdy kwestie smoleńskie, obchody, pamięć, żal, nie mogą przesłonić pamięci o mogiłach w Katyńskim lesie. Tam, bowiem leżą męczennicy, bezwzględnie zamordowani przez stalinowskich oprawców. Nie można mylić miary, Smoleńsk nie jest Katyniem naszych czasów – jak chciałoby wielu nierozumiejących rangi wydarzeń roku 1940. Katyń można porównywać, – jako daninę krwi – jedynie z krematoriami, Pawiakiem, Ponarami i innymi miejscami gdzie okupant – ze wschodu lub zachodu, mordował obywateli polskich tylko za to, że byli Polakami, lub Polsce jako swojej ojczyźnie służyli.

Zważywszy na fakt, że obecna prawicowa opozycja stawia sobie za cel istnienia odsunięcie od władzy prawicowych liberałów, najbliższy 10 kwietnia może przybrać bardzo niekorzystny obrót. Nie może być mowy o przyzwoleniu państwowym na demolowanie pamięci narodowej w imię czczenia indywidualnego sposobu rozumienia racji. Wszystko zależy jednak od lidera opozycji, spokrewnionego z główną co do ważności państwowej ofiarą katastrofy. Jeżeli pan Kaczyński nadal, w sposób bezkompromisowy będzie domagał się „wyjaśnień” i „ukarania winnych” adresując swoje roszczenia do narodu polskiego – to po jakimś czasie dojdzie u nas do zwyczajnej wojny domowej, albowiem druga strona – zupełnie nie czuje się za katastrofę odpowiedzialna, nie zamierza, nie powinna i nie może pozwolić – na zdominowanie publicznej dyskusji mitami dogmatyki smoleńskiej! Niestety nie ma siły na zacietrzewienie zwłaszcza, jeżeli ktoś próbuje wykorzystać wszelkie niejasności związane z katastrofą – a takie, co należy obiektywnie stwierdzić, że są – do bieżącej walki politycznej.

W naszym interesie narodowym jest jak najszybsze zamknięcie kart katastrofy smoleńskiej i skoncentrowanie się na pamięci ofiar.

Co więcej można otwarcie żądać od rządzących, żeby w trzecim roku po katastrofie otwarcie wyciągnąć z niej wnioski – wskazując te procedury, instytucje i osoby, które zawiodły, wskazać winę, zmienić struktury o procedury – a przede wszystkim, co jest kwestią prestiżową, wreszcie nabyć nowe samoloty dyspozycyjne dla najwyższych władz państwowych i jako samoloty komunikacyjne dla administracji. Nie ma wytłumaczenia przetargiem, nie ma wytłumaczenia brakiem środków, nie można dłużej słuchać o jakimś kręgu niemocy. Jeżeli nie stać nas na nowy sprzęt, należy wybrać używany, – którego jest mnóstwo na zachodzie! Albowiem stan zawieszenia jest nie tylko prestiżowo szkodliwy, – ale po prostu utrudnia funkcjonowanie najwyższych władz państwowych – Prezydent 35 milionowego kraju zachodniego, członka NATO i UE nie może nie mieć samolotu komunikacyjnego – umożliwiającego mu swobodną – wedle jego woli i potrzeb podróż o zasięgu atlantyckim! Tak samo rząd nie może być pozbawiony kilkunastu samolotów dyspozycyjnych średniego zasięgu, umożliwiających swobodne poruszanie się po obszarze polskich interesów dyplomatycznych i gospodarczych w rejonie naszej państwowości! To jest naprawdę skandal, że niemoc decyzyjna paraliżuje nasze funkcjonowanie.

Szczególna rola w scenariuszu uspokojenia emocji spoczywa na mediach – dziennikarzach i redaktorach naczelnych, decydujących o tematach „wrzucanych” do mainstreamu. Nie do przecenienia jest także rosnąca rola mediów obywatelskich. Różne platformy bloggerskie robią swoje, każdemu wolno na nich publikować, dobre artykuły trafiają na pierwsze strony portali mając – często kilka tysięcy wejść w jeden wieczór. Od odpowiedniego moderowania dyskusji zależy, to jak Polacy będą podchodzić do tej smutnej rocznicy, z której wniosek może być tylko jeden – zawsze, ale naprawdę zawszę i wszędzie należy myśleć – np. przed startem trzeba dokładnie przemyśleć gdzie się wyląduje. Myślenie nic nie kosztuje! W myśleniu pomaga milczenie.

3 komentarze

  1. Mam do Pana otwarte pytanie historyczne, jako ze wspomnial Pan o emocjach oraz o tym, ze w pewnym momencie nie da sie juz pogodzic dwoch stron i moze dojsc do wojny domowej.
    Natomiast, czy widzi Pan podobienstwa spolecznych reakcji do tego co dzialo sie przed wprowadzeniem stanu. Oczywiscie przyczny sa inne (aczkolwiek chec utrzymania sie u wladzy nie jest az tak rozna), natomiast ciekaw jestem Pana porownan spolecznych reakcji w tamtych czasach i dzis?

    • Witam

      Biorąc poprawkę na to, że nie jestem historykiem … trudno doszukiwać się analogii pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami zważywszy na odmienne źródła “emocjonowania się”. Proszę pamiętać, że wówczas mieliśmy do czynienia z klasycznym dla naszego patriotyzmu “my i oni” My znaczy się Polacy i oni – obcy okupanci, zaborcy itd. I był to konflikt genetyczny, mający swoje źródło w “grzechu” 22 lipca 1944. W tym sensie ówczesne postawy narodu były genetycznie tożsame z jego historią, dorobkiem, kulturą, dziedzictwem… (można wymieniać i wymieniać z czym jeszcze)
      Natomiast obecne emocje bez względu na to na ile są sterowane (i na ile te w okresie wielkiej solidarności były) mamy do czynienia z pewnym najzwyklejszym kiczem. Wiem że to mocne słowo, ale inaczej nie da się do opisać jednoznacznie i bez marginesu na wypełnianie narodowo-patriotyczną papką. Po prostu to co obserwujemy obecnie to jest po prostu kicz, …. albowiem bez względu na fakty – nawet jeżeli był to zamach – i nawet jeżelibyśmy stwierdzili ponad wszelką wątpliwość że przyczyną tragedii z 10 kwietnia naprawdę było celowe działanie jakiejś inteligentnej siły… czy można nam to ujawnić? [oto jest pytanie]

      Wyobraża pan sobie konsekwencje ? Co mielibyśmy potem zrobić? Kto by doszedł w Polsce do władzy -zwłaszcza – jak byśmy mieli dowody że to był zamach – a nawet w skrajnej sytuacji jakby przedstawiciele obcej siły się do tego pół oficjalnie przyznali ??? Zaatakować jawnie źródło tej siły ? A może w sposób sekretny zestrzelić samolot głowy państwa z którego pochodzi ta siła i dobić około 100 jego wysokich przedstawicieli? A może po prostu wypowiedzieć wojnę? Proszę się nad tym zastanowić – przecież to by było samobójstwo narodowe – nawet jeżeli mielibyśmy bombę atomową… i to samobójstwo w wymiarze ostatecznym…

      W tym właśnie tkwi źródło kiczu – że zupełnie nie ma znaczenia co było powodem tej katastrofy, a w interesie państwa – jej jak najszybsze jej wyciszenie i jedynie ciche wspominanie ofiary – która bardzo boli. reakcje społeczne – z natury przesadzone służą sterowaniu politycznemu – w skrajnych wypadkach remodyfikowaniu racji stanu. Albowiem powtarzam pytanie – co mielibyśmy zrobić jako państwo – gdyby rząd miał wiedzę że 10 kwietnia to był zamach ? Przy czym wiadomo czyj…

      i żeby jeszcze bardziej zasiać panu wątpliwości – posłużę się pewnym historycznym hasłem… A czy to pierwszy przypadek, gdy nasi przywódcy giną na obcej ziemi w nazwijmy to “trudnych do wyjaśnienia” okolicznościach katastrof lub dziwnych śmierci? A Sikorski – Gibraltar ? A proszę się nie śmiać – Bierut w Moskwie ? Liczą się fakty… dlaczego brytole nie ujawniają pomimo tylu lat i bycia “sojusznikiem” (chroń nas Boże przed takimi sojusznikami dzisiaj i w przyszłości) wszystkich kwestii związanych z wypadkiem? A że generał był niewygodny, że był w stanie Stalinowi powiedzieć w oczy że był “s……..m” – to inna sprawa… przecież nikomu nie zależy na niezależności Polaków i Polski a nie ma nic lepszego niż zniszczyć aspiracje narodu – sprowadzić je do zera niż sterować jego elitami. Skrytobójstwo jest trudne. Poza tym … powiedzmy to w ten sposób – katastrofy lotnicze mają nad Rosją długą … tradycję … często giną w nich różni przywódcy…

      Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowej, ale jako przedstawiciel narodu – który niedawno był gazowany i strzelany w tył głowy w ramach zgodnej umowy jego wielkich sąsiadów – muszę brać pod uwagę wszystkie scenariusze i o to samo apeluje do wszystkich… tylko podkreślam, przecież nasza racja stanu wymagałaby zachowania w tajemnicy wiedzy o zamachu… dlatego trzeba milczeć, wspominać – wyciągać wnioski i nie dać się wszystkim “s…….m” do okoła… nie ma tu miejsca na żadne emocje. Żadne – zresztą płakać mogą tylko kobiety i to w domach. Publicznie musimy być niczym skała. Inaczej nie przetrwamy drugiego tysiąclecia… w takim otoczeniu się nie da.

      pozdrawiam z Krakowa

      • Bardzo dziekuje za obszerna odpowiedz i sklaniajacy do przemyslen punkt widzenia.
        Pozwole sobie odniesc do kilku aspektow. Nie wiem na ile emocje smolenskie sa sterowane, a na ile realne, natomiast za niebezpieczne uwazam przecenianie mozliwosci prezesa PiS swoich zdolnosci „kierowania” tlumem. W pewnym momencie moze wymknac sie to jakiejkolwiek kontroli i wtedy zacznie zyc swoim zyciem, jesli juz tak nie jest.
        O ile rzeczywiscie podzial „my i oni” byl genetyczny przed wprowadzeniem stanu wojennego, o tyle obecny podzial na „lemingow, zaprzancow, zdrajcow” oraz „mohery, patriotow i jedynych sprawiedliwych” moim zdaniem zaczyna isc powoli w podobnym kierunku. W pewnym momencie rozdzwiek bedzie tak duzy, ze nie da sie tego skleic z powrotem, co napewno ucieszy tych ktorym na tym zalezy, a na tym zeby Polska “nie skakala” zbyt wysoko zaczyna zalezec coraz wiekszej grupie wielkich tego swiata.
        Ja osobiscie jestem bardzo wyczulony na to co robia wielcy tego swiata, bo nie ma sie co oszukiwac ze los Polski od dobrych 300 lat zalezy wlasnie od tych wielkich i nie zrobiono przez ostatnie ponad 20 lat dobrej koniunktury geopolitycznej absolutnie nic, aby zabezpieczyc w realnym aspekcie polski interes narodowy.
        Od ponad 300 lat kraj jest w permanentnej defensywie, a nieliczne sukcesy udaja sie nie dzieki wlasnej sile ale dzieki chwilowym oslabieniom wrogow. Sukcesy w odbudowie Panstwa to glownie zasluga „wielkich”, ze albo zrobili za nas glowna robote albo sami sie wyeliminowali.
        Wlk. Ksiestwo Warszawskie – Napoleon rozbija Prusy
        Druga RP – Ententa rozbija Niemcow i Austrie w I WS a Rosja eliminuje sie sama przez rewolucje
        PRL – Niemcy rozbite przez aliantow
        Calkowicie sie z Panem zgadzam, ze jestesmy najpewniej tak slabi jako Panstwo, jak nigdy w historii. To ze zaczyna zmieniac sie uklad sil na swiecie pozostaje przez glowne sily polityczne niezauwazone (vide przemowienie ministra MSZ), a niestety zmienia sie na nasza niekorzysc. Rosja odzyskuje wigor i biorac pod uwage niemalze calkowita zaleznosc Polski od importu paliw plynnych w naszym interesie jest miec poprawne stosunki, przynajmniej do czasu zmniejszenia tej zaleznosci, w co zreszta watpie biorac pod uwage sprawnosc naszych elit. Jesli za cokolwiek pan byly premier Miller powinien stanac przed Trybunalem Stanu to za ukrecenie umowy z Norwegami na gaz i budowe gazrurki, bo bylo za drogo.
        Aby rozlozyc Polske na lopatki nie trzeba nawet jednego wystrzalu, wystarczy zakrecic kurek na Jamale i Przyjazni, i jak to ujal wicepremier Pawlak “bedziemy palic gazetami”.
        W kwestii surowcow Niemcy nam nie pomoga bo maja odmienne interesy, natomiast na tym etapie pozostaje to jedyny jeszcze w miare realny sojusznik, ktoremu zalezy na utrzymaniu Polski jako bufora chroniacego wlasny tylek. Tylko, ze nawet tego nie potrafimy do konca wykorzystac.
        Stany Zjednoczone nie tylko opuszczaja Europe i przekierowuja sie na Azje, ale spuscily nas w imie swoich dobrych interesow z Rosja, taka mini Jalta, czego znowu prezes Kaczynski nie zauwaza stajac na rzesach, aby miec amerykanska „reprezentacje” przy swoich wersjach raportow. A Ameryka milczy i to milczenie jest bardzo podobne do tego, ktore prezentuje Anglia w sprawie innej katastrofy. Bardzo zastanawiajace, ze sojusznik NATO nie jest zainteresowany udzieleniem jakiejkolwiek pomocy w tej sprawie, nawet dyplomatycznej. Tak jak Pan mowi, chron nas Boze przed takimi sojuszami teraz i w przyszlosci. I tylko wciaz zachodze w glowe, jak Parlament skladajacy sie w duzej mierze z historykow moze byc tak naiwny w nawiazywaniu takich sojuszy i slepego trwania w “lojalnosci” (dla mnie wasalizmowi) mimo oczywistej zmiany globalnego ukladu sil. Zdaje sie, ze kiedys wspominalem o oportunizmie anglosaskim i to jest jeden z tego przykladow. Ponad malowanie „efow” w Bydgoszczy nic wiecej z „militarnej” wspolpracy ze “strategicznym sojusznikiem” nie wroze, nie liczylbym na zadna tarcze w Polsce, zadne dwywizjony rakiet (oprocz nieuzbrojonych), ani inne cuda. Ale jak sie da wyciagnac od polakow kolejne pieniadze podczas kontraktow na smiglowce czy samoloty szkoleniowe to z pewnoscia sojusznicy sprobuja i nawet wroze im sukces, bo wciaz chetnych do poklepania po plecach w Oval Office nie brak – i nie ma znaczenia, ze wartosc bojowa tego bedzie niewielka, bo i logistycznie ciezko to naprawiac, o szkoleniach nie wspominajac, co najlepiej widac po „blyskawicznym” wrecz czasie osiagania zdolnosci bojowej przez 8 lat (i ciagle trwa)dwoch eskadr „efow”.
        Tak ma Pan racje, w kwestii Smolenska, parafrazujac Sarkozy’ego, tracimy dobra szanse by siedziec cicho. Ale oprocz siedzenia cicho, czas wyciagnac logiczne wnioski, a nie trwac w utopijnych wizjach „kawiorowych elit” czekania na sojusznicza pomoc. Niestety co do tego jestem bardzo sceptyczny i to zarowno w kwestii doczekania sie, jak i w kwestii zdolnosci logicznego myslenia wybrancow narodu – najwyrazniej Pilsudski nie mylil sie mowiac: “Wam kury szczac prowadzac, a nie polityke robic”.

        Rowniez serdecznie pozdrawiam.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.