Paradygmat rozwoju

Swoje miejsce w Europie przegraliśmy przez brak Euro

 O Polsce będzie można kiedyś powiedzieć, że u progu nowego tysiąclecia przegrała swoje miejsce w Europie ponieważ nie była w stanie przyjąć wspólnej waluty – systemu ponadnarodowego, od którego praktycznie w pełni zależy. Bez wspólnej waluty Polska była narażona na skutki zmian wartości waluty własnej oraz de facto została odcięta od możliwości wpływu na kształtowanie polityki gospodarczej, strategii i wszelkiego typu działań wielkiej ponadnarodowej wspólnoty w Europie.

We wszystko co się robi trzeba przynajmniej odrobinę wierzyć, licząc się z ewentualnymi konsekwencjami. Niestety nam się nie udało przyjąć Euro, wtedy kiedy była do tego szansa i gospodarcze możliwości tj. pod koniec rządów pana Jarosława Kaczyńskiego. Być może przyjęcie wówczas wspólnej waluty – kosztowałoby nas więcej w trakcie kryzysu jaki nastąpił wraz z początkiem rządów jego następcy. Jednakże bylibyśmy w klubie, o którego członkostwo teraz będziemy musieli się długi starać i zabiegać – ponownie u cudzych drzwi, tak jak to już robiliśmy wiele razy w historii.

To przez brak wizji politycznej i zdolności do podjęcia ryzyka gospodarczego Polska znowu jest krajem drugiej kategorii i będzie się musiała prosić o sprawy, którym powinna nie tylko nadawać dzisiaj ton w Europie, ale przede wszystkim – o których powinna współdecydować. Opowiadania pana premiera Tuska o tym, jak to siedzimy przy stole i uczestniczymy w podejmowaniu decyzji – być może są prawdziwe, przecież nie da się zanegować słów szefa polskiego rządu co do faktów, które on zna osobiście z własnego doświadczenia! Jednakże możemy podejrzewać, że nieco inaczej układa się nasza rola w zakresie wypracowywania wspólnych decyzji przez Eurogrupę, czyli „Unię w Unii”. Tam już nie ma z nami wspólnoty interesów i nie jesteśmy w stanie w żaden sposób nic zdziałać niż jako być może bliski współpracownik, ale rozliczający się na innych zasadach.

W kontekście „kryzysu krymskiego”, przy tej skali paniki jakiej narobili w Europie niektórzy nasi oficjele – jak mielibyśmy wspólną walutę Euro, to prawie na pewno nasze w ten sposób pojmowane działania mogłyby mieć wpływ na kształtowanie się kursu wspólnej waluty, albowiem proszę państwa oto – 5 ty pod względem potencjału kraj w strefie Euro obawia się inwazji sąsiedniego Imperium. Co się wówczas dzieje z kursem waluty? A no właśnie! I nie ma znaczenia, że następnego dnia lub po kilku dniach sytuacja wróci do normy. Liczy się to, że wzruszenie status quo – mogłoby w takich okolicznościach doprowadzić do dalekosiężnego oddziaływania wszystkiego tak naprawdę na wszystko i wszystkich. Bylibyśmy o wiele bardziej bezpieczniejsi. Dzisiaj po tym jak zostało nam zapamiętane, jak panicznie się zachowywaliśmy – możemy się spodziewać, że w momencie naszej kolejnej akcesji – możemy być potraktowani odpowiednio. No bo czy mając na głowie odpowiedzialność za poziom życia połowy kontynenty – ryzykowalibyście włączenie do strefy dobrobytu i współzależności kogoś, kto tak naprawdę może spreparować konflikt? W odpowiednich gabinetach doradców zachodnich decydentów zapaliła się czerwona lampka i Polska będzie bacznie obserwowana.

Mówi się w kontekście Euro o perspektywie nie wcześniejszej niż rok 2018, co jest chyba i tak dość optymistyczne, albowiem nie zakłada przejęcia w międzyczasie władzy przez partie niechętne pogłębianiu integracji, jak również brak większości konstytucyjnej w Sejmie przez partie ją popierające.

Właśnie w tym kontekście możemy sobie pomarzyć o Euro, nie będziemy nigdy na poważnie w Europie – przez to, że panowie liderzy nie potrafią się porozumieć i dogadać w sposób wykluczający możliwość reagowania emocjonalnego, jak również presji czynników zewnętrznych. Proszę pamiętać – nie wszystkim naszym „sojusznikom i partnerom” w Europie, zależy na tym, żebyśmy się bogacili i wzmacniali nasze państwo. Dla dominującej większości wystarczy, że nie będziemy źródłem problemów i jakoś tam będziemy sobie żyć, zbytnio nie wychylając się i nie rozwijając skrzydeł – o co dba już system wzajemnych powiązań, czy też raczej w naszym przypadku jednostronnych uzależnień.

Być może bez Euro nie zginiemy, nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, paradoksalnie w przypadku jakiejś kolejnej porażki gospodarczej – kolejna dewaluacja nas znowu zamortyzuje i dzięki temu będzie łatwiej się dostosować do realiów globalnej gospodarki. Jednakże musimy mieć świadomość, że bez Euro – nigdy nie osiągniemy takiego potencjału i takiej stabilności, żeby chociaż myśleć o nadgonieniu dystansu cywilizacyjnego do poziomu najbardziej rozwiniętych krajów. Właśnie bowiem po to wymyślono Euro, żeby kraje mądrze zarządzane i dobrze gospodarujące się z Euro – miały się świetnie, a reszta, no cóż, żeby przy sprzyjających okolicznościach mogła wdzięcznie przyjmować pomoc. Proszę popatrzeć na Grecję – suma pomocy udzielonej już przekroczyła to co my otrzymaliśmy w dotychczasowej i otrzymamy w przyszłej perspektywie finansowej. Co to dla nas oznacza, to powinniśmy dokładnie przemyśleć pryncypia naszej polityki. Nie chodzi nawet o to, że kraje Euro są poważniej traktowane. Euro to inny standard, inna jakość, inny poziom. Oczywiście można być przeciw, ale wówczas pewnego dnia może się okazać, że najbardziej perspektywiczną walutą jest…

Nie ma ważniejszej sprawy dla Polski dzisiaj niż przyjęcie Euro, budowa elektrowni atomowych (rozwój energetyki) i zrównoważony rozwój społeczno-gospodarczy. Widział ktoś te kwestie odpowiednio wyartykułowane w programach partii do Europarlamentu? Najwyżej już za kilkanaście lat historycy będą mieli dużo pracy pisząc o Polsce, która swoje miejsce w Europie przegrała przez brak Euro.

Nie ma się co obawiać upadku Euro, z jednego prostego powodu – jeżeli Euro upadnie – to złotówka też zachowa się odpowiednio. Proszę nie mieć złudzeń.

4 komentarze

  1. Kolejny, na szczęście tylko drugi,czy trzeci artykuł
    p. Krakauera,mocno polemiczny pod którym nie podpisałbym się.Czyżby Estonia, Słowacja, czy tez Słowenia były
    oazami szczęśliwości z powodu przyjęcia “wspólnej waluty”?
    A i sam Wielki Brat (z zachodu)od kilku lat z nostalgią
    wspomina czasy MARKI DB…po przyjęciu norm prawnych,
    wspólnej waluty, rządu, hymnu i symboli, cóż pozostanie
    nam Lechitom, wtopić się w obce mentalnie, kulturowo
    morze germańsko – romańskie…i stać się (na razie)
    “europejczykami”, z perspektywą na przyszłość “obywatelami
    świata” – kosmopolitami.
    I pomyśleć ze aż takiej formy podległości nie chciał
    B.Bierut ps. “Tomasz,”ani do aż takiej formy zniewolenia nie dążył J.W.Stalin.

  2. Wierny_czytelnik

    Autor ma rację. nie po to jesteśmy w Unii żeby być krajem 2 giej kategorii ciągle o coś się starającym i z wymuszonymi aspiracjami
    Jak euro upadnie złotówka też upadnie

  3. Przejście na euro? pozwolę sobie mieć odmienne zdanie. Na dobry początek Polska powinna być skuteczna w ściąganiu podatków. Dotychczas skutecznie podatki płacą głównie emeryci, renciści, nauczyciele i mundurowi co jest bez sensu gdyż tylko podnosi koszty. Podatki płacą też małe i średnie firmy (w ich przypadku Urzędy Skarbowe są bezlitosne). Natomiast płacenie podatków ominęło duże korporacje międzynarodowe zarabiające w Polsce. Rządzący w Polsce powinni uporać się najpierw z tym problemem, samo wprowadzenie euro tego nie rozwiąże. Czesi nie wprowadzili u siebie euro i chyba specjalnie się nie śpieszą a jest to rozsądna nacja. Natomiast mam “schaden freude”, gdyż guru polskiego neoliberalizmu obiecał, że Polska jako pierwsza wejdzie do strefy euro, a wyszło jak zwykle.

  4. ŻADNE EURO,ŻADNE !!!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

nineteen + eight =