Polityka

Mesjasz narodów, czy frajer narodów?

 Słuchając premiera, który „nie ma wielkiej romantycznej wizji”, a tylko cele małe i przyziemne, odniosłem dziwne wrażenie, że obecna polityka prowadzona przez administratorów III RP zupełnie do tego opisu nie przystaje.

Raczej określiłbym to, jako romantyczną gigantomanię, całkowicie oderwaną od rzeczywistości, co zresztą premier najwyraźniej ma zamiar dalej kontynuować. Natomiast bez względu na to, czy u władzy będzie obecna koalicja, czy największa partia opozycyjna, to w stosunkach międzynarodowych nie ma, co liczyć na jakąkolwiek próbę zmiany obecnych relacji na prawdziwie partnerskie z kluczowymi sojusznikami. Panuje nadzwyczajna wręcz ślepota rozciągająca się na całej przestrzeni ław sejmowych, popierania pewnych działań bez zastanowienia, nawet, gdy nie przekłada się to na polski interes narodowy, a czasami wręcz jawnie mu szkodzi. Może jest to olśnienie, o którym wspomniał poseł Miller, gdyż rzeczywiście będąc olśnionym niewiele widać realnego świata.

Polska walczy, Rosja zarabia

Polskie uczestnictwo w misji w Iraku kosztowało polskiego podatnika 1 mld 064 mln 991 tys. PLN, plus życie 27 żołnierzy. Do tego należy doliczyć straty wizerunkowe, gdyż „demokratyzacja” Iraku odbywała się poza auspicjami ONZ.

Obiecywane kontrakty przy odbudowie Iraku, mające przynieść korzyść Polsce i wynagrodzić poniesiony wysiłek i ofiary, okazały się mirażem podobnym do obietnic obecnej partii rządzącej.

Tymczasem 9 października premierzy Iraku i Rosji podpisali umowę na zakup broni o wartości 4,2 mld. dolarów. Jest to naturalnie wstęp do pewnego rodzaju współpracy wojskowej, która będzie procentować latami. Sprzęt przecież trzeba będzie serwisować, naprawiać, dokupować do niego uzbrojenie oraz modernizować. Aby dodać pikanterii, oraz pokazać genialność naszych rodzimych strategów, dodam, że rosyjskie koncerny naftowe uczestniczą w kontraktach na eksploatację złóż ropy w Iraku. Jednym słowem majstersztyk biznesowy i fantastyczne przekierowanie strumienia petrodolarów na zakup sprzętu wojskowego w Rosji, wszystko bez uczestnictwa w Irackiej hucpie.

Kolejna neo-kolonialna eskapada militarna pod moralnym przywództwem obecnie jedynie słusznego sojusznika, czyli misja w Afganistanie, kosztowała polskiego podatnika dotąd ponad cztery miliardy złotych oraz życie 37 żołnierzy.

Tymczasem efekty polityczne są marne, chyba, że do władzy mieli wrócić talibowie. Demokracji, jak nie ma, tak i pewnie długo nie będzie. Jedyne, co koalicja osiągnęła to zwiększającą się liczbę ataków na własnych żołnierzy, przeprowadzanych zresztą przez wyszkolonych przez siebie policjantów afgańskich.

Jeśli kiedykolwiek uda się ustabilizować sytuację w Afganistanie to możliwe, iż znowu zacznie zarabiać na tym Rosja. Jednym z projektów, zresztą mocno wspieranym przez Amerykę jest gazociąg TAPI (Turkmenistan–Afganistan–Pakistan–Indie). Mimo, że Rosja mocno oponowała na początku projektu, teraz zmieniła stanowisko chcąc dołączyć do konsorcjum mając nadzieję, iż Gazprom otrzyma odpowiednio wysokie udziały.

Za 5 miliardów PLN utopionych w tych dwóch eskapadach, można było kupić kolejne samoloty F-16, dokończyć budowę czterech w pełni wyposażonych korwet Gawron, albo na poważnie rozmawiać o modernizacji obrony przeciwlotniczej.

Skoro premier wspomina o „szpetnym obliczu historii”, to jednak warto przemyśleć kwoty wydawane na wojny w cudzym imieniu, nieprzynoszące Polsce żadnych korzyści, za to skutecznie opóźniające modernizację wojska.

Z Turcją handlują, Polską się wysługują

Niedawno na łamach Obserwatora Politycznego poruszona została kwestia zwiększenia potencjału lotnictwa. Nie sposób dyskutować z faktem, iż jest to koniecznością, szczególnie wobec zbliżającej się pilności wymiany samolotów Su-22.

Jedną z zasugerowanych opcji było pozyskanie technologii, z czym się nie zgodziłem w komentarzu poniżej artykułu, twierdząc, że tak skutecznie potrafi negocjować Turcja. Polskie elity natomiast zadowalają się poklepaniem po plecach, za pieniądze podatnika oczywiście.

Turcja od roku 1983 kupiła 240 samolotów F-16. Tylko 8 z nich było wyprodukowanych w Stanach Zjednoczonych. Pozostałe były produkowane w Turcji przez TAI (Turkish Aerospace Industries).

Tymczasem w ramach offsetu polskie F-16, są w Wojskowych Zakładach Lotniczych numer 2 S.A. W Bydgoszczy malowane. Tak wyglądają realia strategicznej współpracy z Ameryką w obydwu przypadkach.

Obecnie gorącym kontraktem w wojsku jest zakup śmigłowców, o którym także na łamach Obserwatora Politycznego pisałem.

Jeden z komentatorów za kpinę uznał nazwanie w artykule PZL Mielec montownią, gdyż „powstaje tam cała skorupa Black Hawka”, natomiast logicznym jest, że przywożone są silniki i awionika.

Tymczasem turecki Black Hawk będzie w 67% produkowany przez przedsiębiorstwa tureckie. W kontrakt będzie zaangażowany TAI (ten sam, co przy tureckim programie F-16). Ponadto TEI (Tusas Engine Industries) będzie produkował kompletne silniki, a dostawcą awioniki będzie turecki Aselsan.

Najwyraźniej Turcy mają inne poczucie logiki twardo negocjując przekazanie technologii produkcji silników, jak również awioniki.

Ponadto w Turcji ma powstać światowe centrum obsługowe Black Hawków, z ośrodkiem szkolenia techników z innych krajów. Biorąc pod uwagę geograficzną bliskość Turcji, należy się mocno zastanowić, czy ewentualna wygrana Black Hawka w polskim przetargu na śmigłowce nie będzie oznaczać dodatkowych zamówień dla Turcji, budowy silników i awioniki do polskich Black-Hawków w Turcji i szkolenia techników właśnie tam. Wtedy o szerszym transferze technologii do Polski raczej nie ma, co myśleć.

Natomiast, jeśli polski śmigłowiec będzie realnie powstawał przynajmniej w 51% w Polsce, to z ogromną chęcią zamienię czasownik „montować” na „produkować” na określenie stanu rzeczy, bez względu na to, od jakiego producenta śmigłowiec wyjedzie, a raczej odleci.

Obserwując bujanie w obłokach polskich parlamentarzystów mam nieodparte wrażenie graniczące z pewnością, że obecne elity mentalnie wyrosły z PRL-u i mentalnie wciąż w nim tkwią. Objawia się to między innymi w obserwowanym podporządkowaniu polskiego interesu narodowego interesom Stanów Zjednoczonych. Jest to relacja nieproporcjonalna, a dodatkowo naraża Polskę na akceptację wolt dyplomatycznych, bez realnej możliwości adekwatnej reakcji na to. Reset stosunków z Rosją, odpuszczenie tarczy antyrakietowej to najlepsze tego przykłady. Nie ma się na to, co obrażać, tak po prostu funkcjonuje mocarstwo. Natomiast najwyższy czas zacząć wyciągać z tego wnioski i realne sojusze budować z krajami o zbliżonych interesach i podobnym potencjale, jak Szwecja, Finlandia czy Grupa Wyszehradzka.

Inaczej zawsze będziemy znajdować się w roli poklepywanego po plecach i naprawdę nie ma znaczenia, kto jest poklepującym – służalczość jest po prostu służalczością.

To czy Polska w tej chwili bardziej jest mesjaszem narodów, czy jednak frajerem pozostawiam do osądu czytelników.

5 komentarzy

  1. Nie wiem skąd autor ma takie dane na temat kosztów okupacji Afganistanu. Koszty są oceniane na co najmniej 4 mld zl rocznie przy uwzględnieniu kosztów sprzętu zniszczonego na skutek eksploatacji i braku możliwości transportu powrotnego do Polski. A “za 5 miliardów PLN utopionych w tych dwóch eskapadach” można wybudować 25000 mieszkań komunalnych i oddać je bezpłatnie dla 100,000 biednych.

    • W 4 mld. PLN rocznie które pan podał, najważniejsze pytanie to czy potrafi pan to dobrze udokumentować. Domyślam sie ze 4 mld za całość eskapady do Afganistanu wyglada na niedoszacowane, ale oficjalne dane sa jakie sa.

      • Dane podane przez Ministerstwo są niewiarygodne bo nie podlegają weryfikacji takiej jaka jest prowadzona w USA. Z proporcji można przypuszczać ze 4 mld zl rocznie to mało. Koszty poniesione przez USA na dwie wojny z Irakiem i Afganistanem wynoszą około 4 trylionów $. To oznacza 25% całego długu państwowego kraju. I to właśnie te proporcje pokazują przerażający koszt wojny, również w porównaniu z całym rocznym deficytem USA. Roczny koszt prowadzenia wojny w Afganistanie przez USA równa się całemu długowi Polski. Pomimo kryzysu, wzrastającego bezrobocia w Polsce premier Tusk nawet nie wspomniał o wojnach z ostatnich 20 lat prowadzonych przez Polskę.

  2. Poruszający artykuł.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.