Marynarka Wojenna potrzebuje lotnictwa morskiego!

Nasza Marynarka Wojenna od momentu przekazania do muzeów ostatnich Migów 21 Bis przestała posiadać jakiekolwiek zdolności bojowe na morzu. Posiadana flota samolotów „Bryza” oraz śmigłowców ZOP oraz SAR, to zbyt mało sprzętu który nie nadaje się do tego czego nasza Marynarka Wojenna najbardziej potrzebuje – tj. atakowania celów nawodnych nieprzyjaciela oraz obrony powietrznej własnej floty i jej baz.

Jest oczywistym, że nasze F-16 mają reżimy pracy urządzeń radiolokacyjnych na tle morza i nie jest dla nich problemem prowadzenie działań nad brzegiem czy też głęboko w morzu, jednakże nie można przesadzać z lotnictwem uniwersalnym – albowiem lotnictwo uderzeniowe Marynarki Wojennej rządzi się specyficznymi reżimami operacyjnymi, technicznymi i ryzykiem. Dlatego właśnie wszystkie liczące się kraje utrzymują uderzeniowe lotnictwo morskie, albowiem nic nie jest tak groźne dla okrętów przeciwnika jak właśnie możliwość wykonania ataku lotniczego zwłaszcza z użyciem rakiet.

Poza przyjętymi planami rozwoju Marynarki Wojennej – gdzie nie ma słowa o komponencie lotniczym z prawdziwego zdarzenia, potrzebny jest interwencyjny program stworzenia chociaż dwóch eskadr – w tym z konieczności oszczędności jednej uderzeniowej na pełnowartościowych samolotach bojowych osiągających podwójną prędkość dźwięku i przystosowanych do działania nad morzem a drugiej opartej na samolotach szkolno-bojowych wielokrotnie tańszych, ale także posiadających możliwość przenoszenia i użycia broni przeciw okrętowej. Dodatkowo taka jednostka lotnicza powinna być wyposażona w rozpoznawcze i z czasem także bojowe samoloty i śmigłowce bezzałogowe.

Posiadanie samodzielnego – pełnowartościowego komponentu lotniczego przez naszą Marynarkę Wojenną jest najskuteczniejszym i najprostszym sposobem podniesienia jej rangi i zdolności uderzeniowych. Miałoby to olbrzymie znaczenia dla podniesienia rangi naszych zdolności obronnych w ramach NATO jak również w przypadku starcia z przeważającym przeciwnikiem – po pierwsze nie tak łatwo byłoby nas zaskoczyć, a po drugie byłoby czym zadać cios i to nie tylko w bezpośrednio przylegającym do naszego kraju rejonie, ale na całej przestrzeni akwenu Morza Bałtyckiego, w tym w szczególności w jego północnych rejonach.

Biorąc pod uwagę nasze możliwości finansowe oraz posiadaną logistykę – z konieczności jako główny samolot uderzeniowy prawdopodobnie wybralibyśmy F-16, który jako egzemplarze używane można kupić z zasobów sojuszników – ewentualnie pozyskać drogą wsparcia. Niezbędnie należałoby mieć 12 samolotów w linii oraz kilka sztuk zakonserwowanych – w pełni sprawnych i wyremontowanych maszyn tj. np. 3-5 jako egzemplarze zamienne, umożliwiające rotacyjną eksploatację i prowadzenie remontów pozostałej – akurat użytkowanej 12-tki. Jest tutaj oczywistym, że samoloty w służbie morskiej narażone są na większe zużycie i wymagają szczególnie ostrych reżimów technicznych i nadzwyczajnie starannych przeglądów. Zwłaszcza jak są to samoloty jednosilnikowe, gdzie wiadomo awaria napędu nad wodą zawsze oznacza ryzyko utraty sprzętu jak również jest zagrożeniem dla pilota. Jednakże skorzystanie z logistyki już posiadanych maszyn znacząco uprosiłoby obsługę i obniżyło koszty. F-16 to samolot na tyle uniwersalny, że bez problemu sprostałby wymogom służby w reżimie samolotu lotnictwa morskiego. Dostosowanie oprogramowania, częstsze przeglądy, staranna wymiana części, itd. To wszystko wymagałoby odpowiedniego przeliczenia. Można się spodziewać, że za niewielkie pieniądze pozyskalibyśmy właśnie między 15 a 18 może nawet 20 maszyn, z których stale w stanie zdolnym do służby bylibyśmy w stanie utrzymać 12 maszyn. Dzięki czemu moglibyśmy być realnie liczącą się siłą na Bałtyku.

Druga eskadra składająca się z samolotów szkolno-bojowych, to także powinna być co najmniej 12-tka maszyn, dokładnie takich samych jakie właśnie zamierzamy zakupić do szkolenia wojskowego. Będą to samoloty tańsze – zarówno w zakupie, serwisowaniu i eksploatacji. Odpowiednie dostosowanie ich możliwości przenoszenia uzbrojenia – może znacząco wzmocnić oddziaływanie eskadry F-16 poprzez obecność w powietrzu dodatkowych maszyn jak również ze względu na mniejszy koszt godziny lotu – te samoloty doskonale nadawałyby się do patrolowania interesujących nas rejonów morza. Dzięki nim byłaby możliwa stała obecność lotnictwa naszej Marynarki Wojennej w wybranych częściach akwenu. Jeżeli do tego dodamy jeszcze możliwość wykorzystywania samolotów bezzałogowych – których typy i funkcje to póki co jedna wielka niewiadoma – to mielibyśmy łącznie liczący się potencjał zdolny do obrony powietrznej, dyżurowania w strefach na akwenie, kontrataku jak również do wsparcia we wszystkim jednostek Marynarki Wojennej.

Alternatywnie w stosunku do powyższej koncepcji można się zastanowić nad rozważeniem zakupu samolotu dwu silnikowego, zdolnego do interoperacyjnego współdziałania z Luftwaffe – wówczas, pod względem zdolności do korzystania z baz powinniśmy rozpatrywać głównie samolot Eurofighter Typhoon, co spowodowałoby że Marynarka Wojenna posiada potężniejsze samoloty bojowe – o większych zdolnościach i bardziej perspektywiczne niż Siły Powietrzne. Czego można marynarzom tylko życzyć, ponieważ od przybytku głowa nie boli. Jednakże wiązałoby się to z decyzjami politycznymi i wzrostem kosztów użytkowania wojsk lotniczych w ogóle (szkolenia, części, całokształt).

Nie można dalej milczeć w sprawie lotnictwa morskiego. To nie jest normalne, że 35 milionowy kraj jest w stanie posiadać nad morzem jedynie samoloty turbośmigłowe! Ta skandaliczna sytuacja musi ulec zmianie i to jak najszybciej. Nie można zrozumieć, dlaczego przy całej świadomości użyteczności samolotów bojowych zrezygnowaliśmy z ich posiadania w lotnictwie Marynarki Wojennej. Można bowiem postawić tezę ogólną – otóż, nie tylko najlepszym okrętem na Bałtyku jest samolot – z tego śmieją się w szczególności podwodniacy! Jednakże bez samolotów – przeżywalność własnych konwencjonalnych okrętów będzie bardzo ograniczona, zwłaszcza w świetle bliskości baz potencjalnego przeciwnika i jego przewagi ilościowej oraz jakościowej. Pokładanie całej nadziei na obronę wybrzeża w dywizjonie rakiet bazowania lądowego – to rezygnacja z polityki morskiej. Samolot, wyposażony w pociski powietrze – woda zdolne razić okręty – to oręż przenoszący nasze bezpieczeństwo na inny poziom.

3 thoughts on “Marynarka Wojenna potrzebuje lotnictwa morskiego!

  • 26 maja 2013 o 13:33
    Permalink

    Żaden europejski kraj, poza tymi posiadającymi lotniskowce, nie posiada samolotów ponadźwiękowych w lotnictwie morskim. I nie ma żadnego sensu żeby PMW miała być wyjątkiem.

    Odpowiedz
    • 26 maja 2013 o 18:13
      Permalink

      Bład!
      Niemcy mieli w lotnictwie morskim Tornado.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.