Społeczeństwo

Marcin Plichta – szatan czy geniusz?

 Społeczeństwo już ma, a państwo lada dzień będzie miało nowego wroga nr 1, Marcin Plichta prezes zarządu spółki Amber Gold i innych spółek jest właśnie prześwietlany przez media i wszystkie możliwe służby, inspekcje i straże. Ten człowiek spowodował dyskusje elit, dziennikarzy i polityków w przedmiocie ustalenia granic dopuszczalności prowadzenia działalności gospodarczej, ośmieszając przy tym wymiar sprawiedliwości. Pan Plichta za skuteczność działania powinien otrzymać nagrodę prezydencką, albowiem pomimo ciążących na nim wyroków za jego poprzednie działalności – udało mu się otworzyć i uruchomić jedną z największych firm inwestycyjnych i linie lotnicze w naszym kraju. Rozmach i skala działalności pana Plichta wskazują na nietuzinkowość umysłu, umiejętność wykorzystywania niekonsekwencji polskiego prawa i sposobu funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości są po prostu nadzwyczajne. Nikt zwyczajny z szeregiem wyroków na karku nie rozkręci działalności inwestycyjnej na kilkadziesiąt milionów złotych i nie stworzy od podstaw linii lotniczych, tworząc nadzieje na tanie loty dla milionów Polaków. Pan Plichta to biznesowy geniusz, osoba umiejętnie wykorzystująca możliwości, jakie stwarza system, działając na pograniczu lub w pełni zgodnie z prawem. W każdym bądź razie na tyle skutecznie, że przez kilka lat nikt nawet nie śmiał mu poczynić jakichkolwiek zarzutów.

Media bardzo szybko rozpoczęły badanie osoby pana Plichty, który dotychczas unikał publicznego pokazywania się. Cierpkie sceny sprzed lokali Amber Gold transmitowane w głównych wiadomości dały społeczeństwu jeden banalny komunikat wyrażony przez kilku pozbawionych oszczędności emerytów. Tak się przygotowuje opinię publiczną do ujawnienia „szatana” w danej osobie i „ręki diabła” w jej działalności. W ciągu liku dni od dramatycznych scen, które co ciekawe transmitowano tylko w jeden dzień! Czyli należy przyjąć, że kolejnego dnia ludzie pogodzili się z losem i nie panikowali pod lokalami firmy, albo sprawa jest szyta tak grubymi nićmi, że zrealizowano nagrania tylko w jeden zamówiony dzień. Ważne jest ogólne przesłanie – oszust, działalność nielegalna, kryminalna przeszłość, szemrane interesy, brak złota, niska płynność złota, spadek cen złota, niespotykane klauzule w umowach, obietnica fikcyjnych zysków. Wniosek – interes pana Plichty był „szemrany” od samego początku, prowadził go „przestępca”, któremu zarzuca się nawet przyjęcie nazwiska żony po ślubie, który nie ma wystarczającego majątku żeby pokryć zobowiązania. A całość jego biznesu jest pomyślana w taki sposób, że masowe zrywanie umów lokacyjnych przez spanikowanych klientów napędzanych przez media – powoduje, że dzięki umownym opłatom manipulacyjnym właściciel firmy wyjdzie na swoje, a jego klienci stracą i to w majestacie prawa.

Tak to wszystko jest realne, zdarzyło się w naszym państwie teraz i dzisiaj – właśnie się dzieje, a państwo nie wie jak sobie z tym problemem poradzić, albowiem ku przerażeniu wszystkich wychodzi, że pan Marcin Plichta działa pod względem przyjętego modelu biznesowego – być może nie etycznie, ale w praktyce nigdzie nie łamie prawa. Jego firma prowadzi działalność inwestycyjną pożyczając w tym celu pieniądze od ludzi, przy czym sam gwarantuje wysoki procent zwrotu inwestycji i zabezpieczenie wkładów. Co jest we wszystkim najważniejsze – pan Marcin Plichta NIKOGO NIE ZMUSZAŁ I NIE ZMUSZA DO POWIERZANIA MU SWOICH PIENIĘDZY! Ludzie robią to dobrowolnie przychodząc do licznych oddziałów jego firmy i powierzają mu swoje oszczędności. Dlaczego? Ponieważ zaufali mu i jego reklamom. Czy reklamował się nielegalnie lub czy oferowana przez niego inwestycja jest nielegalna? NIE – wszystko jest absolutnie, totalnie, do bólu legalne, zgodne z literą polskiego prawa! Co jest szczególnie ciekawe przez okres, co najmniej 2 lat model biznesowy pana Plichta nikomu nie przeszkadzał. Prokuratura raz odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie jego działalności a drugi raz takowe umorzyła. Co to oznacza? Państwo nie dopatrzyło się w jego działalności przestępstwa. Dzisiaj natomiast słyszymy w mediach, że pan Plichta nie miał prawa zasiadać w organach spółek handlowych – prowadzących działalność gospodarczą. Podobno ta sprawa powoduje rzekomo konsternację w świecie prawników, albowiem jak doniósł jeden z mainstreamowych dzienników – nie wiadomo czy jego działalność była legalna i jakie zrodziła skutki prawne. Podobnych idiotyzmów już dawno w naszej telewizji nie było, albowiem nawet, jeżeli pan Plichta nie powinien był zostać zarejestrowany, jako członek organów podmiotu gospodarczego przez Sąd Rejestrowy, to liczy się sam fakt, że tak było i pan Plichta pełnił tą funkcję albowiem wpisy w KRS mają domniemanie publiczne tzn. jeżeli coś jest tam wpisane, to należy przyjmować, że tak w rzeczywistości jest. Dramatyzm w sprawie wskazuje na to, że na siłę szuka się haków na Plichtę, których nie ma. Przypomnijmy – nikt nie kazał ludziom powierzać mu swoich pieniędzy, co więcej państwo przez cały okres legalnej działalności pana Plichty pobierało od niego podatki.

W kolejnych dniach będziemy prawdopodobnie świadkami dalszego zwalczania „szatana”, czyli robienie z Plichty wroga publicznego nr 1. Zapewne nawet go aresztują, być może zarazi się żółtaczką w areszcie, albo się sam powiesi? Zobaczymy. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że organy państwowe na siłę pod wpływem mediów zaczynają szukać na człowieka haka. Oczywiście abstrahujemy od prawno-moralnej oceny działalności pana Plichty, liczy się coś innego, póki nie było o nim głośno – mógł sobie działać, natomiast od pewnego poziomu działalności i nasycenia kampanii medialnej – państwo zbudziło się ze snu, dziwiąc się, że jest w kałuży ciepłego moczu. To jest w istocie przerażające, albowiem, jeżeli o funkcjonowaniu naszego państwa ma decydować telewizja, a ściślej – działająca na „czyjeś” zlecenie to powstaje zupełnie poważne pytanie o to, kto i w czyim interesie tak naprawdę rządzi tym krajem. Przecież w całej szopce nie  chodzi tylko o medialny honor syna premiera? A może właśnie o to chodzi, że pan Plichta nadepnął komuś na odcisk i teraz musi za to zapłacić?

Obecna sytuacja jest prawdopodobnie doskonałą ilustracją tezy, że prawo jest dla bogatych – w istocie stoją oni poza prawem, tak długo jak mają oni pieniądze. Sprytni i ustosunkowani prawnicy mogą sprawić cuda, nawet tak ustawić jawną działalność, że można mieć państwo w totalnym niepoważaniu traktując jego obywateli, jako dojne krowy do oskubania. Taka jest nasza rzeczywistość, państwo nas już nie chroni, a raczej chroni, ale tak jak polskie sądy, których przeciw skuteczność poraża.

Jeżeli nasze państwo będzie nadal należało do wyalienowanych elit, a robienie biznesów a`la Amber Gold pana Plichty będzie legalne to należy się spodziewać krwawej rewolucji, ponieważ ludzie tego długo nie wytrzymają, jakkolwiek Polacy nie byli by cierpliwi.

6 komentarzy

  1. interesuje mnie tylko przyszłość OLT. Firma została w bardzo szybki sposób zorganizowana i wyposażona w nowe samoloty (za wyjątkiem dwóch starych ATRow) co przydałoby się LOTowi który od wielu lat “oczekuje” na 787. Nadzieja jest w nowym holenderskim właścicielu niemieckiego OLT który może skorzystać z osiągnięć OLT i wejść na polski lokalny rynek bo autostrad już nie przybędzie. Konkurencja dla Eurolotu była bardzo przydatna bo nareszcie zaczęto rezygnować z dowożenia pasażerów na odległość 50m autobusami jak to jest praktykowane na dużych zachodnich lotniskach. Eurolot zdołał nawet kupić od reki nowe Q400. W powstaniu OLT byla polityczna przyczyna ale teraz po uziemieniu może zacząć się normalny business z poważnym właścicielem. A LOT po odsprzedaniu Eurolotu podetnie sobie korzenie i ułatwi konkurencji solidne wejście na rynek.

  2. @pilot
    No to niezły z ciebie “pilot”, bo szybki przegląd w airlinefleets.net czy planespotters.net wystarczył, żeby wiedzieć że dzierżawione (i nieopłacone), a nie posiadane Airbusy naszego Plichtusia bynajmniej nie były nowe, ale miały długą historię z liniami lotniczymi typu Ghana Airways czy też Mexicana, jeden był lekko powypadkowy (tailstrike przy lądowaniu) i trzymany w hangarze do czasu wynajęcia przez OLT (SP-IAG). Dobrze, że to trwało tak krótko, bo mielibyśmy wysyp widowiskowych katastrof w polskich przestworzach. I tyle w temacie twoich urojeń.

    • 13F, Wybiorcza jest twoja ocena.LOT również ma wszystkie samoloty dzierżawione chociaż wiele posiadał i z braku środków na utrzymanie odsprzedał do firmy leasingowej. OLT na 8 sztuk Airbus-ow 320 2 byly z 1995 roku, jeden 1999, jeden z 2000, jeden z 2005, dwa z 2006, jeden 2012 roku. To znacznie lepiej niz obecne B737 i B767 LOTu. B767 który lądował bez podwozia pochodził z 1997 roku. Pozostałe cztery maja 20 lat. SP-LPE z 1990 roku pochodzi od Brazylijskiego Varig.

  3. Mozliwe, iz Pan Plichta nadepnal na odcisk banksterom umozliwiajac alternatywna ochrone wartosci jaka jest zloto. A banksterzy nie lubia miec konkurencji dla drukowania papierkow, wiec postanowili go przykladnie ukarac.
    To, ze zaden bank obecny na rynku (zarowno w Polsce i Europie) nie wytrzymalby masowego wybierania depozytow poniewaz opiera sie na rezerwie czastkowej powinno byc dla kazdego Polaka jasne jak slonce. Pod tym wzgledem AmberGold i tak niezle sie trzyma.
    A banksterzy maja sie swietnie.

  4. żeby bezkarnie robić takie przekręty trzeba sPOnsorować syna Tuska? a Michał Tusk pracujący (jako Józef Bąk?) w upadłej firmie OLT i lotnisku w Gdańsku jako “wybitny specjalista od lotnictwa”:)? POwinien stanąć na czele komisji śledczej ds. katastrofy samolotu z Kaczyńskim w Smoleńsku? ciekawe co by było gdyby spadł samolot z Tuskiem? TUSK=T.eraz U.słyszycie S.ame K.łamstwa:) Europa z nas się śmieje gdzie są drogi i koleje zamiast zająć się drogami kopie piłkę z dzieciakami!

  5. Drogi Panie Krakauer, w pełni podzielam Pana krytyczne uwagi pod adresem systemu, który pozwolił na stworzenie AG i takiego Plichty. Moje wątpliwości budzi natomiast Pana dylemat – szatan czy geniusz? Żaden z powyższych, a jedynie słup, który firmował swoich nazwiskiem całe przedsięwzięcie. Nietrudno o rozmach, kiedy nie prezentuje się sprawozdań finansowych, kiedy wzrost wartości nie jestem celem, gdy środki można przeznaczać na wydatki bez wnikania w ich racjonalność. Z takim rozmachem mógłby działać każdy biznes, który nie musi tworzyć jakiejkolwiek nadwyżki. Wiemy już, że małpy niejednokrotnie uzyskują lepsze wyniki niż doradcy inwestycyjni. Myślę, że równie skutecznie mogłyby konkurować z Midasem Plichtą. Zatem, tytuł zamykający katalog możliwych ocen Plichty należy uznać za misleading.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.