Paradygmat rozwoju

Malowane państwa, malowana Unia (cz.1)

graf. red.

Coraz częściej odnoszę wrażenie, że nasza polityka zagraniczna przypomina pewnego rodzaju grę w teatrze kukiełkowym. Polega ona na tym, że sprawujący władzę tworzą wirtualne obrazy naszych zagranicznych sojuszników i przeciwników, które następnie zmieniane są w obrazki pacynek i kukiełek. Następnie te pacynki zostają uznane za wierne kopie realnych obiektów i tak są traktowane.

I tak np. nasz strategiczny sojusznik jest przedstawiany jest jako jeździec na koniu ubrany na biało, który ma wprawdzie w obu rękach pistolety tyle, że używa ich tylko przeciwko złym mocom, ponieważ jest osobą w stu procentach szlachetną. Biały kapelusz trochę podziurawimy kulami wskazuje, że nie były mu obce potyczki wojenne. Tyle że zawsze w dobrej sprawie, np. w misjach pokojowych lub misjach mających na celu szerzenie demokracji. Szanujemy go, ba kochamy go, ponieważ święcie uważamy, że jest gwarantem naszego bezpieczeństwa. Bez niego nasze państwo, my i nasze dzieci zostałyby stratowane przez tabuny jeźdźców na koniach pędzących ze wschodu, na zachód, może nawet aż do Madrytu, w celu … W dzisiejszych czasach cel tego cwałowania nie jest jeszcze jasno określony. To nie zmienia narracji – tę część się jeszcze domaluje. Dlatego też obowiązkiem rządzących jest systematyczne klęczenie przed obrazem białego jeźdźca, bicie czołem, ciągłe przypominanie o jego byłych i przyszłych heroicznych zasługach. W nocy chodzimy obok jego obrazu na paluszkach. W dni świąteczne przed obrazem organizujemy parady wojskowe, po których na uroczystościach państwowych są wygłaszane czołobitne referaty. Największym szczęściem dla rządzących są dni, kiedy biały jeździec przyjeżdża do naszego kraju lub przyjmuje naszego przywódcę u siebie. Nawet jak odwiedzany wygodnie siedzi w fotelu a nasz przywódca stoi.

Drugi obraz przedstawia naszego byłego sojusznika. Osobnik przypomina pirata. Na głowie zamiast kapelusza czerwona chusta, w uszach kolczyki, w zębach skrwawiony nóż, w rękach szable. Z szabel i noża kapie nigdy niekrzepnąca krew. Ma to podkreślać, że nóż i szable były używanie nie raz i tylko patrzeć jak zostaną użyte ponownie. Rządzący przechodząc przed tym obrazem groźnie wymachują pięściami, wydajemy okrzyki na przemian niezadowolenia i oburzenia oraz, cały czas głośno tupiąc. Żeby podkreślić naszą niechęć do niego, wymownie odwracamy się do obrazu plecami, a ręce chowamy głęboko w kieszeniach, aby broń Boże nie powstało wrażenie, że jesteśmy gotowi naszą rękę podać tej postaci. Obowiązkowe wycieczki szkolne przemieszczają się w dużej odległości od obrazu w celach pedagogicznych – dzieci oraz młodzież szkolna dowiadują się naocznie co jest największym złem na naszym świecie. To wszystko ma podkreślać, że pod opieką białego jeźdźca na koniu nie boimy się nikogo, nawet tego osobnika na obrazku.

Za czasów dobrej zmiany obraz sojuszu gospodarczego, którego jesteśmy członkiem, zmieniał się radykalnie, chciałem powiedzieć wraz z porami roku, ale lepiej będzie powiedzieć, że wraz z etapami rządzenia. Początkowo był to obraz wiedzmy przemieszczającej się po nieboskłonie na miotle. Na głowie chusta, nos haczykowaty, oczy zapadnięte i podkrążone, twarz blada, wyraźnie wskazując na niecne zamiary kryjące się w głowie osoby. Ba. Byli nawet tacy, którzy uważali, że to nie jest prawdziwa czarownica, tylko śmierć – kostucha, która miotłą zasłoniła kosę. A czarna suknia to w rzeczywistości białe prześcieradło, tyle że specjalnie ubrudzone w smole.

Po dwóch latach rządzenia dobrej zmiany obraz naszego gospodarczo-politycznego ciemiężyciela uległ radykalnemu przeobrażeniu. Teraz jest to postać o szlachetnych rysach, może nawet słowiańskich, która, jak to mawiał znany satyryk Robert G., można podejrzewać, że „jest nasza, ponieważ doi krowy, pije mleko i słucha Chopina”. Tyle że osoba z obrazu jest moralnie upadła, obarczona niezliczoną liczbą wad. Skumulowała się w niej przeogromna liczba wad i rząd dobrej zmiany będzie wysyłał emisariuszy z zadaniem wypalenia tych wad gorącym żelazem. O tych wadach można sądzić słuchając oświadczenia naszej byłej pani premier. Według niej w ramach poprawiania Unii zamierzamy przywrócić w państwach zachodnich “równość, solidarność, sprawiedliwość i bezpieczeństwo”. To w dodatku do przypomnienia jej o korzeniach chrześcijańskich.

Można się domyślać ile ciężkiej praca czeka emisariuszy dobrej zmiany, kiedy już dotrą do Brukseli i zaczną stawiać Unię do pionu. Przedstawiciele opozycji będą w Brukseli pracowali nad zmianą Polski na taką, jaka już była.

Autor: Mikołaj

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.