Społeczeństwo

Maleństwo I

 Z nogi na nogę

Czekam, aż je przywiozą. Gdzieś tam daleko rozgrywa się właśnie dramat. Dramaty dzieci i ich rodziców. Gdzieś tam właśnie policja wchodzi do czyjegoś domu i odbiera matce jej własne dzieci. Gdzieś tam przez czyjś próg do mieszkania wkraczają pracownicy społeczni i na bazie postanowienia sądowego pozbawiają rodziców ich pociech. Możliwe są dwa scenariusze. Jeden z nich zakłada współpracę dorosłych i w miarę łagodne wyjście dzieci z domu, które następnie rozjadą się do nowych opiekunów, którzy otoczą ich swą troską i zapewnią bezpieczeństwo. Drugi wariant reprezentuje stanowisko przeciwne. Dojdzie do przepychanek, pyskówek, rękoczynów. Zacznie się wyrywanie sobie nawzajem dzieci i obrzucanie się obelgami. Policja będzie musiała zareagować stanowczo, a być może nawet wobec zaciekłego oporu – brutalnie. Mogą przy tym ucierpieć dzieci, ucierpieć fizycznie. Bo krzywda emocjonalna i psychiczna stanie się im tak czy siak. Wielkość doznanych przez dzieciaczki krzywd zależna będzie od tego, którym z dwu wspomnianych torów potoczą się wypadki. Jedno z dzieciaczków przyjedzie do mnie.

Czekam. Już powinno dojechać. To już czas. A nie ma. Jeszcze nie teraz. Może za chwilę. Może teraz. Co słyszę szum przejeżdżającego auta, wyglądam przez okno. Nie, nic. To fałszywy sygnał. To tylko któryś z sąsiadów przyjechał lub właśnie odjechał spod domu. Zaczynam czuć niepokój. Przyjazd się opóźnia. To oznaczać może tylko jedno: najprawdopodobniej nie wszystko potoczyło się pokojowo. Nie wszystko poszło jak z płatka. Czas płynie. Spoglądam przez okno. Nic. Czekam. Czekanie się przeciąga. Wyglądam przez okno. Nic. Sprawdzam telefon, czy aby może ktoś coś. Nie, nikt nie dzwonił. Wyglądam znów przez okno. Nadal nic. Cisza. Słońce za oknem. Błękit nieba upstrzony obłokami. Wróble w karmniku. Przeganiam sierpówki, aby nie wyjadły wszystko małym wróbelkom. I nic. Nadal nic. Sprawa się przeciąga. Wszystko się opóźnia. Zaczynam się denerwować coraz bardziej.

Oczęta

Jest. Podjeżdża taksówka. To z pewnością ono. Zbiegam szybko na dół. Witam się z pracownikiem socjalnym. W taksówce, w foteliku czeka ono. Maleństwo. Milczy. Spogląda na mnie swoimi szeroko otwartymi nieco wylękłymi oczętami.

Pracownica wypina maleństwo z fotelika. Przejmuję je od niej i wtulam delikatnie w ramiona. Zabieramy jeszcze kilka pluszaków i idziemy na górę. Tu chwila rozmowy. Dokumenty. Pytania bez odpowiedzi. Nic nie ma. Brak właściwie wszystkiego. Maleństwo nie ma nawet butów. Niewiele o nim samym też wiadomo. Czy jadło? Kiedy jadło? Co lubi jeść? Czy zdrowe? Szczepienia? Alergie?

Tymczasem maleństwo siedzi mi na kolanach. Nie rusza się. Tylko patrzy tymi swoimi szeroko otwartymi oczętami. Pozwala się złożyć na ramieniu i tuli się. Wydaje się być śpiące. Odkładam je do łóżeczka. Naciągam kołderkę. Może zaśnie zaraz.

Wracamy do rozmowy. Jest tylko decyzja z sądu. Nie ma ubranek, butelki, bucików. Brakuje książeczki zdrowia. Odbiór dzieci przebiegał dramatycznie. Musiała interweniować policja obecna przy odbiorze maleństw. Właściwie udało się jedynie dzieci wydostać z domu i nic więcej. Żadnych ubranek. Żadnych dokumentacji.

Ciężki start. Zobaczymy jak samo maleństwo się zaaklimatyzuje. Nie jest znowu takie małe. Ma bez mała półtora roczku. Taki mały milusi pulpecik. Duże szeroko otwarte oczęta. Niewiele się rusza. Nie wydaje póki co żadnego dźwięku. Wszystko nadal odbywa się w całkowitej ciszy ze strony maleństwa. Nie za bardzo na cokolwiek reaguje. Trudno powiedzieć, co tam w tym jego maleńkim serduszku się dzieje. Czy jest przestraszone? Opóźnione rozwojowo? Zaniepokojone? Trochę chyba tak. Trzeba czasu, by się maleństwo oswoiło. Ze mną. Z nowym domem. Z cała dlań niezrozumiałą sytuacją.

Poznań, 2017.06.28
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One Comment

  1. Gniewna Zjadaczka Ogórków

    Wrażliwość na sprawy ludzkie to jest to, czego nam brakuje.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.