Kultura

Małe i duże podróże I

 Komu, komu, komu…

Poezja rodzi się z poznawania świata. Z doświadczania go wszystkimi zmysłami. Z zadziwienia światem. Rodzi się z naszego spotkania z otaczającą nas przyrodą. Z uczuć, jakie budzą się w nas podczas tego intymnego kontaktu z pięknem otoczenia.

Nie tylko poezja rodzi się w człowieku wówczas. Kontakt bezpośredni z przyrodą, kontakt uważny i świadomy, kontakt odpowiedzialny przemienia coś w nas, w naszej duszy. Otwiera przed nami jakieś nowe wewnętrzne horyzonty. Każda wyprawa na łono przyrody może nam przynieść nie tylko ulgę, ale i wyciszenie. Może nas ubogacić.

Góry. Wielu pokochało góry i gdy tylko pojawia się taka możliwość, spędzają swój czas wolny na ich łonie. Tęsknią za nimi, gdy nie mogą w nie pojechać lub gdy zbyt dużo czasu już upłynęło od ostatniego razu. Przemierzają je wzdłuż i wszerz, latem i zimą. Wspinają się na kolejne szczyty. Podziwiają przepiękne widoki, jakie tylko tam są dostępne.

Ja gór jakoś nigdy specjalnie nie pokochałem. Są piękne, bardzo piękne. Są wspaniałe. Mnie jakoś nie zauroczyły. Nie zakorzeniły we mnie swego bakcyla. Nie ciągnie mnie w góry dla samych gór. Może zbyt rzadko tam bywałem. A może dlatego, że wychowawszy się na nizinach, całe dzieciństwo spędziłem w bardzo bliskim kontakcie z przyrodą nizin. I dlatego stałą mi się bliska tak bardzo, że górom nie stało już w sercu mym miejsca.

Niemniej lubię się włóczyć. Kocham lasy. Ciągnie mnie do lasu. Ciągnie mnie tam o każdej porze roku. Bowiem las jest wciąż inny. Inny zimą. Inny wiosną. Inny jesienią. Latem też jest inny. Poza tym każdy las jest inny, każdy ma swe tajemnice. Poza tym lasy zwiedza się łatwiej. Nie trzeba się wspinać po niebezpiecznych zboczach. Nie trzeba mierzyć się z własnym lękiem wysokości.

Zatem każdemu wedle serca. Jednym góry. Innym lasy. A jeszcze innym do szczęścia potrzeba rzek lub jezior. Są jeszcze łąki. Zarośnięte, niekoszone, kwitnące, przebogate. Niemal nieznane mieszkańcom miast, gdzie wszystko się kosi, przycina, strzyże ledwo to odrośnie od ziemi. Dobre dla alergików. Nic jednak nie można na miejskich trawnikach uświadczyć. Ani bogactwa kwiatów, ani bogactwa zwierząt, ani różnorodności owadów wszelakich. Trawa dzieli się jedynie na skoszoną i nieskoszoną jeszcze. Tymczasem łąka to olbrzymie bogactwo roślin. To tętniące zżyciem miejsce.

Jest dzięcioł

2008-08-31
Poznań

nie śpiewa
dudni
oto i drzewo
na którym swój rytm

przystaję spoglądam uważnie
w korony drzew
mija dłuższa chwila
jest

idę dalej
nie będę mu przeszkadzał
w podwieczorku

Adam Gabriel Grzelązka

Taka sobie po sąsiedzku wycieczka

Nie każda podróż musi być wielką wyprawą w nieznane. Wyprawą w dalekie strony. Wyprawą w świat egzotyczny. Na takie wyprawy nie każdy ma okazję się wybrać. A jeśli ma, to od czasu do czasu. Jedynie niekiedy.

Na co dzień się tak nie da. Co nie znaczy, że nie można pozwiedzać, popodróżować sobie po własnej okolicy. Wybrać się na taką mini wyprawę w znane nieznane. Zawsze znajdzie się jakieś miejsce niedaleko nas, gdzie jeszcze nigdy nie byliśmy, albo nie widzieliśmy tam jeszcze wszystkiego o każdej możliwej porze roku, a nawet porze dnia. Szczególnie o bladym świcie, o poranku, a nawet wcześniej jeszcze, podczas jutrzni, kiedy to słonko jeszcze nie wstało znad horyzontu, ale już walczy z otaczającym nas mrokiem dostarczając niekiedy wspaniałego widowiska.

Na co dzień, ot tak w wolnej chwili na godzinkę, może dwie, czasem nieco dłużej, można wybrać się w jakieś mało znane miejsce niedaleko nas. Szczególnie w dużych miastach miejsc takich jest całkiem sporo. Kolejny park. Kolejny cmentarz. Jakieś osiedle. Jakieś ciekawe miejsce porośnięte na dziko i poprzecinane nieznanymi nam ścieżkami. Wystarczy się rozejrzeć – na pewno się coś znajdzie. A jeśli już naprawdę nie ma nic – o co łatwiej w miasteczkach niewielkich i wsiach – zawsze można gdzieś nieco dalej, w las, na pola, nad rzekę, staw, jezioro. Można ot chociażby zabrać się komunikacją kilka przystanków, a potem wrócić do domu dragą jak najokrężniejszą.

I co też tam ciekawego być może?

Dziś akurat nieco wolnego miałem czasu. Postanowiłem wybrać się na drugi koniec Poznania, ten dalszy koniec. Pojęcie dalszy jest dla mnie mocno względne: idąc tu drogą najkrótszą z możliwych, pieszo czy rowerem, wcale tak daleko by to nie było. Jest tam w miejscu mi wiadomym biblioteka. Pomyślałem sobie, że podjadę, zapiszę się, pogrzebię po półkach, zobaczę, co ciekawego się tam znajdzie, coś po poczytania interesującego wypożyczę.

Dzionek tymczasem wypiękniał, a zarazem nie zrobiło się nadmiernie upalnie, jak miało to miejsce jeszcze przed paroma dniami. Zamiast zatem wsiąść w autobus powrotny, wyruszyłem na przechadzkę po okolicy. niby tu kiedyś bywałem, ale znam bardzo pobieżnie tylko bardzo niektóre uliczki. Jest zatem okazja do poszperania w plenerze i zobaczenia naocznie, co tu ciekawego spotkać można.

Okolica jest ciekawa, upstrzona kilkoma stawami, w tym jeden całkiem sporych rozmiarów. Niedaleko jest nieczynna cegielnia, więc całkiem możliwe, że stawy te to byłe glinianki, obecnie zalane wodą. Podejrzenia te potwierdza po powrocie do domu Wikipedia. Jeszcze w latach 90 minionego wieku działały tu cegielnie, które korzeniami swymi sięgają drugiej połowy XIX w. Powstałe na miejscu wydobycia gliny stawy nazywane są tutaj wspólnym mianem tzw. szacht. Na całym okolicznym obszarze jest tych szacht około 40, czyli stawów, glinianek, wyrobisk pocegielnianytch. Tu, gdzie zamierzam się pokręcić po okolicy jest ich kilka a może nawet kilkanaście. W większości niewielkie.

Przyrodniczo teren bardzo ciekawy. W otoczeniu stawów pełno jest nieużytków porośniętych w dużej części trzciną. Teren jest nierówny, pofałdowany, dzięki czemu można tu i ówdzie znaleźć wyżej położone miejsca, z których roztaczają się piękne widoki. W innych znów – trzcina będąca wyższą ode mnie zakrywa absolutnie wszystko i niczego właściwie poza wąską wydeptaną ścieżynką nie widać. Z pewnością raj dla rybaków.

Poznań, 2013.08.01
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

17 − five =