Ogólna, Technologia

Mała retencja sposobem na problemy z nadmiarem i niedoborem wody

 Polska ma problem z wodą, woda jest w naszym kraju dobrem rzadkim. Musimy ją szanować, a państwo powinno chronić wodę, dbając o jej prawidłową dystrybucję, ochronę źródeł i zmniejszanie ryzyka występowania stanów niepożądanych. W przypadku wody, nie jest dobrze jak jest jej obszarowo za dużo lub za mało. Powinno być jej zawsze mniej więcej dokładnie tyle ile jest potrzebne.

Sposobem na częściowe rozwiązanie tego problemu jest mała retencja – czyli gromadzenie wody i spowalnianie jej obiegu w przyrodzie za pomocą niewielkich zbiorników wodnych i inżynierii wodnej, głównie opierającej się na zarządzaniu wodą przy pomocy ograniczaniu stopnia jej przepuszczalności przez przeszkodę i grawitację. Mała retencja to nic innego jak budowa małych zbiorników w terenie, tam gdzie ma szanse i gdzie może gromadzić się woda. Dzięki inżynierii – prostym zaporom, odpowiedniemu przygotowaniu podłoża, jak również odpowiednim ukształtowaniu terenu – uzyskuje się zachowanie wody na czas, kiedy będzie ona w otoczeniu najbardziej potrzebna.

Dodatkową korzyścią z małej retencji, jest tworzenie terenów przyjaznych ekologicznie, gdzie może rozbudowywać się życie różnego rodzaju fauny i flory, typowych dla wód stojących. To bardzo istotne jest, ponieważ współcześnie – w związku z rozbudową miast i nowoczesnymi metodami związanymi ze stosowaniem chemii w rolnictwie – następuje ograniczenie ilości naturalnych siedlisk, mających duże znaczenie w kształtowaniu lokalnych łańcuchów pokarmowych.

W przypadku systemowego podejścia do małej retencji tj. tworzenia planów lokalnej budowy tego typu zbiorników, kanałów i innego rodzaju rozwiązań – można uzyskać efekt dodatkowy w postaci poprawy mikroklimatu lokalnego. Wymaga to jednak skojarzenia ze sobą całego szeregu czynników, które są bardzo różne i nad którymi generalnie trudno o kontrolę, bez działań w odpowiedniej skali.

Mała retencja jeżeli jest dobrze pomyślana i wpisana w teren, potrafi znacznie spowolnić spływ nadmiarowej wody w “zlewni”, przez co więcej wody jest dostępne przede wszystkim dla rolnictwa, co jest wartością samą w sobie. Podniesienie poziomu wód gruntowych – to chyba najważniejsza korzyść z systemowego podejścia do małej retencji. W zasadzie tam, gdzie mała retencja jest rozwinięta, ryzyko lokalnych podtopień jest sprowadzone do losowego minimum, a powodzi – ograniczone o tyle ile wody jest w stanie zatrzymać system w stanie maksymalnego nasycenia, czy nawet kosztem podtopień – przesycenia.

W Polsce okresu „Złotego Wieku”, mała retencja była pewnym standardem, albowiem każdy majątek szlachecki miał za punkt honoru posiadanie stawu, ewentualnie stawów. Gdzie były ryby, stanowiące bardzo ważny element gospodarki lokalnej, jak również które pełniły funkcje zbiorników wodnych. Budowanie stawów było dobrze przyjętym obyczajem gospodarskim, był to standard w ówczesnej gospodarce rolnej. Na Zachodzie mała retencja jest standardem, nie ma co przytaczać przykładu Holandii, albowiem to jest kraj w ogóle specyficzny pod względem gospodarki wodnej. O wiele ciekawiej z naszego punktu widzenia jest w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji i północnych Włoszech. Skala melioracji dorzecza Renu i Dunaju w Niemczech może nie jest dobrym przykładem przez zbytnie przeregulowanie rzek i ich obszarów naturalnych dopływów. Jednak obserwując tamte rozwiązania w detalach serce rośnie, widząc liczne lokalne korzyści z prawidłowo rozwijanej od wieków gospodarki wodnej, która również dzięki kanałom pełni ważną rolę transportową. No, a my co? Wisła – 1000 lat nie byliśmy w stanie nic zrobić z rzeką, nie ma funkcji transportowej. Odra, szkoda słów, ale może tam będzie lepiej dzięki rządowemu programowi.

Co stoi na przeszkodzie w Polsce, żeby każda gmina i każdy powiat, otrzymały wsparcie na opracowanie planów lokalnej małej retencji – koordynowanych na poziomie województw? Następnie przecież można zachęcić właścicieli gospodarstw rolnych i agroturystycznych do budowy zbiorników małej retencji zgodnie z planami, tak żeby docelowo stworzyć system współzależny i współdzielący wodę – na dużym obszarze. Kwestia kosztów jest w tym przypadku kwestią wtórną, albowiem byłby to silny bodziec dla lokalnej gospodarki, a z pieniędzmi na ochronę przyrody i gospodarkę wodną nie może być problemu. To samorządy na swoich terenach i na gruntach Skarbu Państwa powinny budować jako pierwsze, tyle ile jest potrzebnych obiektów tego typu.

To się już powinno w kraju dziać, albowiem czy mieliśmy mało lekcji wielkich i średnich powodzi, czy też lokalnych podtopień? Dzisiaj częściej można znaleźć u rolników sztuczne baseny niż w ogóle potrzebę myślenia o zbiornikach wodnych na zasadzie tworzenia systemu małej retencji, jednak nie ma po co pisać o kolejnych problemach i kolejnym niedomaganiu polityki państwa wobec wsi.

Sprawę można było swego czasu uregulować działaniami na rzecz ochrony krajobrazu, albowiem nic tak bardzo jak mała retencja nie sprzyja wzmacnianiu jego walorów, ale jest jak jest.

6 komentarzy

  1. Wierny_czytelnik

    Autor już kiedyś to poruszał, to rzeczywiście ważny problem

  2. Byłoby lepiej gdyby zielone pięknoduchy zamiast blokować budowę kolejnych zbiorników zajęły się zieloną energią i popularyzacją idei. A tak zdechną razem z wszystkim. Ziemia nie będzie prowadziła dyskusji z każdym z osobna i ocalała tych którzy zieloni byli. Po prostu usunie zagrażający gatunek. Tak jak postępowych można obecnie nazwać postępowymi inaczej tak i zieloni są inaczej w swojej zieloności. Zbiorników nie ma, wody brakuje, i dla nas i dla naszej zieloności i jeśli padnie nasz gatunek to z nim, choć nie przez niego jeszcze kilka co każdemu zielonemu wyśmieję chętnie w twarz

  3. Możliwości w tym zakresie są. W większych skupiskach leśnych z istniejącymi ciekami wodnymi drenującymi owe obszary “bezkosztowo” już załatwiają to bobry. Wiele nadleśnictw takie programy realizuje i koordynuje, chciałoby się rzec, wraz z bobrami. No ale “chłop żywemu nie przepuści…” jak śpiewał Grzesiak, więc już zaczynają się utyskiwania na szkody z tego powodu.

  4. Nie zapominajmy o oczyszczalniach ścieków!
    Gromadźmy CZYSTĄ WODĘ, bez ścieków.
    To komplikuje sprawy retencji i ją podraża.
    Nie na naszych decydentów, nie na ich głowy, bo to ich przerasta.
    Zlikwidowano służby melioracyjne i nadzór w powiatach, co skutkuje lokalnymi powodziami, gdyż rowy i przepusty nie są konserwowane, a melioracji – nikt na serio nie prowadzi.
    W krajobrazie Polski dominują NIEUŻYTKI, na których nikt nie dba o MELIORACJĘ.
    Zresztą cóż to za honor dla wójta-starosty przecinać wstęgę nad wykoszoną trawą w rowie w Psiej Wólce!
    To nie są nośne tematy, a retencja nie może być oderwana od melioracji i utrzymania przepływów w rowach przydrożnych.
    Zobaczymy jesienią, jak w prawdopodobnej fai podptopień będziemy pokazywać ludzi brodzących po kolana w swoich mieszkaniach.
    Raz susza, raz podtopienia – sorry, TAKI MAMY KLIMAT!

    A gdzie mamy mózgi?

  5. cccccccc to nie w smak bo:
    1) żaby rechotają
    2) komary się mnożą (pokarm dla żab)

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.