Soft Power

Mainstream nie jest jednoznaczny w obronie „swojego”

 Zadziwiające, ale po niespodziewanej wypowiedzi jednego z polityków, która nie tak dawno zrobiła nam ogólną wesołość w kraju, nastąpiło pewne podzielenie się mainstreamu. Jedna część komentatorów (nie ma znaczenia czy polityków, czy tzw. dziennikarzy) – zdecydowanie potępiła winowajcę, nazywając rzecz po imieniu. Pojawiły się nawet nieśmiałe głosy zapytania, za co ten pan dostąpił złotego spadochronu, ponieważ jakoś trudno jest dostrzec sukcesy, które przemawiałyby za uzasadnieniem jego wysokiej pozycji w naszym establishmencie. Druga część komentatorów oczywiście broni przegranej sprawy, ale jakoś bez przekonania i powołując się na nieznajomość języków obcych w narodzie, usiłuje zrobić z winnego – obrońcę interesu narodowego.

Co jest szczególnie interesujące, nastąpiło nawet zestawienie medialnej aktywności obwinionego z medialną twórczością jego małżonki, z tym wynikiem, że podejrzenie o rusofobię wyrażającą się wrogością wobec pana Władimira Putina Prezydenta Federacji Rosyjskiej – jest jednym z pierwszych skojarzeń.

Trzeba przyznać, że sytuacja sama w sobie jest nadzwyczajna i niesłychanie cieszy postawa tej części establishmentu, która uznała że nie ma po co dalej kłamać w imię przegranej sprawy, bo przysłowiową „kamieni kupę” widać gołym, nieuzbrojonym okiem.

Jednakże prawdopodobnie okaże się już za niedługo, że mylą się wszyscy, albowiem obwiniony nie jest idiotą, ani małym dzieckiem, które nie rozumie wagi wypowiadanych słów. Tutaj szanowni państwo nie mogło być przypadku, czy też wypadku, ewentualnie braku rozwagi lub doświadczenia, – jeżeli bowiem wykluczymy problemy chorobowe, pozostaje tylko i wyłącznie chłodne wyrachowanie i celowość.

Dlatego do sprawy trzeba wykazywać bardzo daleki dystans i brak zrozumienia, bez jakiejkolwiek tendencyjności, czy też szufladkowania. My tutaj nie mamy do czynienia proszę państwa z byle czym, to nie jest ot, taka sobie wypowiedź o niczym. Trzeba sobie uświadomić, przeciwko komu jest ta intryga skierowana. Cel wykracza poza naszą skalę odniesień krajowych, DLATEGO ŻEBY UDERZYĆ W WIARYGODNOŚĆ PREZYDENTA SĄSIEDNIEGO IMPERIUM – WINNEMU OPŁACAŁO SIĘ ZAPŁACIĆ CENĘ ŚMIESZNOŚCI I OSTRACYZMU! Po prostu coś, za coś! Tutaj wygrana, jeszcze nie wiemy czyja – jest o wiele większym fetyszem dla sprawcy niż jego własne straty.

Można po raz kolejny zapytać – czyje interesy reprezentuje ten pan? Można zapytać ile ma paszportów itd. Jednakże to wszystko nie ma znaczenia, gdyż liczy się tylko i wyłącznie osiągnięcie celu – koszty nie mają znaczenia, wygrana przesłoni wszelkie koszty i straty.

Powstaje, więc pytanie – czyim kosztem się to wszystko dzieje i na czyje ryzyko? Jest to pytanie jak najbardziej retoryczne, zwłaszcza w postaci złotego spadochronu dla obwinionego. Jednak nie o pieniądze tutaj chodzi, chociaż lepiej oczywiście, żeby panowie sami płacili za pałaszowane ośmiorniczki. Ceną za te błędy jest wiarygodność naszego państwa, jak również – niestety – ewentualne przeciwdziałanie ze strony oskarżanej o całe zło w tej intrydze. Cenę i konsekwencje zapłacimy i poniesiemy My wszyscy, ciekawe czy obwiniony będzie miał tyle odwagi, żeby stanąć w polu z karabinem w ręku, – jeżeli byłaby taka potrzeba? Oczywiście nie chodzi o strzelanie do rzutków na polach golfowych Virginii…

Jest poważna szansa na top, że ci, co nie bronili będą teraz dalej krytykować system, a wraz z tą krytyką zacznie się nasilać realna opozycja wobec jego wad – to rzeczywiście odrodzi się realna systemowa opozycja. Byłoby, bowiem wspaniale, gdyby nasza scena polityczna podzieliła się wedle sposobu rozumienia i wyrażania spraw państwowych, a nie fikcyjnych podziałów symbolizowanych przez dwóch protagonistów. Oznaczałoby to przetasowania i odejścia, złamane kariery i dużo smutku, – ale nie ma zmiany bez bólu! Co do zasady Nie da się naprawić niczego, jeżeli trochę nie zaboli.

W tym jest wielka szansa dla lewicy, której przedstawiciele przodują w krytyce tej smutnej sprawy i jej negatywnego bohatera. Jeżeli tej, udałoby się spolaryzować społeczeństwo wokół ratowania sprawy narodowej po obłąkańczych rządach – jedynie wymieniającej się władzą prawicy, to mogłoby dojść do odrodzenia się znaczenia partii lewicowej w Polsce. Oczywiście do tego trzeba byłoby mieć lewicę, ale to już temat na inny felieton…

2 komentarze

  1. Coz niecos wiem o instytutach w USA i amerykanskich powiazaniach pana S. Tamtejsze otoczenie pana S. skladalo sie z konserwatywnych doradcow prez. Buscha Jr. I tak sie wychowal. W Polsce o tym sie nie mowi–ale z mojej perspektywy jest tamtejszym wychowankiem, tak zreszta jak Jaceniuk i Szakaszwili–taki konik trojanski reprezentujacy interesy mocodawcow.

  2. DLATEGO ŻEBY UDERZYĆ W WIARYGODNOŚĆ PREZYDENTA SĄSIEDNIEGO IMPERIUM – WINNEMU OPŁACAŁO SIĘ ZAPŁACIĆ CENĘ ŚMIESZNOŚCI I OSTRACYZMU!

    Jeszcze jedna próba uderzenia przez określone środowiska
    polityczne na zachodzie ,gdzie “ten pan” występuje
    w roli harcownika m.in. neokoni amerykańskich ,
    “demokratów” także,te ‘przeciwne’ obozy tak naprawdę
    stanowią jedność,”różnice” to inscenizacja na “użytek
    kampanii wyborczych’ na potrzeby mas i “wolnych mediów”.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.