Ekonomia

Luzowanie ilościowe? Wspieranie bankrutów? To ludziom też pomagajmy!

 Jeżeli państwo (a w naszym przypadku Unia Europejska) może sobie pozwolić na luzowanie ilościowe pieniądza (działania Europejskiego Banku Centralnego), wspieranie bankrutów pieniędzmi wprost z budżetu (pomoc dla narodowego przewoźnika lotniczego w Polsce) – a równolegle pozwala na to, żeby jego obywateli w majestacie prawa komornicy pozbawiali wszelkiej własności – to coś się nie zgadza. Jeżeli bowiem możemy jako Wspólnota dać góry pieniędzy banksterom na to, żeby mogli zapchać swoje sumienia i nie bać się kryzysu, ponieważ państwa płacą ich długi wynikające ze złych kredytów, czy inwestycji w wysoce ryzykowne aktywa, co więcej jeżeli utrzymujące się z naszych podatków państwo polskie dofinansowuje firmę lotniczą – przewożącą najbogatszych Polaków, de facto dopłacając tym sposobem do ich biletów. To powstaje pytanie – dlaczego nie mielibyśmy oddłużyć ludzi? Zwykłych osób fizycznych – gospodarstw domowych! Dlaczego nie?

Jeżeli dało się pomóc bankom, można pompować pieniądze w chybione inwestycje – to dlaczego mielibyśmy nie pomagać indywidualnym ludziom mającym rodziny na utrzymaniu – lub takim, których nie stać na posiadanie rodziny, bo zbyt słabo zarabiają? Ewentualnie chorym na ciężkie i przewlekłe choroby? Dlaczego nie mielibyśmy pomóc ludziom w hospicjach i ich rodzinom zmagającym się z dramatami nie rzadko poświęcenia życia dla opieki nad chorym człowiekiem?

Na poziomie wspólnotowym i na poziomach krajowych, trzeba zagwarantować jakiś poziom zadłużenia, który pracująca i płacąca przez jakiś czas podatki osoba fizyczna i małżeństwo – mogliby zgłosić do „zluzowania ilościowego” przez państwo – oczywiście raz w życiu i nie za darmo, bo za wzrost podatków osobistych do końca życia o jakiś poziom, ale mimo wszystko, żeby mogli to zgłosić.

Niech każdy obywatel, a nawet mieszkaniec Unii Europejskiej może raz w życiu zgłosić w Banku państwowym – niewypłacalność, poprosić o restrukturyzacje posiadanego oficjalnie i legalnie zadłużenia, podając powody dla których nie może go spłacić i poddając się kontroli. Niech to będzie zróżnicowane, np. do wysokości 75% podatku dochodowego zapłaconego w ciągu minionych 10 lat łącznie. W przypadku utraty pracy, nie z własnej winy, osoba fizyczna mająca kredyt mogłaby zwrócić się do państwa o pomoc w np. spłacie posiadanego kredytu – w podanej do wyliczenia w ten sposób wysokości plus np. jakiś bonus wyrównawczy dla wszystkich, żeby nikt np. nie był pokrzywdzony – otrzymując przykładowo dodatkowo dziesięciokrotność średniej pensji w gospodarce.

W zamian za taką pomoc, państwo miałoby prawo podwyższyć takiej osobie podatek dochodowy od dochodów osób fizycznych o np. 5% na kolejne 10 lat lub dożywotnio. Wyjazd z kraju lub rezygnacja z pracy – bez wyraźnych wskazań zdrowotnych oznaczałoby powstanie zryczałtowanego zobowiązania, jakie dana osoba miałaby spłacić państwu. W efekcie wszystkim opłacałoby się pracować, jeżeli skorzystaliby z takiej formy pomocy.

Nie ma żadnego powodu, dla którego pomoc państwa może dostać przedsiębiorstwo, ale nie może go dostać rodzina lub człowiek, którego nie stać na założenie rodziny ponieważ tak podle zarabia. Owszem, może przedsiębiorstwo lotnicze jest bardziej społecznie użyteczne od pojedynczego szarego obywatela, ale jest konkurencja – jesteśmy w Unii Europejskiej, jeżeli Polacy nie potrafią latać samolotami i na tym zarabiać – trudno, nie muszą tego robić. Natomiast wspierając ludzi i rodziny możemy uniknąć samobójstw, popadnięcia w nędze, problemów osobistych, zwiększyć dzietność i spowodować, że ludziom w skrajnych sytuacjach będzie trochę lżej.

Nie ma tutaj tłumaczenia, że to socjalizm, komunizm, rozdawnictwo – nie w erze luzowania ilościowego, ujemnych stóp procentowych (płaci się bankowi za przechowywanie pieniądza w gotówce) i pompowania pustego pieniądza do przepastnych kieszeni spekulantów i innego rodzaju złodziei. Na takie bajki neoliberałów nikt dzisiaj nie powinien dać się nabrać – no bo dlaczego, jeżeli daje się pieniądze bankom to jest dobrze, a jak ludziom to źle? Pieniądz współczesny jest tylko i wyłącznie miernikiem wartości – pokazuje swoją wartość tym, co za niego można kupić, na co można go wymienić. Jako zapis elektroniczny w banku, służący do zakupu innych zapisów elektronicznych np. na giełdzie – pomaga bardziej gospodarce niż wręczony na targu sprzedawcy pomidorów, ogórków lub krzeseł? Oj chyba mamy do czynienia ze zbiorowym oszustwem albo jakąś nadzwyczajną dziurą w ekonomii, która skazuje całą dotychczasową kapitalistyczną doktrynę na śmietnik historii – czyniąc prawdziwym to co zapowiadał Marks!

Pieniądz jest sposobem na zniewolenie ludzi – nie mając go, muszą pracować żeby zaspokoić głód, banki służące bogatym posiadaczom kapitału dają praktyczną gwarancję, że nie zmaterializują na raz posiadanej gotówki, ponieważ im bardziej się opłaca ciągle gonić króliczka – nawet mając deficyt i straty, niż pozwolić na to żeby ludzie się nasycili, gdyż wówczas system kapitalistyczny nie będzie miał czym motywować ludzi do pracy w posłuszeństwie. To jest dzisiejsze niewolnictwo – proszę się nad tym dokładnie zastanowić.

One Comment

  1. Jak chodzi o sam artykuł to oczywiście autor ma rację. Ja natomiast chętnie przeczytam, kim jest finansjera międzynarodowa czyli banksterzy. Uważam, że warto zacząć o tym pisać.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.