Ekonomia

Luzowanie ilościowe w strefie Euro, czyli jak dobrze byłoby mieć Euro!

 Jak dobrze byłoby mieć Euro i tym samym być w strefie Euro! Moglibyśmy jako kraj podlegający pod Europejski Bank Centralny skorzystać, ze skupu naszych obligacji przez ten bank, jeżeli taka akcja będzie miała miejsce. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć jak olbrzymim byłoby to ułatwieniem dla budżetów publicznych, które okresowo zostałyby zwolnione z części problemu.

Dobrze się dzieje w Europie, chociaż nie podoba się to Niemcom, których część prasy bije na alarm. Liczy się natomiast to, że będziemy mieli możliwość oddłużenia państw strefy Euro poprzez zwykłe luzowanie ilościowe na Euro, ale ograniczone w skutkach do pieniądza, który bezpośrednio nie ma szans wejść do obiegu. Posiadaczami większości obligacji, które mają być skupione są banki i fundusze – oznacza to, że uzyskane pieniądze, prawie na pewno w dominującej większości będą poszukiwały nowych form lokowania w cokolwiek co przyniesie zysk, równie pewny (i gwarancję zwrotu kapitału) jak obligacje rządów europejskich – w praktyce stające się obligacjami Unii Europejskiej z chwilą, kiedy tylko pierwsze Euro zostanie na ten cel wydane!

Wszystko zdecyduje się 22 stycznia na posiedzeniu “Governing Council of the ECB” Europejskiego Banku Centralnego, to od podjętej tam decyzji zależy, czy ten mechanizm zostanie w strefie Euro wprowadzony, czy nadal będzie trzymany sztywny kurs zgodny z dogmatami niemieckiej polityki finansowej.

W prasie zachodniej mówi się o kwocie 500 mld Euro jako celu pierwszej takiej akcji skupu. Nie jest to wiele, wręcz można powiedzieć że takie przecieki (prawie na pewno kontrolowane) nie zrobiły żadnego wrażenia na rynkach, albowiem nie widać żadnych gwałtownych ruchów, tj. rynki już skonsumowały te działania i nie będą one miały specjalnego znaczenia dla cen papierów na rynku długu publicznego. To świadczy o dojrzałości rynku i mądrej polityce informacyjnej Europejskiego Banku Centralnego.

Niemcy boją się oczywiście inflacji, nie chodzi o te mizerne 500 mld Euro, które w skali potrzeb pożyczkowych budżetów publicznych to „pikuś”, czy wręcz „mikro-pikuś”, ale o zasadę. Dotychczas Europejski Bank Centralny dbał o to, żeby Euro miało zdrowe podstawy, tj. dokładnie takie jakie proponował Bundesbank. Pójście w ślady Amerykanów i Japończyków, których banki centralne próbowały napędzić koniunkturę w pierwszym przypadku skończyło się lekką poprawą sytuacji a w drugim wzrostem skłonności Japończyków do oszczędności. Podczas, gdy zamierzenia miały być inne – ludzie mieli kupować, firmy inwestować – gospodarka miała się nakręcać i wchodzić na jakiś nieosiągalny obecnie poziom wzrostu. Tak miało być, ale niestety się nie udało zwłaszcza w Japonii – długo tłamszonej przez dramat deflacji. Amerykanom się jej udało uniknąć, ale to co nadrukowali, kiedyś do nich wróci, albowiem Dolar poszukał sobie natychmiast różnych miejsc do inwestowania – niekoniecznie na terytorium swojego kraju.

Europejczycy mają podobne zamiary – zdjęcie z rynku obligacji od których trzeba płacić procenty – co prawda minimalne, ale jednak zawsze, a są to bezpieczne procenty i bezpieczne lokaty – spowoduje, że na rynku pojawi się pewna suma pieniądza. Na początek będzie to niewielka jak na Europę kwota wspomnianych 500 mld Euro. Dla naszych rynków finansowych, to jest niewielka kropla w morzy ciągłych potrzeb, jednakże dla krajów zadłużonego południa – będzie to liczący się oddech, albowiem o tyle zwolni się kwota należności publicznych. Oczywiście tam mogą zostać konieczności finalnej spłaty obligacji dla Europejskiego Banku Centralnego, jednakże to już będzie pieniądz, który pozostanie w strefie publicznej, regulowanej politycznie, czyli tak jakby go nie było (bo można go do końca świata rolować). Natomiast zgodnie z zamysłem polityków unijnych, te uwolnione pieniądze będą musiały sobie poszukać miejsca do inwestycji. Nie bardzo da się je włożyć do banku, ponieważ poza nieszczęsną Polską, której Rada Polityki Pieniężnej reprezentuje nie wiadomo czyje interesy – stopy procentowe w Europie są praktycznie ujemne (dla dużych kwot). Cudem byłoby, gdyby te wszystkie pieniądze wylądowały w Polsce, możemy być pewni że część z nich na pewno do nas zawita. W wyniku szkodliwych dla gospodarki europejskiej sankcji wobec Federacji Rosyjskiej, nie da się ich zainwestować w Rosji, gdzie stopy procentowe są z punktu widzenia zachodnich bankierów jak lep na muchy, ale niestety z powodu błędów politycznych to niemożliwe. Więc te pieniądze, gdzieś będą musiały wylądować i coś stymulować. W zależności od tego – jak zostaną alokowane, będzie można je oczywiście opodatkować, co już cieszy rządy państw europejskich (z wyjątkiem rządu w Polsce, który nie wprowadził podatku od dochodów kapitałowych – to byłą decyzja wiecie państwo, którego ministra finansów). Poza tym być może pojawią się jakieś nowe miejsca pracy oraz stopa zwrotu. W ostateczności te pieniądze i tak będzie można w każdej chwili ściągnąć z rynku – emitując znowu potrzebne obligacje.

Być może to jest właśnie najbardziej prawdopodobny cel, albowiem pojawienie się nowych wolnych pieniędzy na rynku spowoduje, że zainteresowanie obligacjami państw europejskich wzrośnie. Wówczas powinno spaść ich oprocentowanie! To może dotyczyć także i nas, co jest bardzo ważną informacją. W ten sposób zadłużone po uszy południe Europy złapie lekki oddech i z radością na swoich przyjemnych obliczach wyemituje ku uciesze inwestorów kolejne obligacje, za które będzie musiało płacić jeszcze mniejsze odsetki. Potem – jak się już raz ten mechanizm sprawdzi – znowu ze smutnymi minami, w poczuciu dobrze spełnionego europejskiego obowiązku, przekaże się te „ciążące” podatnikom obligacje do kochanego już wówczas przez wszystkie rządy Europejskiego Banku Centralnego, który je grzecznie wykupi dając inwestorom ponownie górę lub góry Euro, z którymi co te biedactwa zrobią? Znowu będą poszukiwać bezpiecznej lokaty, a wówczas – kto może wyjść im naprzeciw? Przecież od tego są nasze wspaniałe rządy, żeby czuwać nad potrzebami obywateli i je zaspokajać, a ponieważ jesteśmy Wspólnotą – nie ma problemu, potrzeby inwestorów z Francji z prawdziwą przyjemnością rozwiąże rząd Królestwa Hiszpanii lub Włoch! Pieniądze znowu zasilą publiczne budżety, wszyscy będą zachwyceni i szczęśliwi.

Właśnie mniej więcej takiego mechanizmu boją się Niemcy, albowiem z 500 mld politykom będzie bardzo łatwo zrobić „jedno zero więcej” lub „jeszcze więcej zer”, co to za problem? Przecież wiadomo, że zagłosują na “Governing Council of the ECB”, tak jak oczekują tego rządy narodowe (chociaż są niezależni)! Takie są realia! Wówczas może się pojawić problem z inflacją, chociaż nie udało się jej wywołać ani w Ameryce ani w Japonii, przy czym uwaga – drożeją głównie produkty z realnej gospodarki, te z wirtualnej mają się jak się miały, doskonale trzymając poziom cen – więc oficjalna statystyka może mówić, że nie ma inflacji, albo jest w okolicach celu.

W każdym bądź razie jak dobrze byłoby mieć takie problemy! Drukują pieniądze, nie ma inflacji – może wywołają jakiś wzrost gospodarczy – wygenerują sobie bogactwo z niczego! Jeżeli do tego doda się jeszcze możliwości przejęcia ukraińskiej gospodarki – bo przecież będą pieniądze, to cała sprawa zaczyna nabierać sensu, oczywiście o ile Zachód pozwoli sobie na takie ryzyko w wymiarze politycznym, ale interesy mogą być znamienite. Na Rosję także lada miesiąc się otworzymy, sankcje mają obowiązywać zdaje się do przełomu czerwca i lipca – chodzi o rok budżetowy w USA. Więc jest bardzo prawdopodobne, że jeszcze wiele uda się odzyskać – robiąc w sierpniu i na koniec roku kalendarzowego kokosowe interesy w Rosji. Wówczas rzeczywiście może się przydać więcej pieniędzy, ale one są – one czekają. Powstaje jednak jedno pytanie – dlaczego nikt ich nie inwestuje?

Tutaj wchodzimy na niebezpieczny grunt lęków decydentów gospodarczych i analizy ryzyka, popularny argument – lęku przed rozpadem strefy Euro, często lansowany przez neoliberalnych kłamców, podpalaczy i złodziei – nie wytrzymuje krytyki. Z tego prostego powodu, że w przypadku upadku strefy Euro, nie będzie miało znaczenia – w co ma się zainwestowane pieniądze, albowiem z większości aktywów odzyska się je w ewentualnej walucie narodowej lub czymś innym. Czego więc się bać? Oczywiście, gdyby było politycznie bardziej wiadomo jaka przyszłość czeka Europę – w rozumieniu zmian jakie zaplanowano dla Unii Europejskiej, to być może byłoby łatwiej inwestować pieniądze? Zwłaszcza w przypadku oceny ryzyka.

Tymczasem na tym małym drukowaniu pieniądza, rządy południa trochę odetchną, inwestorzy będą mieli minimum wysiłków i ruchu związanego z pojawieniem się pieniądza, wszyscy będą zadowoleni, może nawet i nam coś „skapnie”. Jest tylko jedna niewiadoma, jak to ewentualnie wpłynie na nastroje polityczne w radykalizującym się niemieckim społeczeństwie, które niesłychanie poważnie reaguje na słowo „inflacja”. Z pewnością kluczem do porozumienia będzie ustalenie jakiegoś limitu rolowania obligacji przez Europejski Bank Centralny z poważnymi politycznymi zabezpieczeniami przed „gmeraniem” przy wielkościach kwot.

Warto mieć Euro! Naprawdę wielka szkoda, że jeszcze nie udało się nam tej waluty przyjąć! W grupie zawsze raźniej! Chyba, że po prostu lubimy płacić wysokie odsetki od własnego długu? Musimy dawać zarobić więcej?

5 komentarzy

  1. afirmacjapuszkizpiwem

    Mechanizm działa mniej więcej jak go autor opisał, jak go Europa wprowadzi to kraje południa zyskają oddech – nawet włącznie z Grecją jeżeli Niemcy jej wcześniej nie wyrzucą ze strefy Euro

  2. Tak, to jest sztuczne pobudzanie wzrostu – na zasadzie wstrzykiwania z pustego w próżne, z nadzieją że silnik zaskoczy. Dobrze, że to chcą zrobić, ponieważ to pomoże państwom południa i w ogóle wszytskim biedakom. Oczywiście Polska nie skorzysta bo jest poza strefą Euro. My wolimy płacić wysokie odsetki od długu jaki zaciągamy od tych gości, których papiery właśnie będą skupione – potem ten wygenerowany w komputerach EBC pieniądz będą nam pożyczać na duży procent 🙂 Czy to nie jest genialne? Jesteśmy kolonią gospodarczą. Dziękujemy Ci Platformo! Dziękujemy panu panie Tusk!

  3. inicjator_wzrostu

    Nie ma to jak być “na kolonii” u dobrego kolonisty.
    Tych “wychowawców kolonijnych” to sobie sami wybraliśmy, czy ktoś ich nam podesłał, a mam na myśli polityków z PO i takich ortodoksów neoliberalnych jak ccccccc czy ccccccccc.

  4. inicjator_wzrostu

    Prorok jaki ten autor, czy co?
    Frank szwajcarski poszybował w górę ponad 16%!
    Ale się dzieje …

  5. Tak, to bardzo możliwe że dzisiaj szwajcarzy się do tego przygotowali bo niby czemu mieliby tracić do Euro?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.