Ekonomia

Luxembourg Leaks – czyli atawizm podatkowy jako wyższe stadium kapitalizmu?

Los Jeana-Claude’a Junckera, nowego szefa Komisji Europejskiej i byłego, wieloletniego premiera Luksemburga nie będzie przyjemny w najbliższym czasie. Ujawnione w międzynarodowej prasie rewelacje dotyczące rzekomych – podkreślmy – rzekomych działań związanych z optymalizacją podatkową jednej z globalnych firm doradczych w Wielkim Księstwie Luksemburga – to poważny problem polityczny, który wstrząśnie Europą. Jeżeli potwierdzą się medialne doniesienia o praktykach mających na celu ułatwienia podatkowe dla firm, ze strony władz Luksemburga, to o etyce i czymś takim jak współodpowiedzialności w czasach kryzys nie będzie można mówić. Przy czym wszyscy wiedzieli przez lata o tych praktykach, tylko nikt tego nie nazwał głośno po imieniu. System opłacał się wszystkim.

W optymalizacji podatkowej – z punktu widzenia podatnika – nie ma niczego złego, kto nie optymalizuje ten jest „frajer”, jest to bowiem w Unii Europejskiej legalne, jedynie trzeba mieć ten poziom obrotów i dochodów, żeby się opłacało, jeżeli jest się już na pewnym poziomie – oszczędności na podatkach mogą być gigantyczne.

Z punktu widzenia państw, które tracą na podatkach jest to oczywiście złodziejstwo i bardzo zależy im na ukróceniu tego zjawiska, straty idą w miliardy. W pogrążonej w kryzysie Europie, nikt nie chce rezygnować ze swojego dobrobytu, ale trzeba będzie przyznać, że establishment był wobec siebie solidarny i tym, którzy się zakwalifikowali – odpuszczał. W całej Europie to Niemcy najbardziej walczą ze swoimi oszustami, posunęli się w tej sprawie do tego, że swego czasu nawet nabyto od hakera dane niemieckich obywateli – trzymających pieniądze w szwajcarskich bankach, (ale to zupełnie inna historia z bardzo ciekawym zakończeniem).

Tymczasem mamy taką oto sytuację, że szefem Komisji Europejskiej został człowiek, który popierał i umożliwiał obniżenie dochodów podatkowych innych krajów europejskich. Z punktu widzenia sąsiadów Luksemburg to szkodnik. Nic dziwnego, że są tak bardzo bogaci, jeżeli w sposób sprytny korzystają na tym, że są samodzielni.

Sytuacja jest na tyle poważna, że zaczyna mówić się, w co bardziej radykalnych środowiskach, że Luksemburg powinien te straty podatkowe w jakieś sposób zrównoważyć np. specjalnym wkładem na rzecz Unii.

Nie ulega natomiast wątpliwości, że w perspektywie długoterminowej należy w Europie wprowadzić obowiązek kompensacyjny, tj. zyski podatkowe kraju będącego rajem podatkowym powinny być opodatkowane prawie dokładnie w takiej wysokości, w jakiej dokonano odpisów od działalności za działalność poza granicami danego kraju. W ostateczności można byłoby to zwielokrotnić, wówczas nikomu nie opłacałoby by się prowadzić takiej działalności.

Tymczasem jednak popatrzmy na sprawę z perspektywy finansowej dominacji elit, które najlepiej czują się w swoich rajach i je chronią, zapewniając im możliwość funkcjonowania przez lata – w pełni legalności wszystkich przepisów. Uwaga – tam nie złamano żadnego prawa, po prostu wykorzystano system do obejścia jego niewygodnych elementów. Wszystko, czego możemy się domagać to moralność, ponieważ Luksemburg pożywiał się przez lata i nadal się pożywia dzięki temu, że stwarza warunki licznym podmiotom do zmniejszania należności wobec państw, które je utrzymują i pozwalają im na prowadzenie działalności gospodarczej.

Tutaj nie ma społecznej odpowiedzialności biznesu! Co więcej nie ma solidarności pomiędzy państwami, Luksemburg wykorzystał swoją pozycję i możliwości, w dodatku w czasie kryzysu, kiedy praktycznie wszystkie państwa poza kilkoma mają poważne problemy ze skutkami kryzysu. Poza tym nawet w tych krajach, które nie mają problemów finansowych – społeczeństwo uznaje etos oszczędności-protestanckiej i z pełnym brakiem zrozumienia odniesie się do „potrzeb Luksemburga”.

W zależności od tego jak elita polityczna Europy poradzi sobie z tym kryzysem, który tak naprawdę w samej swojej istocie odbywa się w sferze czysto medialnej, – wyniknie osłabienie mandatu demokratycznego dla Unii. Ponieważ mleko się rozlało i elity muszą się wytłumaczyć z „wałka”.

Nie ma się, co spodziewać cudów, sprawa nie będzie stanowiła jakiegoś nadzwyczajnego powodu do zmartwień, napisze się raport, zapłaci się jakieś pieniądze i dalej się będzie robić sobie dobrze. Pieniądze mają tą cudowną właściwość, że rozwiązują wszystkie problemy związane z ich przekazywaniem i przechowywaniem.

Z całości jest jeszcze jeden morał – coś takiego jak konkurencja podatkowa pomiędzy państwami w Unii powinna być zakazana. Wszystkie państwa powinny płacić takie same podatki w zakresie przedsiębiorstw i osób prawnych prowadzących działalność gospodarczą, zarówno pod względem skali wysokości jak i przedmiotów opodatkowania. Zasady księgowości, odliczeń itd., powinny być ujednolicone – można się nawet zastanowić nad ujednoliceniem VAT w zakresie naliczania jego wymiaru i odprowadzania podatku. Wtedy skończyłoby się kombinowanie z naliczeniami, stawkami, znikającymi pociągami ze stalą lub innym dobrem, od którego akurat opłaca się odliczyć podatek.

Harmonizacja i ujednolicenie przepisów to potężna broń w ręku Unii Europejskiej, tylko musi się pojawić wola polityczna do zmian, a akurat tak się składa, że akurat pojawił się powód, dzięki któremu robiąc „małego szatana” z Luksemburga można zachęcić państwa członkowskie do działania. Trzeba pamiętać, że alternatywą jest pełne szaleństwo, to znaczy pojawienie się większej ilości „rajów” w postaci kopii numeru, jaki wykręcił nam wszystkim Luksemburg. Oczywiście nie na jego szkodę, ponieważ to mały kraj i tam się generalnie nie zarabia (z perspektywy firm, jakie chronił podatkowo). Jednakże atawizm zapanowałby nawzajem pomiędzy państwami. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której podobnie postąpiłyby np. Niemcy.

One Comment

  1. inicjator_wzrostu

    Ładny zamek.
    Poza tym – to nie nasze pieniądze …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.