Ekonomia

Łupkowa rewolucja a kraje Europy środkowej i wschodniej

 Łupkowa rewolucja powoli staje się faktem. Ceny gazu ze źródeł niekonwencjonalnych w USA są niższe od cen gazu na światowych rynkach dostaw. Wraz z rozwojem technologii w najbliższych 3-7 latach należy spodziewać się podobnej dostępności ropy naftowej ze źródeł niekonwencjonalnych. Wszystko to spowoduje, że USA staną się niezależne od importu podstawowych surowców energetycznych, co więcej – będą dysponować olbrzymią ilością łatwo dostępnej i taniej energii.

Zmniejszenie globalnego zapotrzebowania na surowce energetyczne przez USA, a wręcz duże prawdopodobieństwo eksportu nadmiaru łatwo dostępnych paliw – wpłynie bezpośrednio na ceny surowców energetycznych na całym świecie. Nadzieje, że z dnia na dzień spadną ceny gazu i ropy do poziomu tych w USA są bezpodstawne, cena paliw dla Europy będzie zawsze wypadkowo kilku innych czynników, warunkowanych np. dostępnością infrastruktury przesyłowej i dostępem do międzynarodowych rynków. Oczywiście kraje posiadające dostęp do morza są w pozycji uprzywilejowanej, jednakże tak naprawdę liczy się głównie infrastruktura przesyłu i magazynowania, szczególnie w przypadku gazu, aczkolwiek ropa naftowa również wymaga swojego zaplecza i innych reżimów technologicznych w procesach przetwórstwa – w zależności od swoich właściwości.

Polska i Ukraina budują infrastrukturę umożliwiającą morskie przeładowywanie gazu, o podobnym rozwiązaniu myśli Litwa. Białoruś sprzedała swoją infrastrukturę przesyłową, w pełni uzależniając się od potęgi wschodniego sąsiada. Niemcy są w uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ mają własną rurę na dnie Bałtyku, której ekonomiczne uzasadnienie jednak zniknie wraz z pierwszym gazowcem jaki zawita do gazoportu pod Szczecinem. Niemcy nie przyznają się do błędu, ale wnioski umieją wyciągnąć. Chociaż w ich przypadku gazociąg oznacza sprzężenie gospodarcze z Federacją Rosyjską, więc jedynie płacą koszt posiadania tak unikalnej technologii jaką sobie wymarzyli. Czechy, Słowacja i w szczególności Węgry są w odmiennej sytuacji, najtrudniej ma prawdopodobnie Słowacja, ponieważ jest uzależniona od dostaw z kierunku wschodniego, przy czym Ukraina przez którą idzie transfer myśli o uniezależnieniu się od dostaw z Rosji. W przeciwieństwie do Węgier, które doskonale współpracują z dostawcami ze wschodu.

W wyniku dostępu do energii z łupków kraje w naszym regionie mogą mieć zróżnicowane ceny energii na swoich rynkach. Zupełnie nie zrozumiałym jest, dlaczego nasze kraje się nie porozumieją i nie wypracują wspólnych procedur postępowania na rynku, zarówno wobec partnera rosyjskiego jak i wobec nowych dostawców. Jeszcze ciekawsze jest dlaczego Unia Europejska się tym nie zajmie, gdyż nie budzi niczyjego zdziwienia fakt, że duża dywersyfikacja cen energii w krajach wschodniej części Unii – po prostu zabija przemysł i obniża ogólną konkurencyjność. Naprawdę występując razem – można osiągnąć zupełnie odmienne i o wiele lepsze rezultaty. Trudno zrozumieć, dlaczego to nie jest możliwe – a jedynym wytłumaczeniem, nie może być niemiecka rura na dnie Bałtyku, gdyż w świetle spodziewanych różnic cen względem energii ze źródeł niekonwencjonalnych – bałtycka gazrurka będzie tylko i wyłącznie bardzo drogą fanaberią i dowodem na potęgę niemieckich inżynierów!

Polska w tych realiach jest w bardzo dobrej pozycji. Po pierwsze posiadamy potężne zasoby własnego węgla, który zawsze jest i będzie pod ręką. Po drugie posiadamy gigantyczne możliwości jeżeli chodzi o pozyskiwanie zielonej energii – głównie z biomasy, ale także z wiatru i wody. Po trzecie nasza gospodarka jest dostrojona do bardzo drogiej energii z Rosji, co powoduje, że każdy gazowiec w Szczecinie z tańszym paliwem – zawsze oznacza poprawę efektywności całej struktury. Po czwarte właśnie budujemy potężny gazoport, który może stać się dźwignią rozbudowy przemysłu chemicznego w kraju, obniżek cen gazu dla gospodarstw domowych raczej się nie ma co spodziewać, ale może nawozy dla rolnictwa potanieją, co także nie jest bez znaczenia dla gospodarki. Po piąte – mamy możliwość budowy energetyki jądrowej, która na trwałe zmieni krajobraz naszego rynku energii. Przy czym nie możemy popełnić błędu – energia jądrowa nie może być u nas alternatywą dla poszukiwania i pozyskiwania gazu i ropy ze źródeł niekonwencjonalnych. Potrzebujemy najpierw energetyki jądrowej – potem możemy pomyśleć o łupkach pod warunkiem, że będą one bezpieczne w naszym kraju. Nie możemy tutaj lekceważyć przepisów Unii Europejskiej, jednakże tylko i wyłącznie na zasadzie coś za coś, czyli jeżeli nie będzie unijnej zgody na łupki w Polsce, to musimy dostać tanio i w wieloletnim kredycie energię jądrową. Trzeba pamiętać, że inwestycje w technologie węglowe to tylko półśrodek, ponieważ spalanie węgla dla prądu i ciepła to marnowanie tego cennego surowca.

Wniosek – tania energia ze źródeł niekonwencjonalnych zmieni ceny na rynku. Możemy dzięki tanim dostawom rozbudować własny przemysł chemiczny, równolegle inwestując w energetykę jądrową – zapewnić trwałe i długie dostawy względnie taniej energii dla przemysłu.

W tym wszystkim standardowe źródła dostaw trzeba traktować jako podstawowe, licząc na obniżenie ceny do ceny równoważącej opłacalność sprowadzania taniego gazu i w przyszłości miejmy nadzieję także taniej ropy – statkami. Rosjanie nie są szaleńcami – wiedzą, że nie sprzedadzą niczego przez swoje rury, jeżeli nie będą konkurencyjni. Dotychczas trzymał nas brak dywersyfikacji dostaw i brak alternatywnych źródeł dostaw po niższych cenach. Wraz z rewolucją łupkową i budową gazoportu – tworzą się nowe możliwości. Jest to tak samo widoczne z Waszyngtonu, Moskwy jak i Dubaju lub Warszawy. Jest przy tym oczywiste, że najbardziej na globalnym obniżeniu cen skorzystają najwięksi odbiorcy, dlatego nie ma co się napalać i wchodzić dwiema nogami do nieznanej wody.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.