Ogólna, Technologia

Lufa

 W mojej rodzinie Wujek to była osobistość! Jakoś nikt nie pamięta dlaczego wszyscy nazywali brata mojej babci „Wujkiem” – może to jeszcze sprzed wojny się wzięło? Nie wiadomo. Ważne, że jak ktoś mówił „wujek” – wiadomo było że chodzi o Wujka, tego a nie innego!

Wujek przed wojną skończył uczelnię Wawelberga a potem ogólnie mówiąc był „blisko” przemysłu zbrojeniowego. To dla niego osobiście nasz wywiad wykradł z Moskwy tajną pracę jakiegoś akademika na temat zegarków. Tak, tak! Wydaje się wszystkim iż w ZSRR to był głód przysłowiowych „czasów”. Bo był! Ale z drugiej strony „radzieccy” mieli fantastyczne osiągnięcia w wielu dziedzinach, bez czego nie wygraliby wojny! Ale może o tych zegarkach napiszę innym razem.

Wróćmy do Wujka, który jak się domyślacie dzięki naszemu wywiadowi oraz własnej pomysłowości opracował nowe, unikalne w świecie mechanizmy zapalników zegarowych, potem coś tam wymyślał przy powstającym nowym pociągu pancernym. Aż nastała wojna i Wujek stał się oficjalnym „kuratorem” majątku w skład którego wchodziła fabryczka w Suchedniowie. Tam dość szybko nawiązał kontakt z partyzantką, a w zasadzie to jego nasza partyzantka dość prężnie działająca na Kielecczyźnie dzięki Ponuremu „skaperowała” go do celów widomych. Czyli do naprawiania uzbrojenia.

Historia jest dość dobrze znana, więc powtarzam skrótowo, by przejść do meritum. Jak widomo po niedługim czasie, widząc mizerię uzbrojenia „swoich chłopców z lasu”, Wujek postanowił zacząć produkcję broni, korzystając z wyposażenia suchedniowskiej fabryki. Najłatwiejszy do skopiowania był angielski Sten. Miał on jedną, podstawową wadę. Broń lubiła się zacinać, szczególnie przy różnej amunicji. Metodą prób i błędów oraz dzięki pomysłowym pracom badawczym udało się usunąć tę podstawową wadę oryginalnego angielskiego pistoletu. Niestety w wyniku zdrady wyprodukowano ich niewielką ilość. Ale ocalały rysunki, które zostały przekazane do Krakowa. Tam znalazł się człowiek, bardzo zresztą pomysłowy i twórczy, który na podstawie tej dokumentacji kontynuował produkcję Stenów na potrzeby naszej podziemnej armii. Po wojnie Wujek dowiedział się o tej produkcji i koniecznie chciał się spotkać ze swoim „towarzyszem broni”. Szczególnie, że bardzo go zaintrygowała wszędzie podawana, dla Wujka nieprawdopodobnie duża ilość wyprodukowanych pistoletów. Bo jak wiecie najtrudniej jest zrobić lufę. Jeżeli do wykonania „reszty” wystarczą podstawowe maszyny, z gwintowaną lufą sprawa przedstawia się inaczej. Do tego potrzebne jest specjalistyczne oprzyrządowanie – a Wujkowi było wiadomo iż zakład w Krakowie takich urządzeń nie posiadał. Więc podawana ilość wyprodukowanych pistoletów wydawała się Wujkowi zupełnie „sufitowa”.

I teraz, po tak długim wstępie przechodzimy do sedna sprawy, czyli lufy! Jak się chyba domyślacie, Wujek spotkał się z kontynuatorem swojego dzieła. I co się okazało? Ano okazało się że podawane ilości wyprodukowanych pistoletów były prawdziwe! Jak to było możliwe? Ano tak. Ta krakowska „złota rączka” wymyśliła przy okazji uruchamiania produkcji pistoletów „wujowych”, zupełnie nowatorski, niebywale prosty sposób gwintowania lufy. Bez skomplikowanych urządzeń i tracenia czasu! Sposób był tak nowatorski, że Wujek tylko bardzo ogólnikowo opowiadał o tej metodzie, nie zdradzając tego nikomu, nawet najbliższej rodzinie! Twierdził, co słyszałem na własne uszy, że „Gdyby ta informacja stała się ogólnie dostępna, każdy człowiek dysponujący podstawowym warsztatem mógłby zrobić sobie pistolet. A do tego nie można dopuścić!” I tutaj „na scenie” pojawiłem się ja – czyli „przybrany” wnuk, z którym Wujek miał najlepszy „kontakt” i któremu najwięcej opowiadał różne swoje przeżycia i przemyślenia. Rodzina była bardzo ciekawa tego „patentu” na proste i szybkie gwintowanie lufy. Więc uknuto „spisek”, w wyniku którego, ja miałem tę informację od Wujka wyciągnąć. Niestety, mimo wielu lat zabiegów moich i innych członków rodziny tajemnicę tę Wujek zabrał do grobu. Kilkanaście lat wcześniej zmarł w Krakowie „wynalazca”. I w taki to sposób „patent” na proste, tanie i szybkie, domowym sposobem produkowanie karabinów maszynowych zostało na zawsze pogrzebane wraz z jego twórcą i powiernikiem. Ale chyba to dobrze, – że nie jest możliwe wyprodukowanie „w garażu” śmiercionośnej broni.

I jest to jedyny mi znany osobiście przypadek, gdy „ukrycie” jakiegoś wynalazku wyszło z pożytkiem dla ludzkości…

One Comment

  1. Trudno mi się odnieść do tematu, zupełnie nie moja branża. Natomiast odniosę się do jednego ze zwrotów “metoda prób i błędów”, przyznaję, że dość często ją stosuję (wiadomo baba) i jeszcze częściej ta metoda zawodzi. Wówczas słyszę zza pleców głos pana domu, jak już wszystkie metody zawiodą należy przeczytać instrukcję.
    Artykuł napisany świetnie, gratuluję lekkiego pióra.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.