Ludzie wolą oryginały od „kopiuj-wklej”

Jeżeli zapytać przeciętnego człowieka, czy woli oryginał, czy kopię jakiegoś produktu – o ile nie uzyskamy odpowiedzi pytaniem na pytanie w kwestii ceny, większość ludzi wybierze oryginał. Produkt markowy, co do którego nie ma wątpliwości o jego przeznaczeniu, jakości i procesie wytwarzania. Jednakże „kopiuj-wklej” rządzi się swoją własną logiką.

Podobnie jest w polityce, ludzie mając do wyboru zgłaszać swoje poparcie lub jego brak dla osób, które uważają za pełnokrwistych – oryginalnych polityków, o wiele częściej będą ich popierać niż ich kopie, nawet te najlepiej udane kopie nadążne.

W polityce podstawowym warunkiem istnienia jest reprezentowanie siebie samego jako politycznego bytu – osoby o ukształtowanych poglądach, nie wahającej się ich artykułować w kontekście pełnego spektrum spraw politycznych i państwowych. Cechami polityka oryginalnego są przede wszystkim zdolność do wyrażania autonomicznej wizji rzeczywistości i projekcji scenariusz zmieniających zastaną rzeczywistość. Nie da się tego podrobić, ani nie da się tego zastąpić przez sztab PR-owców, którzy swoimi poradami zza kadru zapewnią politykowi wspaniałe wywiady i przemówienia, które tenże będzie mógł publikować pod swoim nazwiskiem.

Nasze państwo potrzebuje właśnie takich ludzi z wizją, którzy potrafią sobie zjednać opinię publiczną a zarazem zadać zadania domowe ekspertom. Nie muszą mieć zawsze racji – to jest przecież niemożliwe, zwłaszcza w naszych realiach, jednakże sam „ferment kreatywny”, jaki takie osoby wywołują to bardzo wiele, żeby rozruszać tą „polską magmę” społeczno-instytucjonalną, wynikającą z lęków wszelkiej pozycji ludzi o swój los. Będąc lekarzem, któremu tato załatwił specjalizację i w zasadzie dał do ręki dyplom na pewno balibyście się państwo jakichkolwiek zmian w branży. Będąc gospodynią domową boicie się państwo o pracę męża. Będąc szefem spółki giełdowej boicie się państwo, żeby przypadkiem premier nie nazwał was z trybuny sejmowej wrogiem państwa a specjalne służby nie zmieniły waszego życia w serię przypadków prowadzących do spotkania ze spontanicznym samobójcą. Każdy się czegoś lub kogoś boi, taką mamy w Polsce rzeczywistość. Od polityków domagamy się odpowiedzi na bolączki naszej rzeczywistości w zakresie tych spraw ogólnych jak budżet i towarzyszące mu kłopoty (jak finansować deficyt) oraz w zakresie spraw osobistych.

Nie ma możliwości, żeby politycy dali nam odpowiedzi na wszystkie pytania, jednakże mamy prawo wymagać, żeby ciągle zmieniając system – tak go doskonalili, żeby tenże miał jak najmniej widocznych braków i nie powodował kłopotów w życiu codziennym, jak również w wymiarze strategicznym. To jest przede wszystkim kwestia higieny systemowej, wynikającej z kultury politycznej i osobistej polityków. Zanieczyszczenia w systemie (jak korupcja, źle działająca administracja, złe prawo i inne) to właśnie wynik poziomu funkcjonalnego naszej polityki i poziomu odniesień aspiracji naszej klasy politycznej. Już kiedyś tak było w Polsce, że szlachta cieszyła się z zerwania sejmików, albowiem mogła szybciej wrócić do swoich dworków. Dzisiaj może ten problem w warstwie organizacyjnej nie występuje, albowiem wszystko jest sformalizowane, jednakże w sensie jakości sprawowanej władzy jest jeszcze bardziej widoczny.

Niestety lub –stety w polityce zawsze o wszystkim decydują ludzie. Można zasłaniać się procedurami, prawem, zwyczajem, wymaganiami ludzi, obowiązkami wobec Brukseli, czymkolwiek. Jednakże o kształcie systemu, który odczuwają jego użytkownicy, (czyli my wszyscy) decydują przeważnie indywidualne cechy decydentów tworzących jego oblicze i decydujących o sposobie funkcjonowania. Brak kompetencji lub po prostu najczęstsza sytuacja, w której ktoś „nie wie, że nie wie” może stworzyć piekło na ziemi dla ludzi w istocie skazanych na system, ewentualnie takie niezgodności, że wielu będzie niezadowolonych.

Właśnie z tych powodów musimy dbać, o jakość w polityce. To nie jest prawda, że może nami rządzić ktokolwiek, kto ma mandat publiczny. A nawet, jeżeli tak, to ten mandat publiczny trzeba najpierw zdobyć w procesie poddania się publicznej weryfikacji. Sytuacja, w której mamy obecnie do czynienia w kraju, gdzie establishment rządzący próbuje pod stołem osadzić nam następcę premiera, żeby ludzie się do tejże osoby „przyzwyczaili” to nic innego jak chyba najbardziej ohydne psucie państwa, które można porównać tylko i wyłącznie do okupacji.

Polska to nie jest rój pszczół w ulu, gdzie szerszeń może wymienić królową matkę! Nie da się zastąpić może niezbyt udanego, ale mimo wszystko oryginalnego produktu wyborczego – zwyczajną statystką! To jest w istocie poniżenie wszystkich Polaków! Jeszcze bardziej upadlające niż premier z tabletu! Może niech lepiej pan ustępujący skorzysta z tego pomysłu i rządzi za pomocą laptopa z kamerką internetową? Zdaje się o to właśnie chodziło, a nowy nominowany, czy też raczej nominowana – miałaby po prostu przekazywać decyzje do realizacji. Ponieważ rząd w Polsce głównie zarządza a nie rządzi – nie byłoby z tym problemu, wystarczy kilka kierunkowych strategicznych decyzji, reszta to didaskalia i zwykła zabawa głównie kadrowa. W zasadzie każdy mógłby być takim premierem, przekazującym decyzje otrzymane sms-ami lub przez popularny program do wideokonferencji.

Potem ludzie wybiorą sobie oryginał, tenże szarmancko nie wypowiada się na temat przyszłej pani “premierki”.

One thought on “Ludzie wolą oryginały od „kopiuj-wklej”

  • 5 września 2014 o 05:43
    Permalink

    Mam wrażenie że u nas ostatnim oryginałem był Gomułka, no może Jaruzelski

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.