Polityka

Ludzie służb w administracji publicznej?

 W kontekście najnowszych nominacji publicznie ogłoszonych przez pana Donalda Tuska Prezesa Rady Ministrów, należy zadać zupełnie poważnie pytanie o sens jawnego zatrudniania osób, ze służb specjalnych na ważnych, wręcz kluczowych i wymagających bezstronności i braku ambicji politycznych stanowiskach w administracji publicznej.

Z zasady tajności służb specjalnych wynika niejawne dysponowanie ich zasobem kadrowym. To znaczy, że państwo upoważnia swoich tajnych agentów do nie informowania swojego otoczenia o tym, że są jego tajnymi pracownikami. W zamian za pewne ograniczenia przewidziane przez prawo – aparat państwa umożliwia osobom z tajnych służb dość wygodną zwłaszcza w znaczeniu finansowym egzystencję oraz jasność, co do ścieżki kariery, albowiem, co można przypuszczać – mogą liczyć na zakulisowe oddziaływanie służb na ich awans w instytucji, w której pracują. Jest oczywistym, że to może pomagać w awansie i poprawiać sytuację osobistą takich osób. Nie jest to nepotyzm klasyczny, ale konieczny albowiem realizowany w interesie państwa.

Jednakże, co w przypadku, gdy ludzie powszechnie kojarzeni ze służbami specjalnymi uzyskują nominacje z nadania politycznego na stanowiska administracyjne? Ewentualnie, co jeżeli funkcjonują oni w administracji – formalnie w oderwaniu od dawnej lojalności, no, bo po prostu gdzieś pracować muszą?

Powstają tu, co najmniej dwa problemy. Po pierwsze zarzut bezstronności i lojalności. Nigdy, bowiem nie wiadomo, jakie naprawdę poglądy ma taki człowiek i wobec kogo będzie w ostateczności lojalny. Nie chodzi tutaj o lojalność państwową, albowiem takowa z istoty samego faktu afirmacji polskiej państwowości przez własne służby specjalne nie podlega negacji, ale o lojalność służbową. Ma to znaczenie dla stylu funkcjonowania danej instytucji, albowiem inaczej będzie się na danym stanowisku zachowywał człowiek będący niewolnikiem pensji od przysłowiowego pierwszego do kolejnego pierwszego, a inaczej człowiek mający za sobą doświadczenie ze struktury alternatywnej i jakąś promocję szefa i być może układu, z jakiego się wywodzi.

No i wszystko byłoby śmieszne i nie miało znaczenia, gdyby nie to, że w administracji pracują także zwyczajni ludzie, którzy pokończyli studia i żyją normalnie – pracując licząc na karierę. A w przypadku zatrudniania równoległego w tej samej strukturze osób ze służb – nie mają szans w starciu z systemowym nepotyzmem. To jest niesprawiedliwe pod względem pracowniczym i przestrzegania równości obywateli w pracy. Ponieważ nie ma żadnych gwarancji, że osoby ze struktury tajnej nie będą promowane przez układ wywodzący się z tej struktury.

Należy mieć świadomość faktu, że właśnie tak działa nasza administracja, przez co nie można się dziwić, że bywa czasami nadzwyczajnie nieefektywna, no, ale co się dziwić ludziom, jeżeli pracują lata lojalnie dla państwa za tysiąc kilkaset złotych, a nagle spada z nieba spadochroniarz i zgarnia całą pulę awansu i wynagrodzeń – nieosiągalnych zwykłą ścieżką.

Zważywszy na fakt, że w administracji państwowej zawsze pracują osoby o podwójnej lojalności, albowiem dominująca większość instytucji podlega pod zainteresowanie służb specjalnych – takie praktyki są po prostu szkodliwe i rozkładają zdrowe ciało administracji. Ponieważ o ile można zaakceptować, jako naturalną państwową konieczność pewnego rodzaju kontroli implikującą obecność osób o podwójnej lojalności, to nie można powodować sytuacji, w której oprócz ich obecności – formalne władztwo i zadania administracyjne z namaszczenia politycznego lądują w rękach ich byłych współpracowników ze służb, mianowanych właśnie politycznie na wygodne posady.

To skandal jest, ponieważ to jest psucie państwa. Jeżeli nie ma dla służb specjalnych innych zajęć niż opanowywanie przez ich „emerytów” struktur administracji państwowej. Dodatkowo ich proweniencja może bardzo negatywnie oddziaływać poprzez nachylenie ideologiczne na odbiór naszych działań państwowych przez partnerów naszego państwa – wewnętrznych i zewnętrznych. Proszę się zastanowić jak dyplomacja sąsiedniego imperium termonuklearnego będzie traktować ważny urząd państwowy, którego szefem niby przypadkowo pozostał – znany z poglądów anty – były funkcjonariusz służb specjalnych, analityk de facto białego wywiadu na ich kierunku?

Poza tym, jak oceniać państwo, które w swojej strukturze nie odróżnia pionu tajnego od pionu dyplomatycznego i od pionu administracyjnego w rozumieniu – apolitycznych i niezaangażowanych ideologicznie fachowców zajmujących się wypełnianiem funkcji administracji publicznej dla państwa? Mieszanie tych kwestii to dowód na wielkie ubóstwo naszego państwa, ubóstwo kadrowe i systemowe.

One Comment

  1. @Autor porusza temat, którego nie należy tykać.
    Dziewice z b.Solidarności widzą wszędzie agentów b. służb PRL-u.
    Tym samym zagłuszają możliwość istnienia OBECNEJ AGENTURY Polskich władz na terenie Polski.
    Autor to wszystko opisał dokładnie.
    Tylko czy warto otwierać przymknięte niewinne oczęta dziewic …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.