Soft Power

Ludzie nie rozumieją mechanizmów rządzących Unią Europejską, czyli lobbing w Brukseli

 Ludzie od samego początku nie bardzo rozumieją zasad działania mechanizmów rządzących Unią Europejską. Przez to nie rozumieją jak działa sama Unia Europejska, nie pojmują, kogo winić za złe decyzje, które ich nie zadowalają, co więcej problemem jest samo zrozumienie konsensusu pomiędzy tak dużą ilością państw. Dla większość mieszkańców „nowych” krajów unijnych, Wspólnota ma wymiar Unii transferowej. Odwrotnie dla większości mieszkańców „starych” krajów, głównie tych będących płatnikami netto – Unia kojarzy się przede wszystkim, jako przymus finansowy. Niestety większość interesariuszy Unii Europejskiej nie postrzega jej poprzez jej aksjologię, ale przez przepływy pieniężne, które generuje. To chyba największa porażka Unii Europejskiej.

Dla wielu Unia to „Bruksela” w tym jej administracja, jej lobbyści, może jeszcze tłumacze, ewentualnie kilka najbardziej znanych twarzy. Jeżeli chcielibyśmy realnie wskazać, kto w Unii Europejskiej pociąga za sznurki, najpierw trzeba zapytać, o które sznurki pytamy?

Dla wielu pierwszy rzut oka na Brukselę może spowodować dużą pewność siebie, w istocie nie duże – w pewnym sensie prowincjonalne miasto europejskie. Jednakże to tylko pozory, albowiem Belgowie umieją nie obnosić się ze swoją zamożnością na co dzień. Jeżeli ktoś dostępuje „kręgu wtajemniczenia” bardzo szybko zrozumie co, gdzie i jak oraz kiedy i dlaczego trzeba w Brukseli być obecnym, ponieważ to rzeczywiste centrum wydarzeń, w którym zderzają się interesy państw, koncernów i innego typu grup interesów. Z punktu widzenia zwykłego mieszkańca Unii Europejskiej kluczowym zagadnieniem, jakie wynika z procesów dziejących się w „black box” pod nazwą Bruksela jest prawo Unii Europejskiej – wspólne dla wszystkich członków, realnie oddziałujące na życie każdego mieszkańca, każdego przedsiębiorcy, rolnika, producenta itd. To zdolność do tworzenia norm prawnych oraz wymuszania ich stosowania decyduje o ważności wszystkiego co dzieje się w Brukseli i w ogóle w instytucjach unijnych.

Jeżeli ktoś z państwa będzie miał przyjemność być w Brukseli – niech przejdzie się po ulicach nieco oddalonych od placu Schumana – gustowna zabudowa, skomplikowana sieć ulic, praktycznie wszędzie są biura. W wielu miejscach widać logotypy instytucji te biura zajmujących, większość w tym także nazwy na wizytówkach będą dla większości za nas niezrozumiałe. Jednakże warto potem poszukać sobie w Internecie – to najpotężniejsi europejscy lobbyści. Potężne organizacje finansowane przez najpotężniejsze koncerny, ugrupowania producenckie i wszelkiego rodzaju podmioty mające interes w zabieganiu o własne sprawy w Brukseli. Wielkie korporacje nie działają bezpośrednio. Wyręcza ich około dwóch lub może nawet już trzech tysięcy organizacji lobbingowych, zatrudniających około kilkunastu tysięcy pracowników.

Prawdziwy przemysł – realna czapa nałożona na gospodarkę, „niewidzialna ręka”, której ramiona i korpus można łatwo rozpoznać – to wszystko świadczy o potędze lobbingu. Oczywiście zgodnie z prawem, ekologicznie, żadnemu zwierzęciu nie dzieje się krzywda. To prawdziwa armia kutych na wszystkie odnóża specjalistów i specjalistek od przekonywania. Każdy, kto wpadł w ich czułe ramiona (często dosłownie) musi mieć grubą skórę i przysłowiowo „zaszyte kieszenie”, żeby przypadkiem nie wyjść ze spotkania, jako przekonany – ich człowiek. W 90% tych ludzi dysponujących olbrzymimi pieniędzmi interesuje głównie rozmowa i możliwość sponsorowania – oni chcą dawać pieniądze. Najważniejsi z nich mają do nich w zasadzie nieograniczony dostęp, jeżeli sytuacja tego wymaga – nie ma ograniczeń matematycznych. Oczywiście nie ma nad tymi procesami realnej kontroli, wszystko jest tajemnicą przedsiębiorstwa, bez względu na to jak soczyste i obszerne – no i oczywiście na ekologicznym papierze – sprawozdania z rocznej działalności przygotowują te transparentne organizacje.

Kluczowym czynnikiem, jakim dysponują lobbyści są informacje, o pieniądzach się nie mówi, ale jest to oczywiste i jednoznaczne, że one są – podobnie jak wypracowane metody ich legalnego przekazywania na cele stanowiące czynnik wspólny pomiędzy lobbującymi a lobbowanymi. W zależności od klasy tych ludzi nie można im zarzucić nawet rozterek moralnych. Kodeksy etyczne i sztaby prawników mówiących w każdym języku i znających każde przepisy to bezpośrednie zaplecze lobbingu.

W przekazywaniu informacji nie ma niczego złego, warto korzystać z materiałów przekazywanych przez lobbystów, ponieważ bardzo często – standardowo to opracowania naukowe sporządzone za ciężkie pieniądze. Często starcie lobbingu „za” z lobbingiem „przeciw”, pozwala nawet laikowi – błyskawicznie rozeznać się w specyfice tematu i jego „polach krytycznych”. Orientowanie się w możliwych manipulacjach wymaga pewnej wprawy i doświadczenia, dlatego bezcenni są doświadczeni Parlamentarzyści oraz urzędnicy mający rozeznanie w realiach „brukselskiego black box”.

Niestety jednak często dzieje się tak, że instytucje unijne posiadające mandat demokratyczny – przyjmują materiały przygotowywane przez organizacje lobbingowe prawie w całości i bez poprawek.

Prawdopodobnie najgorsze jest jednak psucie mediów, które również są „lobbowane” i niestety często tak głęboko spenetrowane przez lobbystów, że jakikolwiek przekaz opierający się na obiektywnej ocenie informacji dla wielu z nich bywa trudny. Dziennikarze czerpią informacje z wiadomości agencyjnych i tego, co ląduje na ich skrzynkach pocztowych. Lobbyści mają opanowane doskonale te dwa kanały oraz trzeci – bezpośrednie przekazywanie prawie gotowych lub gotowych materiałów, które najbardziej wpływowi dziennikarze mogą publikować poprzez proste przesłanie dalej emaila z załącznikiem, do którego po prostu wpisują swoje nazwisko.

Na końcu tych procesów znajdują się zwykli ludzie, w tym także politycy, którzy nie są dopuszczeni do głównego kręgu informacyjnego. Bycie jedynie ostatecznym konsumentem – powstających w tych procesach informacji to marnowanie czasu, równie dobrze można oglądać telewizje we własnym kraju. W końcu przecież lobbing to tylko sieć kontaktów między ludzkich i nic złego się w tych procesach nie dzieje. No a że świat jest coraz mniejszy, – co można na to poradzić? Trzeba się dostosować.

Wybierając naszych przedstawicieli do Brukseli powinniśmy pamiętać o tym, w jaki sposób ci ludzie sprawdzą się w kontaktach z lobbystami. Dobrze, żeby chociaż potrafili się porozumieć w jednym z oficjalnych języków Unii. Jednakże dobrze poinformowanych, konsekwentnych, skromnych i uważających na to, co mówią – mamy jak na lekarstwo. O działaniu długofalowym, tj. realizowaniu pryncypiów naszej polityki narodowej, w tym także przez różne często „egzotyczne” i niezrozumiałe sojusze – chyba możemy głównie marzyć. Czasami marzenia się spełniają…

W opracowaniu tekstu inspirowano się informacjami dostępnymi na stronie: “Corporate Europe Observatory” – dostępnej [tutaj] – zgodnie z licencją CC 3.0.

8 komentarzy

  1. Wierny_czytelnik

    European Round Table – warto poczytać i wpisać na youtubie 🙂

  2. inicjator_wzrostu

    Lobbyści korporacyjni w Parlamencie UE i jej Komisjach zawsze będą górą. Zrzeszeni obywatele, nawet w grupach nacisku nie mają żadnych szans, bo to są zbyt NIERUCHAWE struktury wobec pojedynczych lobbystów, wyposażonych w grupy eksperckie, no i INNE środki oddziaływania …

  3. Wam się wydaje że szarego człowieka – tyrającego na śmieciówce takie sprawy w ogóle dotyczą? nawet jeżeli tak to i tak tego nie ogarnia

  4. inicjator_wzrostu

    @Donatan – jak facet ze śmieciówką nie ogarnia – to niech dalej tyra na tej śmieciówce. Przed nim jeszcze TOŚ …
    TOŚ = Towarzystwo Oświetlania Śmietników, żeby można było również wieczorem grzebać.
    Świadomość wpływa na byt.

  5. Autor przedstawił temat z punktu widzenia wielkich tego świata. Mam inną propozycję kierowaną do Kowalskich, zajmijmy się sobą, cieszmy się tym co mamy i przestańmy pracować na majątki tych co nam wciskają, że nie ma innych możliwości. Metoda “nie przejmowania się” jest skuteczna. Natomiast wielkim tego świata życzę aby 3x na sekundę zerkali w monitor i sprawdzali ile to zer przybyło im na koncie, niech to zostanie ich obsesją.

    • Problem polega na tym, że ludzie chcą być poza tym co przedstawiono w artykule, zająć się sobą, sprawami ważnymi a nie jakimiś pierdołami pod tytułem kolejne zero na koncie, natomiast wielcy w pewnym momencie zapukają do twych “drzwi” i stwierdzą: o nie nie, Pan nie gra zgodnie z naszymi zasadami to nam się nie podoba, Pan przecież musi na nasze zera ostro pracować, prosze porzucić swoje marzenia i zająć się przelewaniem pustego w próżne (np lobbowaniem). Co więcej będą mieli narzędzia i środki aby cię do tego “przekonać”.

      • Wielcy tego świata są tak długo ważni, jak długo się ich boimy, przestańmy się ich bać a wielcy staną się znacznie mniejsi. Do swojego widzenia świata przekonał mnie w dużej mierze Haszek i jego Szwejk.

      • Jako uzupełnienie dodam cytat z wypowiedzi Szwejka: na wieść, że zginął książę Ferdynand, Szwejk zapytał “a który Ferdynand bo ja znam dwóch jeden był dróżnikiem, a drugi zbierał psie gówienka”

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.