Ekonomia

Ludzie myślą, że się im coś za darmo należy!

 Tyle lat minęło od początków transformacji, a ludzie nadal myślą że się im coś za darmo należy od państwa. Chyba najbardziej niepoważnie wygląda to na zebraniach wspólnot mieszkaniowych, gdzie przerażeni właściciele wyciągają ręce do zarządzających, nie rozumiejąc że sami muszą zapłacić z własnych pieniędzy za nowe rynny, przepchanie kanalizacji, wymianę silnika przy pompie CO i remont balkonu sąsiada.

Podobnie roszczeniowo jesteśmy nastawieni wszędzie tam, gdzie władze publiczne organizują daną sferę zaspokajania ludzkich potrzeb. Dzięki samorządowi terytorialnemu – całą przestrzeń użyteczności publicznej udało się wypełnić przez gospodarkę komunalną, która jest realizowana na rachunek i ryzyko gminy. Natomiast pozostał cały szereg różnych kwestii o nadzwyczajnym znaczeniu dla funkcjonowania państwa jak np. publiczna służba zdrowia, czy też publiczna oświata – które wyrażają liczne dysfunkcje, ale pomimo swojej nieudolności nadal funkcjonują w kształcie i standardzie jaki wynika z dzielenia ilości pieniędzy przez ilość usług, co jest drastycznie niewydolne i w odbiorze ostatecznych użytkowników nie kwalifikuje się do użytkowania. Ewentualnie można to określić w taki sposób, że standardy oferowane przez te i inne serwisy publiczne zarządzane i organizowane przez państwo – nie spełniają potrzeb i oczekiwań społeczeństwa. W praktyce przekłada się to na pogłębienie roszczeń i frustrację.

Prosta kwestia dodatkowych obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych – jest nie do zaakceptowania z powodów społecznych, ponieważ wszystkim się wydaje, że tak jak jest – jest dobrze i to państwo ma służyć za naczelnego doktora kraju, stale przejmując odpowiedzialność za leczenie społeczeństwa we wszystkich przypadkach poczynając od kataru małego dziecka w zapadłym Zachodniopomorskim po najważniejsze oddziały leczenia chorób rzadkich klinik uniwersyteckich i scentralizowanego lecznictwa w skali kraju. To coś niesamowitego jak bardzo czujemy się bezradni i niezdolni do zapewnienia sobie samemu opieki zdrowotnej na zasadach komercyjnych, jeżeli uważamy że państwo jest bardziej efektywne i bardziej sprawiedliwe w tej kwestii. Kluczem do zrozumienia problemu jest tylko i wyłącznie mentalność i kryterium dostępu do dóbr publicznych. W rozumieniu szerokich mas społeczeństwa jeżeli coś jest państwowe-publiczne to jest za darmo, to znaczy zarówno po stronie świadczenia usługi ostatecznemu beneficjentowi – ale także po stronie zamówienia wykonania tejże usługi po stronie państwowego płatnika. Efekty takiego stanu rzeczy widzimy na co dzień w przychodniach i szpitalach, a jak bardzo znienawidzoną administracją specjalną jest narodowy operator ubezpieczeniowy systemu zdrowotnego nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć.

Nie można negować roli państwa w gospodarce i organizacji życia społeczno-gospodarczego, państwo w praktyce ostatnich kryzysowych doświadczeń może być pełnoprawnych uczestnikiem swojego własnego rynku – aktywnym kreatorem i współudziałowcem uprawnionym do przeprowadzania operacji na rynku – szanującym lub naginającym panujące na nim zasady, dla zagwarantowania dobra publicznego. Jednakże trzeba się zastanowić, czy to jest normalne, że państwo i tylko państwo – bez cienia elementu konkurencji może decydować o tym w jaki sposób są finansowane zlecane prywatnym przeważnie firmom świadczenia medyczne dla społeczeństwa? Trzeba się na coś zdecydować i być konsekwentnym – nawet w modelu mieszanym tak jak u nas – muszą istnieć jasno określone granice odpowiedzialności państwa za np. opiekę zdrowotną nad obywatelem ubezpieczonym a nad obywatelem nie ubezpieczonym. Nie może być tak, że osoby uczestniczące w systemie składkowym mają zaniżoną jakość i dostępność świadczeń, ponieważ państwo wierne ideałom rozdawnictwa – rozdziela ich składki na większą ilość beneficjentów, którzy żyją poza systemem – czy to na umowach śmieciowych, czy też w ogóle są bezdomni i jest im ze wszystkim wszystko jedno.

To co mamy jako państwową „darmochę” w istocie jest bardzo drogą w zapewnieniu i dostarczeniu usługą publiczną, często świadczoną przez wyspecjalizowane prywatne podmioty lub przez fachowców, którzy każą sobie płacić za swoje umiejętności i ryzyko przeprowadzanych działań naprawdę duże pieniądze. Jeżeli coś jest darmowe – to wcale nie może oznaczać, że można z tego czerpać bez ograniczeń i bez konsekwencji. W interesie państwa jest stworzenie takiego systemu, żeby beneficjenci darmowości – płacili procentowo więcej niż, ci którzy nie korzystają oraz żeby każdy znał granice – jak bardzo może skorzystać na darmowym świadczeniu ze strony państwa. Inaczej zbankrutujemy i w ogóle nie będzie żadnych świadczeń, albo te publiczne i darmowe będą świadczeniami symbolicznymi – polegającymi na stosowaniu prymitywnych technik i metod, za które najtaniej – karnie płaci ubezpieczyciel.

Swoją drogą to fenomen, że bez problemu udało się przekonać Polaków, że za wodę mają zapłacić gminnemu wodociągowi, ale za leczenie dziecka lub samego siebie ma zapłacić mityczne państwo. To jest oczywiście wielka zdobycz socjalna, jednakże można mieć dużą rezerwę co do efektywności finansowania usług publicznych z pieniędzy państwowych.

8 komentarzy

  1. Przecież już za to wszystko zapłaciliśmy. Jeśli w podatkach i składkach oraz przymusowych opłatach zostaje zabrane 85% mojego dochodu, nie może być mowy o tym, żebym jeszcze za coś zapłacił, chyba że będzie darmowe jedzenie i ubranie do odbioru w wyznaczonych punktach, pozdrawiam

    • Paweł – nie pXXXXXz gXXXXXXe nadmiernie bo zęby bolą.

      1. Co ty robisz, że “Państwo” zabiera ci 85 % twojego dochodu i jak to obliczyłeś?
      2. Piszesz “przecież już za to wszystko zapłaciliśmy” – to głos typowego roszczeniowca, któremu we łbie się poprzewracało. Kto “zapłacił” to zapłacił, a co z “gapowiczami”?
      3. Jak chcesz darmowe jedzenie i ubranie to daj się zamknąć w jednym z naszych ZK – tam wielu, zbyt wielu, konsumuje m.in. twoje pieniądze.

      “Socjalizm – tak!, wypaczenia – nie!”.
      Wszystko w myśl starego powiedzenia Mao Tse-Tunga: “przeciwników będziemy przekonywać, przekonywać i jeszcze raz przekonywać. A jeżeli ktoś nie da się przekonać? No cóż, tego trzeba będzie rozstrzelać!”.

      • Ja po prostu pracuję na umowę o prace i płacę wszystkie podatki,

        co do reszty tego “oceanu mądrości” i doświadczenia życiowego płynącego z Twoich słów pozostawię bez komentarza, ponieważ te wspaniałe słowa bronią się same,

        pozdrawiam

      • Paweł – nie pitol!
        Ale skoro “zabrano” ci 85% twego dochodu “w podatkach i składkach oraz przymusowych opłatach” to masz prawo czuć się orżnięty i zawiedziony. I pomyśleć kiedyś nauka rachunków w Polsce stała na całkiem przyzwoitym poziomie.

  2. Nic się nikomu za darmo nie należy.
    Wszystko kosztuje.
    Nie istnieje coś takiego, jak darmowy lunch.
    Zawsze fundator LUNCHU czegoś od ugoszczonego oczekuje w zamian.
    To wszystko jest tak oczywiste, że aż boli.

  3. Stąd wniosek, jak chodzi o transformację: “to żeśmy po próżnicy tę żabę zjedli”.

    • … pod twarde głowy, mięciutkie poduszeczki
      i… pleć pleciugo byle długo…

    • ” To ześmy po próznicy tę zabę zjedli.”Kilka procent “nas “zjadło te żabę nie po próznicy, i dziś mają się całkiem przyzwoicie.Ten stan rzeczy w “starych panstwach” Zachodu niektórzy osiagali w ciagu kilku pokoleń,w Polsce “dokonało’sie z dnia na dzień.Ot “niektorym” fortuna sprzyjała.Piszę to z pewną dozą złośliwej ironii.Pozdrawiam.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

1 × one =