Polityka

Losowanie lekarstwem na nepotyzm?

 Źle się dzieje w naszym państwie, politycy rządzącej koalicji zamiast rządzić – blokują się nawzajem abstrakcyjnymi śmiesznościami na temat granic nepotyzmu. W istocie nie ma znaczenia czyj syn, gdzie pracuje i ile zarabia. Ważne jest czy zostało złamane prawo lub czy dany etat jest wątpliwy etycznie. W naszym kraju nepotyzm ma pewną tradycję, która do pewnego poziomu jest akceptowana, natomiast o wielu sprawach się po prostu nie mówi. Przykładowo szlachetna tradycja przekazywania zawodu z ojca/matki na córkę/syna wśród przedstawicieli wolnych zawodów jak palestra i lekarze już chyba nikogo nie dziwi, a szkoda. Jednakże nie ma dramatu, jeżeli w jednym wydziale sądu X pracuje rodzina Y, a ciocia w prokuraturze współpracującej z danym sądem. Podobnie nie dzieje się nic złego, gdy ojciec przekazuje synowi katedrę chirurgii w znanym w południowej Polsce szpitalu. Natomiast oburzamy się, jeżeli syn kandydata na ministra pracuje w państwowej agencji, problemem jest nagle syn premiera pracujący w samorządowym porcie lotniczym. Ot taka mała koalicyjna wymiana ciosów, na całe szczęście panowie z koalicji nie wypominali sobie, gdzie pracuje czyja kochanka, albowiem zrobiłoby się naprawdę wesoło.

Jesteśmy społeczeństwem zdolnym do skrajnego relatywizmu, zrozumiemy wszystko i to zaakceptujemy, jeżeli tylko ma to logiczny sens. Pod tym względem Polacy to naprawdę wspaniałe społeczeństwo, albowiem inne narody prawdopodobnie już dawno powywieszałyby swoje elity na latarniach ulicznych, ale my trwamy w oczekiwaniu na lepsze czasy, doskonale rozumiejąc, że wszyscy mają żołądki i muszą je napełniać codziennie, a zimą trudno jest spać na zewnątrz, po prostu trzeba mieć własny kąt i dach nad głową. Pragmatyzm Polaków w kwestiach dotyczących zwykłego życia, takich codziennych ludzkich spraw jest naprawdę bardzo daleko posunięty.

Przyzwyczajeni przez wiek zaborów, kolejne okupacje i państwo śmieszno-straszne do kombinowania jesteśmy w stanie skutecznie obejść każdą procedurę i rozwodnić w zasadzie chyba każdą zasadę, normę, regułę, która wykracza poza ogólnie akceptowane zwyczaje. Dlatego też, w naszym przypadku wszelkie tzw. konkursy, nabory, zabezpieczenia są po prostu po to, żeby je omijać. Nie ma takiej procedury wewnątrzkrajowej, której jeżeli decydują o ich rozstrzyganiu nasi „ziomale”, nie bylibyśmy w stanie obejść lub tak rozwodnić, że przestanie skutecznie działać. Nie ma takiego bata na Polaka, trzymanego w ręku przez innego Polaka, który byłby skuteczny na serio i nie dałoby się go ukręcić z piasku. Tak po prostu tu jest, jeżeli się komuś nie podoba to z pewnością wcześniej czy później przynajmniej nauczy się milczeć. Nie ma sposobu na narodowe zwyczaje. Na marginesie można jedynie żałować, że jest to tak niezmiernie widoczna klęska polskiego systemu oświaty, albowiem wiadomo, czym skorupka i kiedy nasiąknie…, ale mniejsza z tym zastrzeżeniem. Chcąc odnieść się do rzeczywistości, a być może próbując ją zmienić musimy odnieść się do niej taką, jaka ona jest. A jest taka, że nie ma sposobu zmusić Polaków w Polsce do przestrzegania prawa. Zresztą w wielu przypadkach nasz relatywizm ratuje całość systemu, albowiem traktując wszystko na serio musielibyśmy się chyba zabijać. Jest jak jest, jesteśmy w tym wszyscy.

Jeżeli zatem zgodzimy się, że nie jesteśmy w stanie stworzyć systemu gwarantującego zatrudnianie osób na stanowiskach publicznych i w publicznych osobach prawnych wg klucza kompetencji, to należy się zastanowić, czy nie powinniśmy zdać się na kryterium doboru przypadkowego, albowiem ślepy los, – jeżeli tylko nie popełniono fałszerstwa podczas losowania – gwarantuje wybór niezależny (oczywiście w jakiejś skali rozkładu statystycznego dla przyjętych zmiennych). W każdym bądź razie wybór przez losowanie gwarantuje likwidacje nepotyzmu, albowiem nawet, jeżeli dojdzie do wylosowania określonych osób, to mają one czystą sytuację ze względu na sposób wyboru.

Zasada powinna być następująca: na stanowiska nie polityczne dobieramy kandydatów wg kompetencji, jeżeli jest ich więcej niż jeden na dane stanowisko, to po stwierdzeniu adekwatności kompetencji (spełniania warunków), należy przeprowadzić losowanie kandydata na wolne stanowisko pracy, spośród kandydatów startujących. Przy czym, w razie wycofania się zwycięskiego kandydata – należy ustalić zasadę, że ponawia się nabór i całą procedurę doboru-losowania. Powodów oczywiście nie trzeba tłumaczyć.

Powyższa propozycja to nic nowego, w klasycznych Atenach, ojcowie założyciele demokracji ateńskiej uznawali wybór urzędników przez losowanie za standard. Losowanie było zwyczajną procedurą gwarantującą ich bezstronność. Podobnie funkcjonował wybór na niektóre funkcje w Starożytnym Rzymie. System zepsuły czasy feudalne, gdzie władca chciał być omnipotentny, nie było, zatem miejsca na żadne przypadki. Jak się utrwaliło, tak już zostało, być może warto wrócić do źródeł?

Oczywiście technikalia wyboru to kwestia fundamentalna, ale na tyle funkcjonalna, że nie do rozważenia, z pewnością państwo poradziłoby sobie z losowaniem wszelkich funkcjonariuszy publicznych, niepodlegających wyborowi politycznemu.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.