Wojskowość

Logistyka wobec problemów kraju sąsiedniego

 Czy jesteśmy gotowi na wojnę domową na Ukrainie? Możecie się państwo dziwić, że ten artykuł zaczyna się tak ostro, ale to się dzieje tu i teraz w otaczającej nas bliskiej zagranicy. Pomiędzy nami a Ukrainą jest jedynie Straż Graniczna Unii Europejskiej, nic ponadto! Nie ma tam oddziałów wojskowych zdolnych do wymuszenia pożądanego zachowania się nieproszonych gości jak również zarządzania ewentualnymi masami uchodźców.

Wielokrotnie już ten problem poruszano na naszych łamach, tu nie chodzi o jakieś nadzwyczajne czarnowidztwo, ale o zwykły pragmatyzm. W przypadku poważnych rozruchów, które mogłyby przerodzić się w wojnę domową – konieczność niesienia pomocy humanitarnej oraz przyjęcie fali uchodźców, a wraz z nimi licznych zagrożeń, jak broń i przeniesienie ichniejszych problemów na nasz grunt – to – oczywistość.

Z tym trzeba się liczyć, trzeba mieć przygotowane zawczasu miejsca dyslokacji uchodźców, pomoc ogólną, pomoc specjalistyczną, narzędzia selekcji, narzędzia powstrzymywania, tłumaczy – pełną zdolność do opanowania nad uciekającym z piekła tłumem. Potrzeba przewidzieć zapasy medykamentów, żywności, pościeli, łóżek, sanitariatów ruchomych itd. A tego wszystkiego nie ma, to nie istnieje. Nie planuje się czegoś takiego w Polsce, a ustawienie karabinów maszynowych na przejściu granicznym nic nie da, to nie te metody, nie te czasy i przede wszystkim nie tak się to załatwia. Przede wszystkim trzeba pomóc ludziom w potrzebie, następnie trzeba zapanować nad sytuacją i przejść z nią do porządku dziennego, w trzeciej kolejności – zastanowić się nad odwróceniem sytuacji. Wymaga to przede wszystkim: przygotowań, porządku, procedur, zapasów, szkoleń, opracowanych scenariuszy i gotowości do reagowania na sytuacje nadzwyczajne, gdyż trzeba pamiętać, że nie wszyscy uchodźcy mogą być tylko i wyłącznie uchodźcami.

Z pewnością moglibyśmy liczyć na pomoc sojuszników i przyjaciół z zachodu, zainteresowanych głównie w tym, żebyśmy zatrzymali Ukraińców u siebie. W ramach tego, z pewnością moglibyśmy liczyć na wsparcie logistyczne z zachodnich zapasów, bo wiadomo że swoich nie mamy, w takim ujęciu do nas należałaby głównie dyslokacja – rozmieszczenie uchodźców w kraju, w sposób taki żeby uniknąć katastrofy ekologicznej i humanitarnej. Można przypuszczać, że po pierwszym okresie chaosu – kilku dniach swobody udałoby się opanować porządek i wprowadzić dyscyplinę umożliwiającą dotarcie z pomocą i zaoferowanie miejsc noclegowych dla każdego potrzebującego. Jednakże pierwsze 3-5 dni to byłaby prowizorka,

Jeżeli natomiast spełniłby się scenariusz najczarniejszy, w którym przegrana strona w tamtejszej wojnie domowej, wraz ze swoim wojskiem – jednostkami bojowymi, chciałaby przekroczyć nasza granicę, to niestety bylibyśmy bezbronni. Bez szybkiego przegrupowania głównych jednostek pancernych i zmechanizowanych oraz silnego wsparcia lotnictwa – po prostu ciężkie jednostki ukraińskie przejechałyby przez granicę tak, jak przejeżdża się ją na co dzień.

Oczywiście problemem po takim nieposzanowaniu naszej suwerenności byłoby rozbrojenie wojsk ukraińskich, jednakże co w przypadku, gdy zwycięska w wojnie domowej strona poszłaby za nimi w pościg?

Wówczas zostalibyśmy włączeni do ukraińskiej wojny domowej, albowiem z jednej strony musielibyśmy rozbrajać uciekających a z drugiej ochraniać ich na własnym terytorium przed atakiem zwycięskich sił – idących jak zawsze w tej części świata ze wschodu.

Ponieważ na zachodniej Ukrainie oznaczałoby to chaos i dramat, powstałby problem ochrony mniejszości polskiej żyjącej na dawnych terenach wschodnich Rzeczpospolitej. W przypadku prowokacji ze strony sił reprezentujących interesy strony trzeciej – bylibyśmy bezbronni politycznie, albowiem jakakolwiek interwencja wojskowa na zachodniej Ukrainie to nic innego jak poważne naruszenie powojennego status quo w regionie. Pomijając już nawet kwestię naszej słabości – jeżeli politycy w Warszawie zdecydowaliby się na taki krok, to byłby to nowy fakt w rzeczywistości geopolitycznej. Prawdopodobnie błąd, ale niestety błąd do którego zostalibyśmy zmuszeni.

Niestety zamieszki i rozruchy na Ukrainie udowodniły, że ten kraj jeszcze do Unii Europejskiej nie dorósł. Brakuje im pragmatyzmu, dystansu i spokoju. Mają pełne prawo robić w swoim kraju co chcą i niech robią, jednakże musimy się przygotować na każdy – możliwie najczarniejszy scenariusz. Oznacza to konieczność zwiększenia ilości wojska – do 300 tyś., rozbudowę Obroty Terytorialnej, Obrony Cywilnej, cywilnych służb ratowniczych, gromadzenie zapasów i generalne przygotowywanie się na niewiadomą.

Musimy mieć przy tym świadomość, że na pomoc zachodu możemy liczyć tak długo, jak długo jesteśmy w stanie kontrolować sytuację we wszystkich aspektach: humanitarnym, politycznym, wojskowym i terytorialnym. Złe emocje nam w niczym nie pomogą, dlatego rząd Polski, żeby nie zostać postawiony pod ścianą i zmuszony do działania w obronie własnej mniejszości – na Ukrainie powinien zawczasu przygotować plan ewakuacji – oczywiście dobrowolnej – ewakuacji obywateli pochodzenia polskiego z Ukrainy do Polski.

One Comment

  1. inicjator_wzrostu

    Oby @Krakauer nie wykrakał.
    Ten czarny scenariusz jest w 40% realny.
    Na całe szczęście jesteśmy w UE, bo na NATO nie liczyłbym.
    Tam nie ma ropy (jak w Iraku) ani maku (Afganistan.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.