Polityka

Likwidacja resortów to dowód na państwowy geniusz Piechocińskiego!

 Likwidacja resortów administracji i cyfryzacji, skarbu oraz sportu i turystyki to jeden z najlepszych pomysłów jaki – jakikolwiek polski polityk odważył się powiedzieć publicznie od ostatnich sześciu lat. Poprzednim równie dobrym pomysłem był gazoport w rządzie pana Marcinkiewicza, potem niestety – właśnie do tego pomysłu pana Janusza Piechocińskiego – wicepremiera polskiego rządu nic równie ciekawego nie powstało. Co więcej pan Piechociński – doskonale czujący administrację po prostu proponuje przywrócić MSWiA w jego dawnej postaci, co jest kolejnym doskonałym pomysłem.

Janusz Piechociński swój pomysł uzasadnia systemowo oraz finansowo – wnioski z działania, a raczej braku sukcesów tych ministerstw wskazują, że nie ma potrzeby ich utrzymywać, a polska administracja nie może niedomagać tylko dlatego bo pan Boni bawi się w ministerstwo ds. wyznań, mówiące ludziom że latający makaron nie jest Bogiem, chociaż ci bardzo w niego wierzą.

Geniusz Piechocińskiego idzie jednak dalej – ten wybitny polski polityk, mąż stanu i ostatnia nadzieja tego nieszczęsnego rządu na uniknięcie totalnej hańby nie zrobienia niczego dobrego przez dwie kadencje – proponuje scalenia agencji rządowych w celu zmniejszenia administracji u usprawnienia działań rządu. Bardzo łatwo się domyśleć, co pan wicepremier ma na myśli, konkretnie które „agencje”, za co jeżeli by to się mu udało – można będzie mu ufundować może jeszcze nie pomnik, ale na pewno tablicę z popiersiem gdzieś w centrum Warszawy i może jego imieniem nazwać jakiś skwerek, ponieważ NIKT – ŻADEN z polityków opowiadających banały, ewentualnie coś bełkoczących o sprawach trzeciego lub czwartego rzędu – nie ma tyle odwagi co on. Z drugiej strony można zapytać – kto jak nie wicepremier ma być reformatorem? No oczywiście premier, ale wiadomo jaki jest premier, ten pan się akurat szczególnie nie udał, dobrze że chociaż w tym całym nieszczęściu i porażce – ma szczęście do koalicjanta – nie bójmy się tego powiedzieć z łbem na karku, jajami i czymś więcej niż inni między uszami.

Tak szanowni państwo! Spółki Skarbu powinny podlegać w zależności od ważności kancelarii premiera, a w większości razem z Agencją Rozwoju Przemysłu resortowi gospodarki. W ten sposób można traktować procesy restrukturyzacyjne, prywatyzacyjne, modernizacyjne i zarządzanie całością, jako pewną systemową całość! Jakie to proste i genialne! Tymczasem u nas przez lata hołdowano rozdzieleniu nadzoru właścicielskiego od zarządzania majątkiem państwowym.

Natomiast dodatkowo trzeba powołać ministra energetyki, dlatego i tylko dlatego, ponieważ za pięć lat możemy nie mieć prądu i warto byłoby mieć winnego, który w międzyczasie mógłby zająć się koordynacją rozbudowy i reformy energetyki np. budując elektrownię atomową. Podniesienie tej sprawy do rangi ministerstwa – jako specjalnego sub-ministerstwa gospodarki – to jest krok we właściwą stronę, ponieważ z pełnym nocnikiem rządu (pisownia celowa) nikt w polskim gąszczu administracji się nie liczy z jednego banalnego powodu – budżet, proszę państwa – nie wyszarpie się ministrowi finansów pieniędzy jeżeli nie jest się działem administracji z uchwalonymi ustawami, zadaniami i oczekiwaniami pana premiera, że będzie przecinał wstęgi, a turbiny będą się kręciły dostarczając prąd! Po prostu nasza administracja ma swoją specyfikę i sprawa jest ważna jak ma swoje ministerstwo. Tu właśnie widać geniusz Piechocińskiego, chociaż ten wcześniej raczej nie był entuzjastą tej sprawy – to teraz raczej się do tego przekonał. Zastanówcie się państwo – wolicie ministerstwo administracji i cyfryzacji, którego największym sukcesem była przeprowadzka do jednego budynku (wedle słów samego ministra), a może ministerstwo sportu i turystyki, którego piękna ministra jest na tyle bezczelna, żeby otwarcie mówić że nie ma pojęcia – nie zna się na tym czym ma zarządzać? Czy też może wolelibyście państwo ministerstwo ds. energetyki – mające prosty cel – zabezpieczyć prąd dla całego państwa na pięć lat do przodu – co chociażby tylko z tego powodu, że musimy to zrobić przy zapewnieniu realizacji pakietu klimatycznego – nie będzie ani proste, ani tanie, ani ot takie sobie. To prawdopodobnie będzie najbardziej strategiczne ministerstwo – wymagające ludzi i pieniędzy oraz decyzji, a z decyzjami ten rząd po prostu – oprócz pana Piechocińskiego sobie po prostu nie radzi.

Cieszmy się, że wicepremierem jest państwowiec! To naprawdę jedna z niewielu jaskółek zdrowego, pragmatycznego rozsądku w tym bagnie niekompetencji jakie się wytworzyło na szczytach władzy. Piechociński jest tak dobry w ocenach sytuacji i tak rozsądny, że powinien być wprowadzony obowiązek konsultowania przez ministrów – wszystkich kluczowych decyzji właśnie z nim. Być może wówczas unikalibyśmy takich wpadek jak z Gazpromem miało PGNiG, podlegające pod Ministerstwo Skarbu (do likwidacji) lub z rzekomo rosyjskim wkładem w tworzenie syryjskiego arsenału gazowego jak niedawno ze strony Ministra Spraw Zagranicznych.

W zasadzie jedyną dobrą rzeczą jaką mógłby zrobić Tusk, byłoby oddać władzę Piechocińskiemu, wielka szkoda, że Piechociński nie jest premierem – być może wówczas ten kraj udało by się podźwignąć do przodu i wygrać wybory za dwa lata. Naprawdę pan Janusz Piechociński to jeden z niewielu polityków z wizją, na tyle pragmatycznych że mógłby z powodzeniem sterować rządem – mając nawet poparcie obecnej opozycji.

Uwaga – najprościej sprawdzić propozycję Piechocińskiego po prostu zamykając te trzy ministerstwa, jeżeli przez miesiąc nie odczujemy żadnej różnicy (poza Ministerstwem Skarbu) to nie ma potrzeby ich dalej utrzymywać – przy czym uwaga – ludzi i funkcje trzeba przenieść do innych ministerstw, bo sprawy jakimi się zajmują nie znikną, ale oszczędność na ministrach i ministrze będzie!

2 komentarze

  1. ….i ciężko nie zgodzić się z tym autorem tego tekstu… zawsze to mniej biurokracji i mniej pierdzistołków nic nie robiących a czekających na wysokie wynagrodzenie… podoba mi się ten pomysł

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.