Paradygmat rozwoju

Liberalny przekładaniec w Polskiej Rzeczpospolitej Liberalnej

 Żyjąc w krainie szczęśliwości wszystkich liberałów i neoliberałów nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jacy jesteśmy szczęśliwi. Ileż to, bowiem trosk, problemów, zmartwień, kłopotów i najzwyczajniejszych przykrości nam jest oszczędzone, tylko dzięki temu, że oddaliśmy swój los w ręce liberalnych specjalistów od wszystkiego.

Liberałowie firmowali rozpoczynane w naszym kraju reformy, krzyczeli o wolnym rynku o potrzebie uruchomienia go w Polsce, o niewidzialnej ręce, która wszystko uporządkuje i uczyni nasz kraj zamożnym i szczęśliwym, a ludziom – ciężko pracującym, czego uczciwie przynajmniej nikt nie ukrywał będzie żyło się doskonale. To dzięki ich wysiłkom jest tutaj tak jak jest – to m.in. oni niegdyś lansowali reformę emerytalną, za czasów niezapomnianego premiera Jerzego Buzka. To także oni za czasów obecnego premiera tą reformę rozebrali, podnosząc nawet szczęśliwej ludności wiek emerytalny do 67 lat! To wszystko zrobili ludzie podpisujący się pod doktryną liberalną, jako reprezentatywną dla swoich poglądów.

Strach myśleć, co by było z tym krajem, gdyby rządzili nami np. prawdziwi socjaliści już o nacjonalistach nie wspominając. Bylibyśmy albo krainą wiecznej szczęśliwości, albo wojskową dyktaturą – żarłocznie łypiącą okiem na nieruchomości sąsiadów! Ach, co to byłby za kraj! Niestety ciągle mamy na niego szansę.

Tymczasem dalej rządzą liberałowie i nic się nie zmienia. Nie ma znaczenia, że przez 23 lata transformacji zmieniały się rządy, ludzie, ministrowie, czasami nawet zmieniano nazwy ministerstwom. Liczy się to, że zawsze z nielicznymi wyjątkami – niestety już zupełnych oszołomów, rządzili nami liberałowie. To liberałowie wprowadzili reformy, to oni spili z nich śmietankę i to oni dzisiaj zmuszają nas do skromniejszego życia w warunkach często urągających standardowi cywilizacyjnemu XX-tego, nie mówiąc już o XXI wieku.

Dla liberałów liczą się tylko zyski i efektywność, nie ma znaczenia człowiek – ten musi się dostosować, przebranżowić, nauczyć czegoś nowego – w międzyczasie mieć rodzinę, a jak go nie stać na życie zgodne z modelem i nie emigruje na zmywak, to wiadomo, że jest bierny i strukturalnie niedostosowany. Znaczy się mniej więcej tyle, co spisany na straty. Liberał zawsze znajdzie uzasadnienie, żeby człowiekowi nie pomóc, żeby nie wyciągnąć dłoni, żeby przypadkiem kogoś nie wesprzeć. Liczy się tylko zysk, podkreślmy jego zysk. Tak się akurat składa, że zyski za okres transformacji już w naszym kraju zrealizowano – ściągnięto z rynku, z mas upadłościowych, z całych gałęzi przemysłu. Reszta z tego, co została to już czyste konfitury, w sam raz dla liberalnych podniebień – wiecznie spragnionych owoców cudzej pracy.

W całym tym procesie omamiania polskiej elity politycznej bardzo istotną częścią mechanizmu kłamstwa i zniewolenia były poważane instytucje międzynarodowe oraz podmioty realizujące politykę obcych rządów – formalnie nam przychylnych. Dlatego nie można się dziwić Prezydentowi Federacji Rosyjskiej, że domaga się pokazania skąd tzw. organizacje pozarządowe – mające rodowody zagraniczne – mają pieniądze. Terminy organizacja wpływu, organizacja organizująca nacisk, organizacja sterująca opinią, ewentualnie opinię kreująca – są doskonale w Polsce znane. Nie chodzi przy tym o korupcję przy ustawianiu przetargów na jakieś śmieszne samolociki. Największym zagrożeniem, które się u nas zmaterializowało a prawdopodobnie, dla którego praktycznego przetestowania byliśmy doskonałym poligonem doświadczalnym – było objęcie całej struktury państwowej kompleksowym zarządzaniem opinią. Przemodelowano pola percepcyjne decydentów do tego stopnia, że niektóre decyzje naszych władz – po prostu są niezrozumiałe po latach nawet dla osób je podejmujących. Przykładów są setki – np. to jak potraktowano przemysł cukrowniczy, nie przypominając nawet o smutnym losie stoczni i o tym, kto zarobił na szkoleniu bezrobotnych, którzy po nich pozostali. Przejmowanie ziemi po PGR-ach możemy sobie darować, podobnie jak takie rodzynki jak – tajna umowa na zarządzanie autostradą publiczną, czy też tajna umowa zakładająca podobno swobodny transfer zysków przez jeden z koncernów samochodowych. W efekcie zarządzania opinią – umiejętnie sterowanego na wielu poziomach – od samej góry, poprzez elitą a na masach na dole kończąc w pełni podporządkowano nasz kraj – neoliberalnej doktrynie i neoliberalnemu sposobowi myślenia o wartościach. Nie dziwmy się, że w Rosji bronią się przed zagranicznymi lobbystami, Rosjanie sami znają się na lobbingu i wiedzą, czego unikać.

Efekty widać obecnie – podlegamy obcej władzy, prąd kupujemy u obcokrajowców, autobusy na ulicach naszych miast leasinguje fundusz inwestycyjny powiązany ze służbami specjalnymi pewnego bliskowschodniego państwa, a do tego wszystkiego nasza elita polityczna zupełnie nie ma pojęcia jak reagować na kryzys, – ponieważ nie ma upoważnienia do naruszenia zasad funkcjonowania cudzej własności. Popsucie czegokolwiek – spowodowałoby wściekły atak zagranicznych mocodawców – w stopniu, jakiego nawet otrząsające się z liberalnego snu Węgry nigdy nie doświadczą. My za podobne marzenia o wolności zapłacilibyśmy o wiele wyższą cenę, w praktyce – skończyłoby się to u nas rządami jakiegoś uzdrowiciela i polowaniem na czarownice, albo, co gorsza – wywołaniem konfliktu z rzekomym zagrożeniem zewnętrznym, oczywiście poprzez idiotyczne sprowokowanie silniejszego – zgodnie ze schematem niedawnego konfliktu na Kaukazie. Zrobiono by wszystko, żeby złamać nasz kraj w tym znaczeniu, żeby ludziom się nawet nie wydawało, że możemy stanowić coś odrębnego – niezależnego, a przynajmniej uczestniczyć w zachodnich strukturach na własnych warunkach a nie tylko, jako bufor i fabryka podzespołów, (co trzeba jednak przyznać całkiem nieźle funkcjonująca).

Jesteśmy i będziemy skazani na liberalny przekładaniec, nawet jak się on skończy u naszych właścicieli oraz panów i władców. W momencie jak zachód się opamięta i otrząśnie z dogmatu wzrostu linowego – przechodząc na paradygmat rzeczywistego ekorozwoju, my dopiero zaczniemy w tym kierunku raczkować, wcześniej płacąc ciężkie pieniądze za emisję gazów cieplarnianych – zgodnie z traktatem, do którego się sami zobowiązaliśmy, już nie wspominając czyim podpisem i na ile świadomym – niewiadomo.

Być może w Polsce pojawi się, jakich ruch społeczno-polityczny, oparty o dotychczasowy dorobek „obozu liberalnego”, który otrzyma od naszych zachodnich protektorów mandat do przeprowadzenia zmian organicznych – powodujących, że system się nie zawali – gdyż demograficznie i finansowo zmierzamy po linii pochyłej w kierunku katastrofy. Jednakże potrzeba na to jeszcze jednego rozdania, które zagwarantuje, że przyznane nam fundusze pomocowe – naprawdę olbrzymie pieniądze – wydamy zgodnie z planem, czyli maksymalnie nieefektywnie fundując podmiotom wskazanym przez zachodnich protektorów nowe wille i najdroższe luksusy – po prostu transferując zyski z tytułu wykonywanych u nas przekrętów i niesolidności. Kto by się, bowiem tak naprawdę przejmował, jakością dróg w Polsce? Co to, kogo – poza trasami tranzytowymi (prawie w połowie sprywatyzowane) – przejmował? W ogóle, kto by się przejmował jakąś tam Polską? Polakami? Przecież w Niemczech praca czeka, nawet od czasu do czasu słychać niezadowolenie tamtejszych przedstawicieli przemysłu – narzekających na wcześniejsze obostrzenia i chroniczny brak rąk do pracy w Niemieckiej gospodarce!

Trzeba nam nowej koncepcji ogólnej – odpowiedzi na podstawowe pytanie, jakie w tej chwili się kreuje, musimy sobie to uświadomić, że do dzisiaj jeszcze pytamy się, jaką Polskę chcemy mieć? W jakiej Polsce chcemy żyć? Tymczasem tuż za progiem czai się pytanie – starannie imputowane przez liberalnych lobbystów – Czy Polskę? Czy w Polsce?

I czy się to nam podoba czy nie, ale trudno będzie nam powiedzieć nie dla pogłębionej integracji, która oczywiście będzie miała same plusy, jednakże czy za 100-150 lat będzie nas nadal około 35 mln na tej ziemi tutaj? No właśnie – o to się rozchodzi, że takie myślenie w ogóle może stać się nie modne, jak kiedyś niemodne stały się pytania o przywileje pracownicze, lub obecnie niemodne jest pytanie się o podział dochodu narodowego.

Ot taka… Polska Rzeczpospolita Liberalna – w sumie nawet nie trzeba było zmieniać całej nazwy! Wystarczyło jedno słowo!

2 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Zgadzam się – liberalizm to przekleństwo gorsze od komunizmu

  2. Stach Głąbiński

    Niepoprawny językowo (i logicznie) zwrot “o to się rozchodzi” należy zastąpić prawidlowym “o to chodzi”.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.