Wojskowość

Lekcja gruzińska a myślenie strategiczne w Polsce

 Wojsko Polskie kosztuje nas około 217 tyś. zł przeliczeniowo na głowę każdego z prawie 100. tyś żołnierzy. Oczywiście jest to koszt uśredniony, przedstawiający koszty przeliczeniowe „na statystyczną głowę”. Wlicza się w to utrzymanie najnowszych myśliwców, rdzewiejących okrętów, zatartych silników czołgowych, wywiadu, archiwum, lotnisk, wszystkiego. Jest to koszt utrzymania naszej obronności, który jako pozycja budżetowa jest, co roku ponoszony.

Siły Zbrojne RP, mają wszystkie klasyczne typy wojsk, z wyjątkiem wojsk kosmicznych i cybernetycznych i rakietowych. Polska z trudem wywiązuje się z udziału w największym wyzwaniu, jakie NATO przed sobą postawiło w Afganistanie, nie wydając strasznych sum na zbrojenia, w imię wykorzystywania sytuacji sielankowego spokoju spowodowanego brakiem kłopotów z sąsiadami.

Niestety Siły Zbrojne RP, nie są wstanie stanowić gwarancji dla niepodległości i niepodzielności terytorium RP, o życiu jej obywateli nie wspominając. Nasza armia, ma raczej niewielką zdolność bojową, w świetle poełnoskalowego konfliktu, z jakim niedawno miała do czynienia Gruzja.

Gruzja, kraj innej rangi niż mocarstwowa Rosja, pomimo początkowej przewagi taktycznej, została pokonana w wyniku zastosowania przez Rosjan swojej ulubionej strategii tj. użycia masy wojsk wszelkiego typu. Na szczęście dla Gruzinów, Rosjanie z Gruzji generalnie wyszli, a w wojnie tej straty nie były dramatycznie wysokie. Gruzini przyznają się do straty 170 żołnierzy. Straty terytorialne, ograniczają się do potwierdzenia odrębności terytoriów, które się od Gruzji i tak wcześniej uniezależniły. Straty sprzętowe, okazały się znaczne, albowiem armia gruzińska straciła, jako takie możliwości ofensywne. Podobnie straty w infrastrukturze cywilnej są odczuwalne, zwłaszcza w sferze osób, które uciekły z terenów objętych wojną i straciły swoje domy. W efekcie słabych nerwów Prezydenta Gruzji, państwo to straciło wiarygodność i samo wykluczyło się na długie lata z NATO i Unii Europejskiej, albowiem o ile nawet amerykanie zgodziliby się na przyjęcie do Sojuszu Gruzji, to napotkają na sprzeciw silnych europejskich sojuszników. A Unia, w procesie swoich przeobrażeń, ma dzięki błędom Gruzinów idealny powód do niepodejmowania tematu. W pewnym sensie klamka na to państwo zapadła, pewna szansa była w kreowanej przez Polskę polityce wschodniej Unii, jednakże rozwodnił ją grecki kryzys.

Jakie wnioski wyciągnęły polskie władze i polscy planiści wojskowi z wojny w Gruzji? Niewielkie, wręcz żadne a na pewno niepełne. Nasi stratedzy fascynują się banalnym faktem, niedotrzymywania ustaleń planu pokojowego przez stronę rosyjską, co chyba dla nikogo, kto ma więcej niż pięć klas nie powinno być zaskoczeniem. Stawia to pytania nie tylko, o jakość polskiej myśli strategicznej, ale o realne odniesienie się kraju do przykładu wprost rozwalcowania innego kraju, przez sąsiadujące z nami mocarstwo.

Jeżeli coś na pewno wiemy po wojnie Gruzinów z Rosjanami, to z pewnością nie potrafiliśmy tego wcielić w życie, wyciągnąć wniosków i dokonać zmian udoskonalających naszą armię, pod względem struktury i funkcjonowania w sposób najbardziej możliwy przy wspomnianym na początku artykułu poziomie finansowania. Niestety polska nie wyciągnęła żadnych wniosków z konfliktu, jaki Rosja wygrała w Gruzji, a szkoda, bo nauczyć można się tam całego szeregu spraw, związanych z funkcjonowaniem Rosyjskich jednostek.

Kluczowym wnioskiem, jaki należy uwzględnić po gruzińskiej lekcji, jest faktyczna ocena zdolności zachodu do realnych działań.

  • Po pierwsze zachód w Rosji reprezentował Prezydent Francji.
  • Po drugie, amerykanie ograniczyli się do wąskiego rozumienia swoich zobowiązań strategicznych wobec Gruzinów.
  • Po trzecie Rosjanie zawsze mają na pierwszym planie cele polityczne.
  • Po czwarte, zachód szybko przełknął gruzińską żabę, jako psucie jego kontaktów technologiczno-surowcowo-finansowych z Rosją.
  • Po piąte, nigdy nie można stworzyć nawet pozorów agresji.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.