Legiony Rzymskie a Wojna Żydowska w I Wieku po Chr. cz.7 Militarny fenomen żydowskich powstańców

Z analizy operacji militarnych Wespazjana i Tytusa prowadzonych w l. 66–74 na terenie rzymskiej Palestyny wyłaniają się istotne zagadnienia związane ze specyfiką walki legionów rzymskich z żydowskimi powstańcami. Otóż rzymska kampania w początkowej fazie rozwoju opierała się na działaniach mających neutralizować kluczowe ośrodki oporu, patrolowaniu podbitych terenów, dokonywaniu rekonesansu i prowadzeniu działań oblężniczych. Dodatkowo konieczne było utrzymanie sprawnych węzłów aprowizacyjnych i zabezpieczenie ich przed atakami dywersyjnymi. Jak wyglądał przebieg tych wydarzeń wiemy dzięki Józefowi Flawiuszowi, który zdaniem prof. Goldsworthy`ego dał najlepszy, jaki znamy, obraz armii rzymskiej w okresie pryncypatu.

Rzymianie przejęli określoną sieć dróg, która od początku ich okupacji była rozbudowywana. Na początku panowania rzymskiego dzisiejszą Palestynę przecinały z południa na północ dwie główne trasy. Jedna zaczynała się w Aleksandrii i biegła na północ do Gazy, Askalonu, Liddy z odgałęzieniem do Joppy i dalej do Antypatris, Cezarei, Dory, Ako i Tyru, a następnie do Antiochii nad Orontesem. Rzymianie dbali także o drogi wewnętrzne, które łączyły Hebron, Jerozolimę, Gofnę, Neaoplis, Legio i Ako, oraz Neaopolis z Damaszkiem.

Trzon powstańczych sił żydowskich powstał na bazie niezależnych i niewielkich ugrupowań zbrojnych różnej proweniencji.  Pod bronią znalazły się bandy przedwojennych rozbójników, powstańców (sykariuszy), oddziały straży przybocznej na żołdzie arystokracji, a także swoistego rodzaju policyjne oddziały „obywatelskie” tworzone przez lokalne społeczności i grupy uchodźców. Niestety, organizacja tych oddziałów była wręcz prymitywna.

Józef Flawiusz opisuje, jak podczas walk frakcyjnych na początku 68 r. po Chr. bogatsi wojownicy powołani pod broń przez Ananosa – a więc naczelnego przywódcę powstania – wynajmowali biedotę, by ci pełnili za nich warty.

Szeregowi wojownicy skupiali się wokół wodza, któremu musieli być bezwzględnie posłuszni. W większych oddziałach wprowadzano niekiedy pośredni szczebel dowodzenia, ale nie była to struktura sformalizowana. Dopiero pod koniec 66 r. po Chr. przekonani o swojej nieomylności przywódcy powstania podjęli wysiłek zorganizowania prawdziwej armii, gdyż dotychczasowa opierała się na niezależnych ugrupowaniach. Władze powstania zaczęły rekrutować oddziały i próbowały regularnie je szkolić. Trudno jednak powiedzieć, czy nowa armia była spójna – czy organizowano ją według modelu rzymskiego, hellenistycznego czy według rodzimych, religijnych wzorów, których przykładem jest odnaleziony w Qumran tzw. Zwój wojny. Józef Flawiusz twierdzi, że organizował podległych mu Galilejczyków według wzorów rzymskich, jednak w rzeczywistości ów trening nie dał żadnych rezultatów.

Józef Flawiusz obejmując komendę wojskową nad regionem Galilei napotkał trudności wielorakiego rodzaju; jeśli wojska rzymskie miałyby rozpocząć inwazję, to na pewno w pierwszej kolejności rozpoczęłyby atak od szturmu na Galileę, zatem czas jaki pozostał na przygotowanie do obrony był bardzo cenny. Ponadto koniecznym było pozyskanie do współpracy odpowiedniego grona ludzi. Co więcej, oczekiwania miejscowej ludności na zmianę rzeczywistości socjalno–politycznej rosły z każdym miesiącem. W warunkach wzajemnej nieufności i politycznej rywalizacji Józef szukał sposobu na skuteczne przygotowanie prowincji do obrony przed zbliżającymi się wojskami rzymskimi. Ponadto w relacjonowaniu swoich działań podkreślał ogromną rolę ćwiczeń żołnierzy, które polegały na coraz lepszym posługiwaniu się bronią. To, że Rzymianie odbywali takie ćwiczenia, nawet w czasie wojny, było dla niego czymś fascynującym.  Jednak  zdawał sobie sprawę, że nie posiada tyle czasu i zapewne takiej wiedzy wojskowej, aby wyćwiczyć powstańców na sposób rzymski, musiał on zatem „zrezygnować z wyszkolenia, które jest owocem długich ćwiczeń.” Karność żołnierzy egzekwował za pomocą eliminowania nawyków i występków, m.in. „oszukiwania swoich ludzi, a także kradzieży, rozboju, grabieży i dążenia do własnej korzyści z krzywdą dla najbliższych”.

Wyszkolenie regularnej armii wymagało opracowania systemów łączności, dowodzenia, zaopatrzenia, wymagało wytrenowania rekrutów do walki w zupełnie innych sposób, niż walczono dotychczas.  Aby tego dokonać powstańcy potrzebowali wiedzy, ale również czasu. Nie dysponowali ani jednym ani drugim. Dlatego też poprzestano na dotychczasowym stanie rzeczy. Wojownicy należący do już istniejących band byli bardziej zgrani i doświadczeni, mieli nieporównanie lepsze morale. Dzięki temu w późniejszym okresie wojny, wraz z początkiem wewnętrznych walk między Żydami, doszło do częściowej konsolidacji powstańczych ugrupowań. Józef Flawiusz podaje, że w 70 r. po Chr. jeden z najważniejszych dowódców wojskowych Jan z Gischali miał 6000 wojowników, podlegających dwudziestu dowódcom, zaś 10 tys. ludzi Szymona, syna Giorasa, słuchało rozkazów 50 dowódców.

Ugrupowania działały całkowicie samodzielnie co przesądziło w przyszłości o ich klęsce. Nie tylko nie uznawały nad sobą żadnej władzy, ale zażarcie rywalizowały ze sobą, z czego korzystali Rzymianie. Mało tego, oddziały żydowskie nie posiadały standardowego uzbrojenia. Trudności w jego zdobyciu sprawiały, że powstańcy korzystali z każdej broni, która wpadła w ich ręce. Paradoksalnie, głównym dostawcą broni, byli sami Rzymianie.

Przy zajmowaniu Masady powstańcy przejęli ponoć uzbrojenie dla 10 tys. ludzi, znaczne ilości broni zostały zdobyte na pokonanej kohorcie w Jerozolimie a później na wojskach Cestiusza Gallusa; Józef Flawiusz podaje, że powstańcy zawładnęli liczbą 400 machin miotających jednak współcześni historycy wątpią, by było ich aż tak dużo.

Przez cały okres powstania Żydzi nie posiadali praktycznie żadnej konnicy. Wprawdzie Józef Flawiusz wspomina, że miał pod swoimi rozkazami 350 jeźdźców, jednak ani razu nie opisuje udziału żydowskiej konnicy w walce. Nieliczne posiadane konie służyły, jak wolno sądzić, do celów łączności oraz jako wierzchowce powstańczych wodzów.

Armia żydowska z braku w pełni przygotowanych jednostek piechoty, które by mogły stawiać opór w otwartej walce, w efekcie przyjęła strategię defensywną. Jej główną fortyfikacyjną zaporą przed rzymską ofensywą stały się mury miast jak na przykład Tyberiada, Gabara, w tym Jerozolima, w której Żydzi potrafili skutecznie opierać się atakom a przy okazji dezorganizować prace rzymskich inżynierów, którzy przygotowywali podkopy. Do przeciwdziałania rzymskim pracom oblężniczym używano jedynie lekkich oddziałów, które jednak nie były w stanie przeprowadzić większego natarcia. Działania tych oddziałów cechował brak zamysłu taktycznego i zwartych formacji. Polegano raczej na odwadze i determinacji żołnierzy żydowskich do tego stopnia, że „ich dziki zapał, który nawet nie odwiódł ich od spełnienia obowiązków religijnych, dał im także przewagę w boju.” Natomiast w sytuacji, gdy konieczne było przeprowadzenie poboru mężczyzn w celu sformowania większych jednostek w sposób fatalny brakowało porozumienia dowódców powstania z władzami Jerozolimy.

Żołnierze żydowscy w oparciu o znajomość terenów, które zamieszkiwali, rozwinęli metody walki partyzanckiej. I to oznaczało dla legionistów bardzo poważne problemy i wiele traum, a nawet powodowało gwałtownie rozszerzającą się panikę. Wszystko dlatego, iż Rzymianie mieli do czynienia z przeciwnikiem walczącym z ukrycia i z zaskoczenia, stosującym liczne zasadzki, często w terenie górzystym. Żydowskie działania były niejednokrotnie bardzo bolesne i uciążliwe, nastawione na przykład na utrudnianie przemarszów wojsku rzymskiemu, dekomponowanie jego oddziałów, i osłabienie ich koncentracji w rejonach obozu. Dlatego też duża częstotliwość żydowskich ataków i zasadzek negatywnie wpływała na legionistów – generowała napięcie nerwowe i brak poczucia pewności, ponieważ działania te wiązały armię rzymską w trudnej walce partyzanckiej, zadając jej dotkliwe straty i nadszarpując morale legionistów.

Tytus starał się zapobiegać dywersyjnym działaniom Żydów, np. między wałami ustawił oddziały łuczników i oszczepników, aby chroniły machiny oblężnicze i zapobiegały wypadom nieprzyjaciela; jak widać, Tytus zastosował lekkie oddziały przeciw żydowskiej piechocie. Jednakże Żydzi poszukiwali innych sposobów na walkę z Rzymianami, o czym świadczy podkop dowódcy powstania Jana pod wałami Rzymian.

Walka z powstańcami była dla Rzymian uciążliwa również dlatego, że podstawowe szkolenie wojskowe przygotowywało do walki na otwartym polu, z przeciwnikiem, który dążył do nawiązania taktycznej walki lub otwartej próby sił, a nie z partyzantami. W efekcie Rzymianie walczyli w przekonaniu, że „Żydzi mają tyle siły ducha, że nie zmogą jej ani rozterki wewnętrzne, ani głód, ani wojna, ani nawet klęski największe. Mniemali, że brawurze ich nic się nie oprze i żadne nieszczęścia nie odbiorą im pogody ducha.” Jak na realia epoki, rzymskiej potęgi i zaawansowania jej armii, cytowany ustęp z naocznej relacji Józefa Flawiusza można uznać za bardzo wymowny.

Trzeba także przyznać, że Żydzi kapitalnie wykorzystywali topografię terenu również do nękania mało mobilnej piechoty ciężkozbrojnej, zmęczonej licznymi marszami i rekonesansem. Niezależnie od kąta nachylenia zbocza, znakomicie posługiwali się szybkim i jednoczesnym atakiem z obu stoków wąwozu, prosto na kolumny rzymskie, które dość szybko popadały w dezorientację. Miotane pociski i oszczepy uderzały praktycznie z każdej strony i osiągały kilkakrotnie większą siłę rażenia z uwagi na nietypową parabolę lotu. W takiej sytuacji dla rzymskiej piechoty niezwykle trudno było zachować manewrowość, która była potrzebna do przyjęcia jakiejkolwiek linii obrony. Oto dramatyczny fragment raportu z żydowskiego ataku w dolinie Beth-heiron:

„Ci depcząc po piętach żołnierzom[rzymskim], na tyłach zabijali ich i obszedłszy drogę marszu z obu stron, obrzucali z boków kolumnę oszczepami. Oddziały tylnej straży nie miały odwagi obrócić się przeciwko tym, którzy razili ich z tyłu, sądząc, że goni za nimi niezliczona chmara, a inne nie były w stanie odpierać ataków z flanki  z powodu wielkiego obciążenia i obawy złamania szyku.”

Nastąpiła tak wielka panika i paraliż działania, że żołnierze potrafili jedynie zebrać się w większym skupisku i osłaniać tarczami w oczekiwaniu na ustąpienie ataku nieprzyjaciela Nie byli nawet w stanie ewakuować lawinowo wzrastającej liczby rannych.

Po wielu porażkach i trudnych patrolach okazało się, że aby walczyć z partyzantami i załogami miast, których dodatkowo broniły mury i dogodne położenie, potrzebne było wprowadzenie nowatorskiego rozwiązania, które usprawniłoby szereg operacji wojskowych jak i dałoby przewagę nad nieprzyjacielem. Chodziło również o szybkie i spektakularne zwycięstwo nad Żydami. Rozwiązaniem tym okazało się tzw. wojsko kombinowane wprowadzone przez Wespazjana, a potem Tytusa, jako owoc ciężkich militarnych doświadczeń legionów rzymskich w Brytanii. Wprowadzenie tego typu wojska dawało dowódcom rzymskim ogromne możliwości dzięki wykorzystaniu rozwiniętych metod walki, jakie oferowały jednostki lekkiej i ciężkiej piechoty, oraz kawalerii i najemnych oddziałów posiłkowych. O tym jak to wyglądało w realiach wojny żydowskiej w następnej części niniejszego cyklu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.