Lansowanie nazwisk gasnących liderów

To smutne w jakim kierunku ewoluuje nasza scena polityczna. Wielu odrzuconych działaczy pozakładało sobie czy to partie, czy to stowarzyszenia, czy też jakiegoś rodzaju ruchy, które w zamyśle mają dawać im legitymacje do bycia w życiu publicznym i to bycia liderem.

Chodzi głównie o dwa cele – po pierwsze o parcie na szkło i bycie w obrocie nazwiska danego polityka, po drugie o możliwość prowadzenia rozmów koalicyjnych, już jako podmiotowość. Wszystko inne, to ewentualnie fundusze unijne, jak ktoś ma jeszcze możliwości, a niektórzy np. europosłowie takie możliwości mają z dawnych lat i sprytnie wykorzystują. Zawsze dobrze jest zrobić sobie kampanie za cudze.

Tymczasem z punktu widzenia sceny politycznej jako takiej, tworzenie kolejnych kanapowych partii politycznych, czy innego rodzaju „ochronek”, dla odrzuconych działaczy naprawdę nie ma żadnego sensu, ponieważ takie twory nie gwarantują niczego, poza lansowaniem liderów. Ludzie, którzy się w to angażują, muszą to robić albo dla miłości, albo dla pieniędzy. Lider ma swój kapitał wizerunkowy i rozmienia go na drobne, funkcjonuje do póki, jest zapraszany do telewizji, potem nie tylko kryzys ale wręcz śmierć, ponieważ trzeba jeść. Tymczasem z czego żyć, jeżeli przez całe życie było się działaczem i niczego się nie osiągnęło?

Szczególnie szkodliwe jest zjawisko „kanapek” na lewicy, czy też na lewicy bardziej z nazwy niż z przekonania, ponieważ na dzień dzisiejszy nie ma w Polsce chyba żadnej partii rzeczywiście lewicowej, ani nawet większej organizacji o tej naturze, poza kilkoma rzeczywiście lewicowymi i wrażliwymi społecznie inicjatywami ludzi autentycznych, ale tych można policzyć na kilku palcach, może jeszcze środowiska alternatywne. Na tym koniec – wszystko inne to lansowanie nazwisk gasnących liderów.

O wiele lepiej poradziła sobie prawica, która odeszła jeszcze w momencie, jak mogła z publicznych pieniędzy finansować biura i struktury swoich nowych organizacji. Nie będziemy wymieniać nazwisk, ale kilku działaczy prawicowych stworzyło całkiem sprawne struktury partyjne, które rzeczywiście okazały się zdolne do chociażby wydania programu, a to w warunkach partii kanapowej już bardzo dużo, zwłaszcza żeby to był program dający nadzieję na coś więcej, czyli kreację fikcji – zjednoczenie prawicowych kanapek. Ono w rzeczywistości nastąpiło i postępuje, w wyniku swojej nieustępliwości kilka osób na prawicy zagwarantuje sobie dobre miejsca na listach, dzięki największej partii prawicowej wejdą do Sejmu – w imię jedności, chociaż są czymś w rodzaju odprysków od lakieru. Na lewicy coś takiego się nie uda, ponieważ nie może się udać, albowiem tutaj nie ma żadnej idei, wszyscy za bardzo widzą, że chodzi o wygodne życie – po prostu koryto dla działaczy i liderów. Jednak najtrudniej będą miały środowiska okołoplatformiane, które nie wiadomo w jaki sposób mogą zachować posiadany potencjał jak wszystko się sypie, a prędkość erozji jest szokująca.

W istocie bowiem o tych procesach decydują media. Często dziennikarze prowadzący różnego rodzaju programy, w których główną atrakcją jest gadająca głowa, jedna z drugą, jednak zapraszają tych ludzi. To fenomen sam w sobie, ponieważ w ten sposób przyczyniają się do utrwalania procesów odwrotnych od procesów demokratycznych, albowiem przecież, te osoby zostały po prostu wyplute przez swoje macierzyste organizacje. Oczywiście w każdym wypadku powody są różne, ale zasada zawsze ta sama – przegrani się nie liczą, a tutaj są lansowani, głównie dlatego, ponieważ ubarwiają przekaz, można się emocjonować co i kto o kim powiedział.

To wszystko jest dodatkowo smutne dlatego, ponieważ – zwłaszcza na lewicy jest bezideowe. Jeżeli dzisiaj słyszymy ludzi, którzy odeszli ze swoich partii, w wyniku wewnętrznych przetasowań, czy też nawet niesprawiedliwej nagonki, że oni jaką w Polskę rozmawiać z ludźmi, to nie można tego nawet komentować, ponieważ całość jest silnie żenująca, nie wiadomo bowiem, czy to pogrzeb? Może o to chodzi niektórym działaczom, żeby po prostu lansować się w telewizji, dla samego lansowania się? Dlaczego tak trudno jest ogłosić na nowo manifest socjalistyczny? Dlaczego tak trudno jest upomnieć się o najbiedniejszych? Dlaczego tak trudno jest podać sobie dłoń z ludźmi, którzy od lat walczą o to samo, albo mogą się od jutra przyłączyć? Kanapki nie mają sensu, kanapki są za małe żeby pomieścić idee, a bez idei nie ma dzisiaj możliwości reanimować lewicy. Po prostu szkoda czasu na byłych działaczy, ludzie mają ich dość, to przeważnie zgrane nazwiska, osoby winne błędów w poprzednich okresach. Szkoda, wielka szkoda niektórych, ponieważ ciągle mają fantastyczny potencjał osobowościowy, co więcej są ludźmi lewicy do szpiku kości, ale jakoś nie umieją się odnaleźć po dobrej i tej właściwej stronie walki klas, jaka ma miejsce w naszym kraju. Nawet zasłanianie się kolorami narodowej flagi, nic nie da. Szkoda!

3 thoughts on “Lansowanie nazwisk gasnących liderów

  • 30 czerwca 2015 o 07:34
    Permalink

    Dziwię się przede wszystkim Napieralskiemu, bo to że Rozenek walczy o polityczny bbyt to zrozumiałe, wsadzili se dwie paprotki, jedna rzeczniczka, druga nie wiadomo od czego – widać, że są im bliskie nie tylko jako towarzyszki walki i pracy. Nie wiem po co to zrobił Napieralski to samobójstwo – sprowadzić się do poziomu Rozenka, jeszcze ten radioaktywny znaczek. Porażka.

    Odpowiedz
  • 30 czerwca 2015 o 07:53
    Permalink

    Ja się nie dziwię,władza jest jak narkotyk,o konsekwencjach się nie myśli.

    Odpowiedz
  • 30 czerwca 2015 o 10:04
    Permalink

    Na Facebooku tę nową “lewicową partię” już nazywają Kolejny Klub Komiczny (w skrócie “KKK”).
    😀

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.