Paradygmat rozwoju

Łączenie gmin jako sposób na zwiększenie efektywności samorządu terytorialnego

 Łączenie gmin to doskonały sposób na zwiększenie efektywności samorządu terytorialnego w Polsce. Samorząd terytorialny odtworzony w Polsce pamiętną ustawą z 8 marca 1990 roku działa doskonale, jednakże może działać lepiej. Problemem jest finansowanie samorządów, które w przypadku małych gmin jest niewystarczające w stosunku do zadań jakie samorząd jest zobligowany realizować. Chodzi o to, że w wielu przypadkach przeciętne koszty działalności gmin wynikające z sumy kosztów administracyjnych i kosztów operacyjnych finansowania zadań własnych i obligatoryjnych zleconych – bywa wyższy niż suma dotacji, subwencji i dochodów własnych. W wielu przypadkach, ten stan trwa już od szeregu lat, zdarzyły się nawet bankructwa gmin.

Głównym problemem jest demografia, z nim związany jest problem niskiej jednostkowej efektywności podatkowej i braku elastyczności dochodów mieszkańców. Gminy mające mało mieszkańców, przykładowo kilkoro dzieci w wieku szkolnym – utrzymują substancję szkolną, która kosztuje. Na dole w samorządzie doskonale widać prawdziwe koszty utrzymania państwa. Łączenie szkół niewiele dało, takie kwiatki jak „karta nauczyciela” swoje robią. Poza tym co w przypadku, gdy w gminie po prostu „skończyły się dzieci”, ponieważ wyż się wyczerpał, a resztki emigrowały wraz z rodzicami do miast lub za granicę? Natomiast gmina wcześniej rozbudowywała szkołę i inwestowała w nią przez lata. Dzieci nie ma i nie będzie, a koszty pozostały. To problem wielu gmin.

Szkolnictwo to tylko wycinek problemu. Jeszcze większym koszmarem jest niekonsekwencja w planowaniu przestrzennym. Dominująca większość gmin wiejskich posiada zabudowę skoncentrowaną wzdłuż głównych dróg. To prawdziwy horror jeżeli chodzi o ciągi infrastruktury, jej konserwację, rozbudowę – często strasznie wysokie koszty utrzymania. Ludzie sami się pogrążają, budując na “pół dziko” i wymuszając zmiany w planach, a następnie „chodząc do Wójta”, żeby podciągnął gazociąg, wodociąg, kanalizację. Budowa to jednak jedno, a utrzymanie i bieżąca eksploatacja to druga kwestia. Ludzie przeważnie nie mają najmniejszej ochoty partycypować w realnych kosztach utrzymania infrastruktury, potem dochodzi do konfliktów ponieważ dotychczasowi mieszkańcy – nie mają rozbudowywanej infrastruktury np. społecznej, ponieważ ich podatki idą na utrzymanie rozbudowanej infrastruktury dla potrzeb nowych mieszkańców.

Jeszcze ciekawiej jest w gminach specyficznych – gminach podmiejskich, zlokalizowanych w bezpośrednim otoczeniu wielkich miast. Dramat suburbanizacji, który dotknął te samorządy stał się przyczynkiem do bogactwa wąskiej grupy posiadaczy gruntów, jest również jednak wielkim wyzwaniem dla samorządów, które zyskały nowych mieszkańców, a w raz z nimi nowe obowiązki.

Nie ma w tym wszystkim równości, mamy też bowiem samorządy, które prosperują znakomicie dzięki odszkodowaniom płaconym za dewastowanie środowiska naturalnego przez duże zakłady górnicze. To najbogatsze gminy w Polsce!

Ponieważ dobrą reformę samorządową popsuł rząd pana Jerzego Buzka – swoją złą reformą wprowadzającą zbyt dużą ilość powiatów i zbyt dużą ilość województw, to mleko się wylało. Od czasów tej nieszczęsnej reformy jest już tylko gorzej, bo zbyt dużo środków idzie na zbędną administrację. Gdyby z byłych województw zrobiono powiaty, wówczas byłoby ich tylko 49! Tymczasem mamy raj dla etatów, raj dla radnych, raj dla rodów samorządowych! Dyrektorzy zakładów gospodarki komunalnej i inni „niezbędni” urzędnicy, dyrektorzy szkół, naczelnicy straży gminnych itd. Wspaniałe eldorado etatów, oczywiście z Warszawą na czele, której ustrój jest majstersztykiem jak na państwo unitarne – tego nie da się zrozumieć w prosty sposób, nie rozumie go nawet większość mieszkańców. Koszty działania samorządów, zwłaszcza tych małych i Warszawy są znaczne.

Nie ma badań pokazujących koszty działania administracji samorządowej w przeliczeniu na mieszkańca każdej gminy (kiedyś były), jednakże należy przypuszczać że w gminach mniejszych – kosztem likwidacji zbędnych etatów można by osiągnąć więcej usług publicznych w przypadku scaleń.

Nie oznacza to automatycznych zwolnień, ponieważ większe jednostki samorządu terytorialnego będą potrzebowały więcej ludzi do obsługi, korzyścią jest skala działania – zamawianie usług dla większej ilości mieszkańców (jeden przetarg a nie dwa), poprawa ratingu finansowego, dzięki większym dochodom własnym, i inne korzyści.

Z powyższych względów nie ma co się bać łączenia gmin i ewentualnie powiatów, jeżeli będzie taka potrzeba, jednakże o ile rząd szanuje samorząd – powinien KAŻDORAZOWO JAKO PODSTAWĘ DO ŁĄCZENIA UZNAĆ WYNIK REFERENDUM LOKALNEGO W ZAINTERESOWANYCH GMINACH W TEJ SPRAWIE! Administracja rządowa i samorządu województwa może przygotować pakiet korzyści i pozytywnych bodźców, jak również prowadzić odpowiednią politykę informacyjną, jednakże zawsze powinni decydować mieszkańcy. Przy czym trzeba być konsekwentnym, jeżeli gdzieś mieszkańcy wybiorą „niezależność”, muszą liczyć się ze wzrostem obciążeń podatkowych, przynajmniej o tyle, żeby zapewnić gminie zawsze zrównoważony budżet. Niestety nie ma żartów, pieniądze nie rosną na drzewach – w samorządzie jak nigdzie – trzeba je bardzo dokładnie liczyć.

2 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    Słuszna koncepcja co dołączenia wysiłków sąsiednich gmin.
    Tylko zaraz włączą się POWIATY i WOJEWÓDZTWA ze swoim doradzaniem i biedna gmina dalej nic nie dostanie.
    Brakuje mechanizmów kooperacji oraz niezbędnego ZAUFANIA.
    Dlatego każda gmina będzie oddzielnie i samodzielnie wynajdywała KOŁO …

  2. Samorządy będą się bronić rękami i nogami przed scaleniami – to przecież etaty są!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.