Paradygmat rozwoju

Kwestia rezerw i zapasów na wypadek wojny powinna być stałym przedmiotem troski władz

 O rezerwach i zapasach na wypadek wojny lub innego stanu nadzwyczajnego, w naszym kraju nie mówi się niczego. W zasadzie poza zagwarantowaniem pewnych rezerw paliw, do utrzymywania, których zobowiązany jest praktycznie cały łańcuch dystrybucji – nie ma nic innego, co mielibyśmy w rezerwie i w zapasach na wypadek, gdyby rzeczywistość nagle bardzo się zmieniła.

Należy być przygotowanym przede wszystkim na zagrożenia wojenne u sąsiadów, które mogłyby w sposób istotny zachwiać łańcuchami międzynarodowej logistyki. Drugim niebezpieczeństwem jest wojna z naszym krajem, kiedy załamaniu ulegną normalne łańcuchy zaopatrzenia wewnątrz kraju. Trzecim rodzajem zagrożeń są katastrofy naturalne wynikające z pogody lub poważne katastrofy przemysłowe u sąsiadów np. awaria elektrowni atomowej na wzór dramatu z Czarnobyla. W takim przypadku również nastąpią problemy z aprowizacją, wybuchnie panika i będzie generalnie jeden wielki stan nieustalony.

Takie państwo jak nasze, biorąc pod uwagę sumę zagrożeń – powinno utrzymywać rezerwy pozwalające na normalne funkcjonowanie gospodarki i społeczeństwa, przez co najmniej 30 dni. Dodatkowo powinny być jeszcze rezerwy pozwalające na swobodne funkcjonowanie sił zbrojnych i struktur siłowych – w jak najdłuższym okresie czasu, przykładowo dodatkowych 90 dni. Niesłychanie ważne w tym kontekście są zadania Obrony Cywilnej oraz racjonowanie żywności podstawowych materiałów przemysłowych, niezbędnych w prawidłowym funkcjonowaniu systemu państwowego.

Podstawą systemu rezerw mogą być naturalne systemy logistyczne działające w gospodarce na zasadach komercyjnych. Wszystko, co jest potrzebne, to stworzenie systemu zachęt i obowiązków, zmuszających wszystkich uczestników procesu logistycznego – czy to importu dóbr, czy też ich wytwarzania w kraju, do posiadania określonych zapasów i ich rotowania w taki sposób, żeby przy stałym utrzymywaniu uznanego za pożądany poziomu zapasów – gospodarka mogła funkcjonować normalnie. Wymaga to przede wszystkim właściwego ustawodawstwa, które będzie zobowiązywać wszystkich uczestników procesów logistycznych do adekwatnej do potrzeb rynku i potrzeb na czas „W”. Oczywiście rzeczywistość jest o wiele ciekawsza od fikcji i są takie branże, które na wypadek zagrożenia przeżyją szczyty zysków, a są takie, które po prostu nie będą miały sprzedaży. Wystarczy porównać produkcję trumien i tortów ślubnych. Bezwzględnie, więc w te mechanizmy – w kwestiach najbardziej wrażliwych jak np. alternatywne metody produkcji energii elektrycznej, materiały opatrunkowe, lekarstwa, woda i jej uzdatnianie, produkcja chleba, żywność o długich okresach przydatności – te i inne dziedziny, to na pewno miejsca gdzie musi angażować się państwo.

W praktyce, żeby to było dzisiaj efektywne, należy obok komercyjnych centrów logistycznych, wybudować kolejne dwa lub trzy razy większe – centra logistyczne działające na tej samej zasadzie i obsługujące te same podmioty, ale właśnie dla celów zapasów na czas „W”. Nie ma sensu się spierać, czy opłaca się bardziej budować nowe obiekty, czy też przy pomocy ulg finansowych i dotacji skłonić przedsiębiorców do budowania powierzchni na wyrost, tak żeby w części były przechowywane zapasy państwowe – to kwestia ustaleń dla fachowców z branży. Liczy się przede wszystkim to, żeby to się działo, ponieważ zapasy buduje się w stosunkowo długim czasie, działania z dnia na dzień mogą, bowiem zachwiać rynkiem.

W praktyce zapewnienie zapasów polegałoby na urzędowym podniesieniu cen na poziomie hurtowym i detalicznym, a następnie zmuszeniu hurtowników i detalistów do generowania odpowiedniego poziomu rotowalnych zapasów – dosłownie wszystkiego, czym handlują, ze szczególnym uwzględnieniem elementów najważniejszych z pkt. widzenia potrzeb społeczeństwa w stanach zagrożenia. Przykładowo podwyższenie cen wszystkiego o 10% spowodowałoby, że można odłożyć po roku 120% miesięcznej wartości sprzedaży danego dobra. Przyjmijmy, ze koszty składowania byłyby wliczone w te opłaty, więc do takiego poziomu dochodzilibyśmy w dwa lata. Dodatkowy zysk przedsiębiorcy odpowiadający zyskowi z obrotu za mniej więcej pół miesiąca lub cztery tygodnie – byłby opłatą dla niego z tytułu wprowadzenia systemu przechowywania i rotowania zapasów. Przy możliwościach współczesnego oprogramowania to jest drobiazg, wszystkim na poziomie poszczególnych sklepów, sieci jak również i obszarów mogą zarządzać systemu, odpowiednio raportujące – one już są nie trzeba niczego wymyślać. Oprogramowanie posiadają największe sieci handlowe, wystarczy je tylko dodatkowo zaprogramować.

W ten sposób mielibyśmy zdywersyfikowane zasoby, rozłożone na całym terytorium zgodnie z logiką ukształtowania się naturalnej sieci placówek handlowych. Dodatkowe najważniejsze elementy systemu jak np. agregaty prądotwórcze, urządzenia do uzdatniania wody, żelazne racje żywnościowe, opatrunkowe itd., to dodatkowo trzeba byłoby przechowywać w systemie rezerw państwowych. Można go rozbudować razem z koncepcją rozbudowania jednostek Obrony Terytorialnej / Obrony Cywilnej. Generalnie również powinien być rozlokowany na poziomie gmin (sołectw, dzielnic), powiatów i województw oraz metropolii i związków samorządowych. Chodzi o to, żeby wysoce nasycić struktury państwa – możliwościami dystrybucji zapasów. Oczywiście szczególną rolę odegrałaby w tym Państwowa i Ochotnicze Straże Pożarne, jak i inne służby, inspekcje i straże.

Jest czas, mamy możliwości finansowe, mamy wiedzę umożliwiającą rozsądne przechowywanie zasobów. Wszystko można zorganizować w taki sposób, że przez długi okres czasu możemy być żywnościowo i pod względem głównych zasobów niezbędnych do przetrwania społeczeństwa – samowystarczalni. Nie da się zrozumieć powodów, dla których kwestie Obrony Cywilnej, w tym w szczególności rezerw i zapasów państwowych są tak zaniedbywane, jak również w ogóle nie są priorytetem dla władz państwowych. Kwestia rezerw i zapasów na wypadek wojny lub stanu klęski żywiołowej, powinna być stałym przedmiotem troski władz. W tych procesach warto wykorzystać mechanizmy Unii Europejskiej, one istnieją i działają bardzo sprawnie.

7 komentarzy

  1. Najlepiej byłoby gdyby każde domostwo było zobowiązane do przechowywania pewnej ustalonej ilości żywności w puszkach oraz wody. Czytałem, ze taki sposób jest najtańszy i najefektywniejszy. Tylko w jakiś sposób wymusić takie zachowania wśród ludzi.

    • krolowa bona

      @Bior
      tez pare razy o tym czytalam, nawet jest chleb w puszkach na ten cel…trzeba by chyba ludziom takie “paczki”liczone na osobe “wydawac w np. w urzedzie meldunkowym pod rygorem mandatu …bo ja wiem, nie wiem czy to dobry pomysl, np. w Niemczech mozna w takim supermarkecie REWE kupic “plastikowa siatke/torbe/ za €10,00 z zapakowanymi juz produktami na darowizny do charytatywnej organizacji dostarczajacej pozywienie biedocie ( 12 mln w Niemczech ? ) “TAFEL” e.V., te “torby” maja codpaskowy, ktory mozna zescanowac i przeslac do odpowiedniego urzedu , by ten urzaf wiedzial, ze dany obywatel sie “wywiazal” z obowiazku …??? Czy to dobry pomysl ? Naturalnie, jak ktos ma fundusze i miejsce w domu moze przechowywac wiecej takich “paczek” lub nawet wlasne przetwory …tak mysle
      W Usa i np.w Japoni tez sa takie “paczki” do kupienia np.na 1dzien, na 7 dni.i chyba miesiac z uwagi na trzsienia ziemi i tornada…

      • Chleb” w puszkach” miałem przyjemność spożywać
        w latach 70ych XX w.podobnie jak słoninę taką’że,
        Niczewo… Wkusne… 🙂
        🙂

  2. Jak będzie wyglądała III światowa, trudno przewidzieć, niektórzy twierdzą, że już trwa.
    Natomiast rozsądni mówią, że IV światowa to już będzie tylko na kamienie gdyż proca to zbyt skomplikowana technologia. Może planeta Ziemia właśnie potrzebuje oddechu ?.

    • Noo, nie wiem…nie jestem już w temacie.Kiedyś ‘pono’
      pół wieku wstecz to, jak powiadają “starzy górale”, słońce świeciło jaśniej, że nie wspomnę o dodatnich plusach wozducha a sało i chleb to był tylko niekonieczny,
      aczkolwiek ważny dodatek do prze/ życia.

      Ps.Nadmienię, iż sało mam w poważaniu – na pewno większym niźli luksusowe “chude’ wędliny.Problemem
      jest zdobycie prawdziwej słoniny, kiedyś to było takie proste…

  3. Słuszny i jakże potrzebny tekst.

    Tylko KTO z rządzących na poważnie myśli o takich sprawach?

    Krakauer na PREZYDENTA!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.