Społeczeństwo

Kwestia kamer w Sejmie – dostęp mediów do władzy

 W ostatnich dniach mieliśmy do czynienia z bardzo ciekawymi zdarzeniami. Przewodniczący jednej z komisji sejmowych, zajmującej się akurat kwestią Trybunału Stanu – poprosił dziennikarzy o opuszczenie sali w której trwały prace. Po przerwie i wznowieniu obrad w większej sali – nie było już problemu z dostępem mediów. Jako uzasadnienie prośby o opuszczenie miejsca prac komisji sugerowano przeszkadzanie przez sprzęt dziennikarzy w pracy Posłów. Pan przewodniczący mówił również o tym, że prace komisji są transmitowane w Internecie i każdy, jeżeli tylko chce może się z nimi zapoznać.
Teoretycznie nie ma z czego robić problemu, jednak opozycja sprawę rozdmuchała, ponieważ potraktowała działania przewodniczącego – pewnego znanego Posła z partii rządzącej, jako próbę ograniczenia dostępu mediów do władzy. To już jest bardzo poważny zarzut i niesłychanie poważna sprawa, jeżeli zarzut okazałby się prawdą, odsłoniłby intencje. Wówczas bylibyśmy w przedsionku do nowej, niekoniecznie pożądanej rzeczywistości. Jednak na pewno byłaby to rzeczywistość wyjątkowo ciekawa i interesująca dla politologów, no i zdaje się chyba tylko dla nich.
Problem dostępu dziennikarzy, szerzej – mediów, do ludzi władzy i instytucji w których pełnią swoje funkcje jest papierkiem lakmusowym demokracji. Nie ma niczego ważniejszego w demokracji niż kontrola społeczna realizowana nad ludźmi władzy. Jej istotnym elementem jest informacja podawana publicznie i powszechnie dostępna. Żeby to było możliwe w ogóle, potrzebna jest praca dziennikarzy, w tym reporterów i agencji informacyjnych, które agregują informacje i tworzą z nich serwisy. Bez ciężkiej pracy tych wspaniałych ludzi, w ogóle jakikolwiek przekaz informacyjny byłby niemożliwy. Jednakże oni nie są cudotwórcami, poza tym w ich pracy nie chodzi o to, żeby wymyślali to, co kto powiedział. Tylko o to, żeby to relacjonowali. Od kreowania rzeczywistości są politycy i PR-owcy, a nie dziennikarze! Bezwzględnym warunkiem w pracy dziennikarzy jest więc dostęp do ludzi władzy i ich instytucji. Posługiwanie się sformalizowanymi kanałami umożliwiającymi dostęp do informacji publicznej ma sens tylko w ograniczonym zakresie, tam gdzie dotyczy to spraw szczegółowych, najlepiej opartych na dokumentacji. Jeżeli zaś chodzi o czystą politykę, zwłaszcza „od kuchni” lub prawie, to nie ma niczego lepszego niż kamera i mikrofon – dokładnie tam, gdzie dzieją się omawiane procesy.
Niestety praca dziennikarzy przy instytucjach władzy to ciężka harówka, znane są przykłady, że politycy uciekają przed mediami bocznymi drzwiami, czy też w inny sposób udają, że nie są w stanie przeprowadzić prostego wywiadu. Doskonale znamy przykłady prezesów niektórych partii – maszerujących po korytarzach sejmowych w ścisłym otoczeniu swoich Posłów, szczelnie otaczających przywódcę. W takich realiach nie tylko nie da się normalnie pracować, ale przede wszystkim nie da się zagwarantować dostępu obywateli do informacji. Teoretycznie można zmusić każdego polityka parlamentarnego do pełnienia dyżurów raz w tygodniu w określonych godzinach dla mediów. Jednakże to byłoby bardzo sztuczne i by ograniczało bardzo wykonywanie mandatu.
Na pewno duże skupisko reporterów, foto-reporterów i operatorów kamer w jednym miejscu – może utrudniać pracę intelektualną. Sprzęt hałasuje, jak również światło reflektorów jest najdelikatniej mówiąc bardzo silne, to nie jest komfortowe. Można to jednak jakoś rozwiązać – np. zapewniając profesjonalnych realizatorów ze strony Sejmu i udostępniając sygnał wszystkich zainteresowanym publicznie – w standardach telewizji cyfrowej? To można zorganizować, jednak i to nie zastąpi wolnego dostępu dziennikarzy do polityków.
Dziennikarze pełnią bardzo ważną funkcję w demokracji, zwłaszcza reporterzy, którzy działając „w terenie”, gromadzą informacje. Bez ich starań społeczeństwo byłoby ślepe i głuche, więc nawet jak często opowiadają jawne głupoty lub lansują tematy zastępcze, to zawsze należy do ich pracy podchodzić z największym uznaniem, szacunkiem i chronić ich prawo do wykonywania zawodu. Na nim wisi nasza demokracja.

2 komentarze

  1. Takie tam nieistotne przeganiane mediów.

    Tak już będzie.

  2. … znane są przykłady, że politycy uciekają przed mediami bocznymi drzwiami…
    W różnych okresach były różne standardy komunikacji
    czy raczej ucieczki przed wypowiedzianym jednym słowem
    za dużo…działo się i tak…

    http://www.dailymotion.com/video/x1pfriz_aleksander-kwasniewski-byly-prezydent-ucieka-z-sejmu-po-drabinie_news

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.