Czy ktoś pomyślał o amortyzacji skutków sankcji dla naszego rynku, co z deflacją?

Wyceniono wartość sankcji dla całej Unii Europejskiej na około 100 mld Euro w tym i przyszłym roku co ma się przełożyć na stratę około 0,4-0,5% PKB Unii. Podobna kwota strat ma dotyczyć Rosji, ale dla niej w tym okresie będzie to oznaczać uszczuplenie PKB między 4 a 5%. Zatem łączne straty naszych gospodarek to około 200 mld Euro w niespełna półtorej roku. Zdaniem ministra sami państwo wiecie którego, to nas zaboli ale rzekomo warto ponieść te koszty, ponieważ Rosję to zaboli jeszcze bardziej (prawdziwie chrześcijańskie i dobrosąsiedzkie podejście – potem się ktoś dziwi, czemu inni nas nienawidzą). Wręcz wyraźnie ten pan zasugerował, że musi boleć (czy jakoś tak), jednak jako kraj oficjalnie podchodzimy do nakładania sankcji bez entuzjazmu.

Czy ktoś próbował to przeliczyć na miejsca pracy? Czy ktoś wie jak to się rozłoży po stronie unijnej? To znaczy my już wiemy, że nie sprzedamy do Federacji Rosyjskiej naszych warzyw i owoców, co na samych jabłkach (połowa polskiego eksportu jabłek przypada na Rosję) może oznaczać straty roczne około 250-300 mln Euro. Lepiej nie myśleć o innych owocach i warzywach, przetworach, o mięsie chyba w ogóle trzeba zapomnieć. Horror.

Zagrożenie deflacją mamy pewne, ponieważ producenci będą musieli gdzieś upchnąć nadmiar produkcji, albowiem np. w przypadku jabłek jesteśmy największym producentem w Unii Europejskiej i jednym z największych na świecie – co z nimi zrobimy? Będziemy karmić świnie? Jeszcze nie tak dawno spalaliśmy zboże, bo też było go za dużo – w marcu 2010 roku rząd zgodził się na tego typu wsparcie dla energetyki odnawialnej, ponieważ mieliśmy dużą nadwyżkę zbóż, które były tańsze od węgla, a jedynym sposobem na zagwarantowanie dochodów rolnikom było utrzymanie ich ceny, tj. skierowanie nie na rynek. Jednakże to był jednorazowy przypadek nawet jeżeli szacując ilościowo było to tyle, że moglibyśmy jeść chleb za darmo wszyscy przez kwartał! Co teraz zrobimy z nadprodukcją? Przecież ilość produktów rolnych jakie wytwarzamy wielokrotnie przekracza nasze zapotrzebowanie, a na obniżkach cen nikomu nie zależy, gdyż hasło DEFLACJA w Polsce zacznie się realizować właśnie od spadków cen żywności. Gdybyśmy mieli instalacje przetwarzające biokomponenty na biopaliwa! No, ale nie mamy!

Mechanizm jest banalny, jeżeli dochodzi do zakłócenia w łańcuchach dostaw, wówczas producenci mają problem ze zbytem. W efekcie szukają nowych rynków lub co jest o wiele prostsze i tańsze, zaczynają próbować bardziej nasycić rynek rodzimy, co nigdy nie pozostaje bez wpływu na cenę. Przy okazji łatwo można zobaczyć czy istnieje tak zwana zmowa cenowa i na jaką skalę, albowiem przecież tym samym producentom, którym zostają nadwyżki eksportowe zależy na utrzymaniu cen krajowych. Wiadomo, że sektor dóbr szybko zbywalnych w tym spożywczy – najbardziej boi się konkurencji cenowej. Jest najbardziej zabójcza, ponieważ przy dużej skali rozwiniętej logistyki niezbędnej do obsługi masy towarowej – spadek dochodów powoduje wzrost kosztów jednostkowych, a to przekłada się na wynik finansowy. Dlatego firmy na rynkach dóbr szybko zbywalnych konkurują głównie marketingiem, wmawiając nam że np. jeden jogurt ma bardziej kształtne owoce od drugiego itd., ale za wszelką cenę wystrzegają się właśnie obniżania cen. Przykładowo łatwiej jest im nawet dawać darmowe bonusy, bo te można zawsze pchnąć kanałami dystrybucji niż prowadzić walkę o klienta poprzez cykliczne schodzenie z cenami w dół (stąd np. 20% jogurtu w jogurcie więcej, albo kup dwa i trzeci za “darmo”). W tym przypadku będzie bardzo ciekawie, ponieważ ilość niewyeksportowanych produktów będzie gigantyczna. Powoduje to poważne ryzyko konkurencji cenowej i to nie tylko u nas, ale w całej Unii. O ile w sklepach detalicznych standardowo dochodzi do patologii, że owoc przetworzony w puszce (np. mandarynki) są tańsze niż takie same owoce świeże – w tym samym sklepie – to naprawdę nie mamy normalnej gospodarki. Co będzie jednak w momencie takiego gigantycznego kryzysu nadprodukcji? Zobaczymy, póki co nikt się tym szczególnie nie przejmował – bo i po co? Jednakże spadek cen wywoła silny impuls deflacyjny, z tego powodu bo ludzie nie zjedzą dodatkowych kilkudziesięciu kilogramów jabłek i kalafiorów, oni zjedzą tyle ile lubią, ale właśnie tych tańszych.

Jeżeli łącznie eksportujemy do Federacji Rosyjskiej w ciągu roku około miliona ton wszelakich owoców, to jeżeli tych zamówień zabraknie, to proszę się zastanowić ile to jest mniej wykorzystanych wagonów, samochodów ciężarowych, zapotrzebowania na chłodnie, paliwo, pracę kierowców, logistyków, kolejarzy. Naprawdę horror.

Biorąc pod uwagę strukturę gałęziową naszego asortymentu wymiany towarowej z Rosją, prawdopodobnie sankcje skonstruowano w taki sposób, że wysoko przetworzone produkty zachodnie – mogą sobie poczekać na półkach – nawet rok, na zdjęcie sankcji. Rosjanie jakoś przeżyją, poszukają zamienników dla pomp, kosmetyków, uszczelek, filtrów i innych importowanych elementów, czy też dóbr luksusowych jak np. wino – ono akurat może sobie dojrzewać. Równie łatwo kupią jabłka – nie ma z tym problemu jak się ma pieniądze, Argentyna, Chile, Południowa Afryka – te kraje już mogą zacierać ręce. Natomiast nasze produkty z zasady proste i nie przetworzone nie będą mogły sobie poczekać bez utraty wartości rok lub półtorej, aż Unia sankcje zniesie. Jabłka zgniją, kalafiory wypełnią się robakami, a jeżeli nawet uparlibyśmy się wszystko przetworzyć w coś o dłuższym okresie gotowości do spożycia i magazynować – to są dodatkowe koszty, na które raczej producentów i dystrybutorów nie będzie stać ad hoc.

Istnieje więc poważne ryzyko, że zmarnowane nasze jabłka i nasze mięso – będą oznaczały większe straty dla naszej gospodarki niż spokojnie czekające w magazynach nowe skrzynie biegów do najnowszych modeli niemieckich limuzyn lub zyskujących na wartości składowane w piwnicach francuskie wina!

Proszę pamiętać, że to rząd w Polsce się do tego przyczynił! To rząd w Polsce lansował poronione partactwo wschodnie i to rząd w Polsce popierał rewolucję na Majdanie i nadal popiera nowe rewolucyjne władze Ukrainy w ich działaniach polegających na pacyfikacji mniejszości rosyjskojęzycznej. Dzisiaj Polaków nikt już na poważnie w Unii nie bierze w sprawach Wschodu, ponieważ jesteśmy oceniani jako nieobiektywni, rusofobiczni i generalnie, że “narobiliśmy paniki” (słynne dywizje, czy też ciężkie brygady ministra sami wiecie państwo którego). Jeżeli więc są ustalane sankcje, to możemy być spokojni, że są one skalkulowane tak, że ewentualne odpowiedzi rosyjskie skoncentrują się na krajach buforowych, zwłaszcza takim jednym, którego rząd zajął jednostronne i po prostu wrogie stanowisko wobec sąsiedniego kraju – rezygnując z prawa do obiektywizmu. Jakoś nie słychać, żeby Rosja nakładała sankcje na wyroby z Węgier?

Pożyjemy, zobaczymy – na pewno lubicie państwo jabłka? Nie ma to jak przegryźć sobie świeżym jabłkiem, ciasto z jabłkami i popić sokiem jabłkowym mając w perspektywie mus jabłkowy! No a deflacja? No cóż, musi boleć proszę państwa, taka jest istota sankcji. Więc zaboli. Stracą nawet Ukraińcy, bo na pewno spadnie zapotrzebowanie na zatrudnienie w sadownictwie…

Nie ma jednak sytuacji bez wyjścia, mianowicie jest jedno proste rozwiązanie problemu – dajmy Rosjanom te jabłka za darmo, życząc smacznego! Wówczas poniesiemy koszty logistyki ale unikniemy ryzyka deflacji ze względu na spadek cen żywności. Proszę pamiętać, że to się potem przekłada na PKB, na podwyżki rent, emerytur, oprocentowanie obligacji itd., cała zabawa przed nami, to na naszych karkach będzie zamortyzowana klęska urodzaju. Niestety jednak jest problem, otóż bowiem Rosjanie mogą nie chcieć już naszych jabłek nawet za darmo…

Swoją drogą ciekawe, kto zarobi te 100 mld z którego zrezygnowali Europejczycy? Czy Chiny czeka wspaniały wzrost gospodarczy… No i nie nazywajmy tego sankcjami, tylko po prostu wojną gospodarczą na embarga.

4 myśli na temat “Czy ktoś pomyślał o amortyzacji skutków sankcji dla naszego rynku, co z deflacją?

  • 31 lipca 2014 o 07:37
    Permalink

    Nasze jabłka trzy razy zgniją przez te sankcje, a francuskie wina pięknie zyskają na cenie, natomiast niemieckie części do samochodów będzie się przemycać – zakupy niby na Łotwę a tam już mafia sobie poradzi. Zyskają bałtowie. W zasadzie wszyscy tylko nie Polacy. Polacy są od ponoszenia strat i ofiar. Tylko ich niestety rząd tego nie rozumie.

    Odpowiedz
  • 31 lipca 2014 o 07:40
    Permalink

    Kogo interesuje jakaś deflacja przez ceny żywności? panie autor – to nie po to rząd wprowadza kasy fiskalne, żeby ceny miały spaść! wszystko będzie miało kody kreskowe – każdy ziemniak, opodatkują wszystko…

    Odpowiedz
  • 31 lipca 2014 o 11:56
    Permalink

    Nic, prawdę mówiąc, tu śmiesznego nie ma…..lecz przyszedł mi na myśl taki wierszyk Jan Brzechwa-ENTLICZEK-PENTLICZEK

    Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek,
    A na tym stoliczku pleciony koszyczek,

    W koszyczku jabłuszko, w jabłuszku robaczek,
    A na tym robaczku zielony kubraczek.

    Powiada robaczek: “I dziadek, i babka,
    I ojciec, i matka jadali wciąż jabłka,

    A ja już nie mogę! Już dosyć! Już basta!
    Mam chęć na befsztyczek!” I poszedł do miasta.

    Szedł tydzień, a jednak nie zmienił zamiaru,
    Gdy znalazł się w mieście, poleciał do baru.

    Są w barach – wiadomo – zwyczaje utarte:
    Podchodzi doń kelner, podaje mu kartę,

    A w karcie – okropność! – przyznacie to sami:
    Jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami,

    Duszone są jabłka, pieczone są jabłka
    I z jabłek szarlotka, i komput [placek], i babka!

    No, widzisz, robaczku! I gdzie twój befsztyczek?
    Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek.

    Odpowiedz
  • 3 sierpnia 2014 o 23:02
    Permalink

    czemu straszycie deflacją? to dobre, ludzie mają się cieszyć że jest inflacja i to co zarobią i odkładają np na dom traci 7% rocznie?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.