Społeczeństwo

Kto teraz będzie leczył prof. Hartmana?

 Po tym czego dokonał prof. Jan Hartman w kontekście wetknięcia gorącego stalowego pręta w gniazdo os zwane samorządem lekarskim – należy temu człowiekowi postawić pomnik już za życia. Pomnik na pewno mu się przyda, bo w przypadku poważniejszej choroby – ciężko będzie zaufać lekarzom, będąc prof. Hartmanem i położyć się komuś na stół operacyjny. Ryzyko, jak w każdej walce z amorficznym środowiskiem samozadowolenia.

W gigantycznym skrócie – pan profesor w swojej pełni nieśmiałości odważył się upomnieć u lekarzy o etykę ich zawodu, żeby zauważyli w niej pacjentów. Korporacja medyczna rządząca się jako samorząd zawodowy – ugruntowana przez wieloletnią tradycję przekazywania zawodu z ojca na syna lub córkę – nie chce słyszeć o jakiejkolwiek społecznej kontroli nad swoimi sprawami. Lekarze sami sobie ustalają kodeks etyki i funkcjonują w oparciu o jego normy, które najdelikatniej mówiąc traktują pacjentów bardziej jako świadczeniobiorców niż jako ludzi, którzy potrzebują pomocy. Profesor Hartman miał odwagę upomnieć się o to, żeby lekarze nie kryli sami swoich błędów – nie cementowali swojego środowiska, nawet w obliczu takich błędów jak niedawne przypadki śmierci dzieci, którym lekarze odmówili pomocy, udzielili pomocy zbyt późno lub postawili błędne diagnozy.

Sprawa jest wielokrotnie złożona, albowiem trudno jest oceniać ekspertów, a tym bardziej wyznaczać im standardy – nie będąc ekspertem. Jeżeli już jest to możliwe i celowe tylko i wyłącznie w oparciu i z mocy wytycznych i kryteriów politycznych wynikających z oczekiwań społecznych. Inaczej trudno jest interpretować takie „wtykanie nosa” bez posiadania wiedzy specjalistycznej oraz wiedzy wynikającej z praktyki sprawowania funkcji danego zawodu. Wszystko wymaga delikatności i odpowiedniego podejścia, ponieważ na drugiej stronie zagadnienia jest zdrowie i życie ludzkie, dlatego nie może być tak, żeby osoby zupełnie nie mające rozeznania w sprawach – mogły wyznaczać specjalistom jakiekolwiek wytyczne, standardy, normy itp.

Jednakże prof. Hartman nie upomina się o nic nadzwyczajnego niż jedynie poddanie się przez lekarzy społecznej krytyce i kontroli. Przecież to nie jest normalne, że współczesny system „mycia rąk” uniemożliwia lekarzom krytykowanie pracy innych lekarzy nawet w charakterze biegłych przed sądem!

Być może profesor źle zaczął, albowiem odwoływanie się do kwestii merytorycznych tego środowiska musiało napotkać na opór – to naturalne. Może o wiele prościej byłoby zaatakować ten zamek od strony samorządowej, tj. zastanowić się jaką rolę ma pełnić samorząd lekarski i czy przypadkiem – nie odleciał już w swoich kompetencjach poza społeczeństwo i jego potrzeby? Trudno dyskutować z autorytetem profesora, jak również trudno jest krytykować lekarzy – jednakże wszyscy mają świadomość, że system lecznictwa w Polsce działa źle, niewydolnie i niewłaściwie. To nie powinno w ten sposób funkcjonować jak funkcjonuje. Ponieważ środowisko samo siebie nie oczyści i nie poprawi swoich ułomności – może rzeczywiście potrzebować wsparcia z zewnątrz. Wówczas byłoby rzeczywiste uzasadnienie do załatwienia sprawy w sposób systemowy i ograniczenia kompetencji samorządu lekarskiego poprzez np. włączenie do struktury jego organów ciała mianowanego przez ministra w składzie niezależnych ekspertów – realizujących kluczowe założenia polityki państwa.

Pozostaje nam przyglądać się sporowi jaki zaistniał, albowiem środowisko lekarskie – nadzwyczajnie potężne już sięgnęło po metody bezpardonowego nacisku na osobę prof. Hartmana – poskarżono się na niego nawet na macierzystej uczelni! Co samo w sobie jest skandalem wykraczającym poza standardy dyskusji publicznej, albowiem w tym kraju obowiązuje zasada wolności słowa i swobody wypowiedzi i każdemu wolno krytykować każdą publiczną działalność. Jeżeli ktoś tego nie rozumie, nie powinien piastować liczących się publicznych funkcji.

Na marginesie trzeba zauważyć, że prof. Hartman musiał bardzo skutecznie zagrać na niesłychanie dźwięcznej strunie, ponieważ w istocie jeszcze nic nie zrobił w tym znaczeniu, że nie zaimplementowano żadnych zmian systemowych wynikających z jego wskazań, a reakcja środowiska jaką wywołał samym swoim zaistnieniem w tych kwestiach wskazuje na trafienie w najczulszy punkt samozadowolonego z siebie środowiska lekarskiego.

One Comment

  1. Po się co to czepianie się korporacji prawniczych i lekarskich?
    Że ojciec foruje syna lub córunię?
    Przecież to czysta polityka PRORODZINNA!
    Tylko tak dalej.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.