Polityka

Kto powinien zastąpić Donalda Tuska?

 Zastanawiacie się państwo kto powinien, czy też mógłby zastąpić Donalda Tuska na stanowisku premiera? Potrzebny byłby kandydat merytoryczny, mający po pierwsze ogląd całości spraw państwowych a w szczególności gospodarki a po drugie posiadający wizję w jaki sposób sprawy kulejące zmienić. Uwaga w naszych rozważaniach nie chodzi o to, że pan premier się wypalił – liczy się merytoryka, kraj jest w potrzebie! Potrzebujemy mądrych ludzi u władzy, mądrych i potrafiących podejmować mądre i odważne decyzje.

Z obecnie funkcjonujących polityków, posiadających istotne znaczenie polityczne a zarazem na bieżąco wdrożonych w sprawy kraju jest tylko jeden kandydat, który być może nie zachwyca swoim PR-em tak jak premier kiedyś, ale z pewnością spełnia dwa wskazane postulaty z nawiązką. Janusz Piechociński – człowiek z wizją, państwowiec i pragmatyk, osoba pełniąca funkcję wicepremiera, doświadczony ekonomista i wieloletni polityk znający polską politykę parlamentarną od podszewki. Na dzień dzisiejszy nie mamy lepszego kandydata pod względem kryterium merytoryczności a zarazem pod względem kryterium politycznego, zwłaszcza że pan Piechociński gwarantuje pewną kontynuację, która PSL prezentuje niezachwianie przez wszystkie lata i wszystkie koalicje w których współrządziło.

Jeżeli popatrzymy na paradygmat rządzenia krajem z perspektywy PSL, to nie tylko mamy do czynienia z komfortowym i zdystansowanym podejściem, ale przede wszystkim mamy wyjątkowy przywilej dobierania sobie koalicjanta, który musi liczyć się z „naszym” zdaniem oraz naszymi potrzebami. To musi być fantastyczne – obserwowanie sceny politycznej z tak komfortowego miejsca jest w naszych realiach rozdarcia politycznego wartością samą w sobie.

Jest przy tym oczywiste, że PSL to partia interesu klasowego, o który potrafi dbać jak mało kto i za jej obecność w polityce jako państwo i społeczeństwo płacimy straszny koszt zapóźnienia modernizacyjnego rolnictwa. Pan Janusz Piechociński jest na jej „chłopskim” tle działaczem specyficznym, bo podmiejskim. Dzięki temu ma możliwość uchwycenia optyki o wiele bardziej uniwersalnej w sposób właśnie pragmatyczny niż jakikolwiek inny polityk tej partii z panem Pawlakiem włącznie.

W swojej krytyce skierowanej pod adresem pana Tuska – wicepremier Piechociński puszcza bardzo wyraźny sygnał – mianowicie przed nowelizacją budżetu pozwala sobie upomnieć się o swoją polityczną wartość. Wszystko co powiedział w ostatnim wywiadzie dla Rzeczpospolitej to szczera prawda i suche fakty. To Donald Tusk ma problem ze swoją partią i to Donald Tusk jest kłopotliwym elementem koalicji a nie on i jego zdyscyplinowany mimo znacznego udziału posłów „od Pawlaka” PSL. Co więcej to nie Piechociński obiecywał zyski z łupków! Co należy interpretować może nawet nie jako zarzucanie premierowi niekonsekwencji, ale raczej jako apel o pragmatyzm i realia, a realia są takie jakie są – nagle mamy dziurę w budżecie z którą jest większy problem medialny niż rzeczywisty, bo przecież z płynnością nie ma żadnych problemów.

U Piechocińskiego zawsze, w każdej sytuacji uderza jego troska o państwo rozumiane jako coś więcej niż realizacja budżetu wynikowego (co nam wpłynie to podzielimy). Wg. wicepremiera nasz kraj potrzebuje pragmatyzmu i aktywnej polityki gospodarczej, to jest o wiele więcej niż nowela budżetowa o której wiadomo że wicepremier i minister finansów wprowadził Sejm i społeczeństwo w błąd na początku roku. Chodzi o różnice w myśleniu. Rostowski nie widzi problemu w noweli budżetowej ad hoc, a Piechociński mówi o aktywnej polityce gospodarczej! Czyli w istocie czymś, o czym ten rząd nie miał dotychczas najmniejszego pojęcia i na czym położył się zupełnie od słynnej afery z „katarczykami” włącznie a na niedawnej aferze gazowej, czy też raczej PR-owej potyczce z Gazpromem kończąc.

Niewykorzystanie potencjału Piechocińskiego staje się jednym z najbardziej obciążających błędów Donalda Tuska. Manewr z uczynieniem Rostowskiego trzecim wicepremierem był prawdopodobnie jego największym błędem w polityce personalnej w rządzie, nawet większym niż mianowanie a następnie pozbycie się pana Gowina. Ponieważ poza ministrem zdrowia chyba żaden inny minister nie jest tak powszechnie i totalnie znienawidzony jak właśnie Rostowski. A to jest polityka przecież – tu się nie „hoduje” nowego „Balcerowicza w wersji 2.0” ale ścina i odrzuca wszystkich, którzy narażają premiera i rządzącą partię na straty sondażowe. Naprawdę polityka personalna pana premiera jest nie zrozumiała, za Rostowskim nie stoi żadna siła polityczna, byłby idealnym „wcieleniem wszelkiego zła” i idealną głową do ścięcia w przypadku głębokiej restrukturyzacji rządu. Rynki to nie jest argument, można go zawsze zastąpić, „królem liberałów”, sami wiecie państwo którym.

W interesie państwa jest takie ustawienie reguł tworzenia koalicji, żeby wszystkich członków rządu akceptowali szefowie partii koalicyjnych, a u nas jest podział na ministerstwa koalicyjne no i mamy to co mamy, czego skutkiem ubocznym jest totalna marginalizacja wicepremiera Piechocińskiego, którego ministerstwo gospodarki w istocie nie ma żadnych instrumentów kluczowych do prowadzenia aktywnej i wiążącej polityki gospodarczej w sferze realnej a nie w sferze kolejnych dokumentów do przełknięcia dla niszczarek papieru.

5 komentarzy

  1. Wierny_czytelnik

    Oby to był proroczy tekst!

  2. Ja tego gościa nie lubię ale odnoszę wrażenie że też dałby

    radę-Leszek Miller.W jego zapleczu politycznym jest prof.

    Jerzy Hausner.Zaznaczam to jest moja opinia.

  3. Czy to jest antyreklama pisana przez politycznych przyjaciół czy wrogów?

  4. Myślę Damianku że się pomyliłeś w ocenie

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.